Pokaż wiadomości
Strony: 1 ... 85 86 [87] 88 89 ... 143
1291  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MAGIA. : Grudzień 21, 2010, 22:09:03
cd. magii.

Tak east bardzo bobrym opisem technicznym uzupelniles moje powyzsze teksty.
dzieje sie wszystko mniej wiecej wedlog takiego schematu ogolnego.

Blokada doplywu swiatla do tych wewnetrznych swiatlowodow Czlowieka stawia go w pozycji niemozliwosci pelnego i prawidlowego odczytu informacji przekazywanej.
Tak wiec ludzie o potrafiacy dokonywac wpisow w podswiadomosc w kazdym rytuale dokonuja tego symbolami znakami , swiatlem izwiekiem wedle swoich wzorow i oczekiwan oddzialywania.
Naprawde przecietni  ludzie bedacy w kosciele czy innych miejscach gdzie jest to robione nie maja wplywu na to oddzialywanie.

Trzeba miec swiadomosc tego co sie dzieje i swiadomie przeciwstawic sie tym zabiegom zeby wyjsc nietknietym z nich.

Temat jest troche bardziej skomplikowany i obszerny ( wroce do fragmetow indywidualnosci) , bo nie jest tak jak sugerujesz Tene iz to tylko oczekiwania powoduja jakosc otrzymanych wrazen.

Nie , to nie do konca tak. Bo jak wejdziesz do wody to podlegasz normalnie wszystkim jej prawom , czy oczekujesz tego , czy czegos innego. Zmienic to moze swiadomosc , wiedza i stworzenie innych okolicznosci , np. skafander nurka zeby moglo dziac sie troche inaczej , ale tez nie do konca.

Jeszcze raz czym innym sa naturalne procesy rozwoju duchowego , otwierajace mozliwosci paranormalne , a czym innym wykorzystywanie tej wiedzy by powstrzymac ten rozwoj i wgrywanie w podswiadomosc informacji blokujacej , trzymajacej w miejscu oraz ograbianie z energii by ten naturalny proces nie mogl zaistniec.
Co dzieje sie bardzo powszechnie we wszystkich religjach.

Gdyby faktycznie pobyt na mszy byl tak uskrzydlajacy , ludzie nie wracali by po kilku dniach do kosciolow zgnebieni zawiedzeni , zrozpaczeni i slabi po wsparcie.
 Chwila nadzieji to ich energia , ktorom przez moment  skumulowali dala im radosc. Cyklicznosc zjawiska bez globalnych polepszen mowi sama za siebie szczegulnie w krajach gdzie religja rozpowszechniona jest na tak wielka skale.

Chyba pora zastanowic sie ze cos jest nie tak? Tak wiec co i dlaczego? Warto tez przeanalizowac budowe kosciolow , bo ma to znaczenie w okreslonym celu.
1292  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MAGIA. : Grudzień 21, 2010, 22:07:57
cd. magii

east na innym forum.



Tenebraelu.
Opisałeś pięknie magię swoimi słowami.

Cytuj
Teraz co nieco o oddziaływaniu. Częścią naszej duszy, która głównie oddziaływuje na Poziomie 1 (o 1 wyższym od fizycznego) jest podświadomość. Jednak żyjąc w świecie fizycznym, oduczyliśmy się patrzenia na świat oczami podświadomości. Stąd trudno jest nam bezposrednio z niej oddziaływać. Musimy działąć ze świadomej części duszy. Ale świadomość ma przecież ograniczenia swiata fizycznego. Dlatego też stosujemy pewien "wybieg". Z poziomu świadomości wpływamy na podświadomość, by dać jej "wytyczne" do zrobienia w swoim świecie tego, czego my w tym nie możemy (choć skutki odczujemy).

Zaznaczyłeś przy tym, że jest to tylko Twoje rozumienie tego jak działa magia. Więc pozwól , że i ja rozwinę swoje rozumienie, które ,uważam, w znacznej mierze pokrywa się z Twoim. Wspominałem wcześniej, ze na pewnym, dość głębokim poziomie wszystko jest energią.
Na to twierdzenie istnieje poparcie w nauce. Wszystko co istnieje bierze swój początek w skali Plancka, w kwantowym morzu stanów splątanych. Nasz poziom , powiedzmy , że to poziom "0" jest postrzegany w taki , a nie inny sposób z powodu odbiornika i przetwornika fal jakim jest mózg. To on redukuje stany kwantowe do tego co widać - stanów oznaczonych. Ale po kolei. Wydaje się, że o jego budowie wiemy już wszystko, ale to nie prawda.

Zespól quantuumconsciousness.org pod przewodnictwem Stuarta Hameroffa wykazał, że  kanaliki komórek ( mikrotubule) przewodzą światło i ze w nich to zachodzą zjawiska takie jak spójność fal światła ( biofotonów emitowanych przez DNA ), rezonans tych fal czy nielokalność przepływu informacji.Wszystko to wewnątrz naszego ciała. I to jest ten poziom wyższy ( "1", albo "2"). To nie jest tak, że jest to jakaś nieaktywny obszar funkcjonowania mózgu. Komunikacja w całym organizmie zachodzi właśnie dzięki połączonej sieci tych kanalików w istniejącym systemie nerwowym - to taka jakby sieć światłowodowa. System ten nakłada się na klasyczny system nerwowy i odkryto fizycznie te kanały pomiędzy aksonami komórek nerwowych. Zatem istnieje już cala infrastruktura wewnątrz nas, która działa. Pewne procesy, takie jak intuicyjne wiedzenie ( tego, gdzie na przykład znajduje się mknąca w naszym kierunku piłeczka basebolowa, której nie dostrzegamy ) zachodzą z prędkościami znacznie przekraczającymi możliwości jakiegokolwiek klasycznego systemu nerwowego opartego na przepływie informacji drogą "chemiczną". Zespól Harmeroffa postuluje, że jest to możliwe do wyjaśnienia dopiero w oparciu o "sieć światłowodową" w naszych ciałach. Co więcej- spójność energoinformacyjnych fal świetlnych wykracza poza nasz organizm - co umożliwia komunikację "podprogową" z całym światem ożywionym "na zewnątrz " nas. ( psychogalwaniczna reakcja roślin na nasz nastrój - przebadano )
I tutaj kończy się teoria Hameroffa, ale można ją dalej rozwinąć.

 Można tu włączyć teraz pojęcie noosfery , pól morfogenetycznych, pól -skupisk energii, na które procesy kwantowe zachodzące w nas samych mają wpływ. W praktyce dzieją się "cuda". Są ludzie, których pozytywne nastawienie do życia i cudowny nastrój "udziela się" innym nawet zanim jeszcze znajdą się oni w zasięgu wzroku tych innych. Tak działa osobiste pole emitowane przez tą pozytywną osobę. "Magia" polega tu na świadomym sterowaniu własną spójnością kwantową , emisją określonych fal energoinformacyjnych wzmocnionych na dużą odległość.

Niemniej jednak tak rozumiana  "magia" może być też odpowiedzialna za na przykład zachowanie się tłumu. Ludzkie pola ulegają synchronizacji i wzmocnieniu według najsilniejszych emitentów określonych wzorów. To by tłumaczyło dlaczego ludzie zwykle pokojowo nastawieni potrafią w grupie zachowywać się jak bydło, wpaść w bezlitosny gniew i dokonywać makabrycznych czynów. Lecz tutaj też jest pole do popisu dla znacznie subtelniejszych działań. I o tych, jak sądzę, rozprawia Kiara. Chodzi tu o wytworzenie grupowego nastroju "sacrum" poprzez oddziaływanie rytuałami na tłum. Tak, to jest manipulacja. Nie będę wnikał na razie w jakich intencjach, bo rozmawiamy tu o magii jako o technologii oddziaływań, o mechanizmie, a nie o zastosowaniu magii.

Także cały czas te zjawiska mają miejsce. To nie jest tak, ze możemy je wyłączyć. Te "poziomy" o których piszesz Tene przenikają się non stop.Robimy to cały czas, tyle, że nieświadomie. I w tym momencie wkracza na scenę wiedza. Jeśli już wiesz jak to działa , to spróbujesz wykorzystać świadomie ten wyższy poziom. Daje on wielkie możliwości na przykład samoobrony przed manipulacją wszelkiego typu, ale nie tylko. Poprzez natężenie i ukierunkowanie emisji własnego pola możesz spróbować również podnieść energetyczne  innych ludzi. To, być może , jest wyjaśnienie  uzdrawiania na odległość - h`opoponopono- czy innych energoterapii.


O tych naturalnych "magicznych" umiejętnościach mówią od setek ( tysięcy?) lat starożytne Tradycje np takie jak tybetańskie "pola modlitwy". Świadome życie polem modlitwy to inaczej świadome współuczestniczenie w wymianie energoinformacyjnej pomiędzy sobą, a otoczeniem - przyrodą ożywioną i nieożywioną. Widzenie subtelnych pól energii, których na poziomie "0" nie widać. Dostrzeganie "magicznych" związków i zależności zamiast zrzucanie wszystkiego na karb przypadku czy szczęśliwego losu.
Aby osiągnąć taki wyższy poziom praktyka Tybetu odwołuje się  do podstawowych "rozwinięć". Pierwszym jest pożywienie. A więc spożywanie tylko "czystych", "żywych" energetycznie pokarmów - najlepiej warzyw i owoców - jak najmniej przetworzonych przemysłowo. Kolejnym filarem tego rozwinięcia jest wykonywanie ćwiczeń fizycznych usprawniających przepływ energii wewnątrz ciała ( joga, taichi, ). To zwiększa zdolności energetyczne człowieka, a w praktyce poprawia samopoczucie.
Drugim rozwinięciem jest medytacja w połączeniu z oddechem w poczuciu jedności z otoczeniem . To z kolei umożliwia nawiązanie świadomego kontaktu z energiami otoczenia. Sygnałem prawidłowego działania tego rozwinięcia jest  "widzenie" otoczenia jakby było rozświetlone od wewnątrz. Kolejnym filarem tego rozwinięcia jest świadome podtrzymywanie wymiany energetycznej nawet bez medytacji. Tylko poprzez oczekiwanie.
Trzecim rozwinięciem , uzupełniającym poprzednie, jest emisja intencji co do zmiany kierunku przepływu energii. I to na tym etapie dopiero dzieje się "magia" o której rozmawiamy Wpływanie na otoczenie, wywoływanie zmian według naszych oczekiwań. Możemy się do energetyzować, ściągnąć energię z otoczenia, albo odwrotnie - wyemitować by odnieść zamierzony skutek na zewnątrz( oddziaływanie na nastroje ludzkie)
Są też wyższe rozwinięcia, ale to już czyste "fantasy". A może czysta magia ?

W każdym razie dla pragmatycznego umysłu człowieka zachodu ważne jest to, że nauka udowadnia istnienie wewnątrz nas samych działających mechanizmów kwantowych , a na tym możemy już bazować i nie musimy w to wierzyć. Wiedza otwiera drzwi do magi Uśmiech

ps .. Tenebraelu, wg mnie , z tymi "poziomami" to jest jak zejście w kolejne poziomy snów - Incepcje Mrugnięcie ( jestem wciąż pod wrażeniem tego filmu ). Magia w takim rozumieniu, to zaszczepienie obcej idei na najgłębszym poziomie w taki sposób, aby była odczytana jako własna. Czy jest to etyczne ? Pewnie nie i to jest rodzaj "czarnej magii" opisywanej przez Kiarę jak mi się zdaje w odniesieniu do KK.

pozdrawiam
East
1293  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MAGIA. : Grudzień 21, 2010, 22:06:28
cd. magii

Tene opisales zwykle przestrzenie pozamaterialne i mozliwosci ich przekraczania podczas doswiadczen mentalnych.

Tylko czy to jest magia? Ba, zapewne dla niektorych osob tak , dla mnie jest to naturalny proces rozwojowy przy otwieraniu mozliwosci kontaktu z wlasna ( uzyjmy Twojej terminologii) nadswiadomoscia i Zaswiatem. Szczerze mowiac nie ma w tym zadnej magii ,sa natomiast procesy , ktore przyszlosc opisze terminologiom naukowa.

O istnieniu opisanych poziomow wiem , gdyz bywam w nich ( rowniez w jedni) gdy robie sobie takie wycieczki.

Jeszcze raz to nie jest magia w znaczeniu opisywanych przezemnie zjawisk. Owszem w antyku ludzi osiagajacych mozliwosci , biolokacji , teleportacji czy lewitacji nazywano Magami. Ludzie ktorzy potrafili korzystac z energii i potrafia nadal jawili sie jako nadzwyczajni , a byly i sa to tylko rozwiniete bardziej niz u innych mozliwosci duchowe.
Ale jeszcze raz , to nie jest zadna magia , tylko zwyczajne procesy rozwojowe w rozwoju duchowo - fizycznym.
I tu nalezy rozdzielic te dwa tematy , by opisac je i plany energetyczne , plaszczyzny roznych mozliwosci.


Magia to oddzialywanie  na swiadomosc  i fizycznosc osoby , osob przez inna osobe , lub osoby wywolujace okreslone zjawiska przewaznie poza jej swiadomoscia i wbrew jej woli.

Jest to zwyczajna manipulacja rzeczywistoscia na skale jednostki , lub zbiorowosci.

Jeszcze raz oddzialywanie zmieniajace swiadomosc z odbiorami fizycznymi ograbianie z energii poza swiadomoscia osoby lub osob.
Czyli nakladanie wlasnych tworow na cudza rzeczywistosc , manipulacja nia.

Tak bym w skrocie okreslila wspolczesna magie. Dodam iz jest bardzo niebezpieczna , przecietny czlowiek ma male szanse obrony przed nia.

Elemety , ktore opisales stosuje sie w magii , ja rowniez przekodowywuje znane i powszechne symbole np. krzyz dla jej uzytkow na inne znaczenie.

Takie tradycje ma np. magia voodoo i jej pochodne. Czyli rytualy ,akcesoria magiczne ( wczesniej przezemnie opisane) , sigile ,czas , przygotowane miejsce , oltarz , kaplan mag , gesty wykonywane zamiast rozdzki, to wszystko jest i bylo aktem magicznym.
Chyba nie sadzisz iz energia pobierana od ludzi w kosciolach w trakcie mszy gdzies nie plynie? W tym temacie sa opisy tych zjawisk.

Czy KK jest polaczony z jakoms przestrzenia  energetyczną? Tak oczywiscie ze tak .To jest w powyzszych opisach tego tematu.

Mysle iz przecietny ksiadz nie ma pojecia co naprawde robi i gdzie plynie ta energia wyzwalana z ludzi. Wiekszosc ksiezy ma dobre intecje , sa nieswiadomi calej tej rzeczywistosci magicznej.

Opisywanie tych zdarzen , tej rzeczywistosci , odkrywanie jej to trudne i odpowiedzialne zadanie.

Nie moze i nie powinien robic tego ktos , kto czyni to z nienawisci do kogos czy czegos , bo zciagnol by na siebie wielkie zlo.

We mnie nie ma ani ciutki nienawisci do nikogo , jest za to wielka milosc do wszystkich istot. Z milosci do nich przekazuje te wszystkie informacje umozliwiajace im konfrontacje z prawda.

Co zrobia poznawszy prawde? Nie wiem , kazdy posiada wolna wole podejmie decyzje na miare siebie , nikomu niczego nie narzucam i narzucac nie mam zamiaru.

Jednak obecny czas jest czasem przekazu wiedzy , oraz informacji o rzeczywistosci w ktorej sie znajdujemy.

Religie sa szczegulnymi miejscami w ktorych odbywaja sie  rytualy magiczne caly czas. Caly czas swiadomosc nieswiadomych ludzi ulega manipulacji.
Ja mowie temu NIE! NIE! NIE! i STOP!

1294  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MAGIA. : Grudzień 20, 2010, 12:51:22
Na innym forum w dyskusji podwazono magie w religiach.

Moja odpowiedz;

To nie jest fobia to sa fakty , ktore istnieja obok nas caly czas na wyciagniecie reki.
Ale sa tak codzienne i uznawane ( z braku wiedzy u przecietnego czlowieka ) za nie magie.Czlowiek przez prawie 2000 lat przyzwyczail sie do tych powszechnych zjawisk , rytualow i oddzialywania magi na siebie.
Ksieza krytykuja magie ( ale tylko jej aspekt , ktorym posluguja sie inni) a sami caly czas ja stosuja. Czy nie sa swiadomi iz uzywaja magi?

Uwazam iz ta dyskusja bedzie bardzo rzeczowa i jest bo pokazuje oddzialywanie magi na ludzi w codziennym zyciu.
Wiara w Boga to jedno a bycie w oddzialywaniu magi tworzacej Jego obraz na swoj urzytek to drugie.
Dla mnie nie ma znaku rownosci miedzy tymi tematami.

Magia sklada sie z powtarzalnych rytualow , one ja tworza , bo dzieki nim utrzymywany jest okreslony stan oddzialywujacy na swiadomosc ludzi.

Powtarzane te same  czynnosci przez kogos w okreslonym - wywolanie stanu zjawiska , nazywa sie czynnosciami rytualnymi . Inaczej rytualem,co inaczej znaczy zmiana kodu dotychczasowego znaczenia.

Kazdemu rytualowi towarzysza elemety oddzialywujace na swiadomosc czlowieka , na jego zmysly.

Wszystkimi tymi elemetami posluguja sie ksieza w kosciolach , oraz wszyscy religijni kaplani.

Magia nigdzie nie odeszla nie zginela istnieje w religiach w swoim   apogeum zupelnie oficjalnie.
Jednak zwalcza wszystkie swoje objawy u konkurecji , ktora mogla by osiagnac moc jej rowna.



Tene a co to jest dla Ciebie energia fizyczna i niefizyczna?

"Magia jest każdym czynem, zjawiskiem, myślą, tworem, który angażuje sobą niefizyczną energię"

Nie do konca rozumiem powyzsze twierdzenie , prosze jasniej.

Kiara Uśmiech Uśmiech

ps. Warto przeczytac , by sie zastanowic i zaczac analizowac fakty;

http://www.zbawienie.com/magiakrk.htm
1295  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / MAGIA. : Grudzień 20, 2010, 12:49:21
Padlo pytanie czym jest magia?

Oczywiscie rozwazamy wspolczesne znaczenie slowa magia i magowie bo dawno temu mialo to troche inny kontekst i troche inne zdarzenia okreslaly magow.

Wspolczesnie okreslenie jest zdewaluowane a magowie czy raczej czarownicy "awansowali" do okreslenia magowie.

Magiom za pomoca rytualow powtarzalnych wplywa sie na rzeczywistosc fizyczna , a tak naprawde na zmysly osob ktore sa poddawane dzialaniu rytualpow.

Rytual moze byc odprawiony raz , ale czesciej sa to wielokrotnie powtarzane te same czynnosci dokonujace wpisu w swiadomosc czlowieka , zmieniajace jego swiadomosc ( calkowicie lub czesciowo) na takom jakom projektuje mag.

Czyli np. msza na ktorej hostia ( okreslona fizyczna rzecz) poddawana rytualnym zabiegom i zbiorowej hipnozie ludzi , przy odpowiednim oddzialywaniu na zmysly ,zapachem , dzwiekiem , swiatlem , jest absolutnie zabiegiem magicznym.

Tylko ze ksieza - magowie nie posiadaja juz wiedzy i umiejetnosci oraz mocy oddzialywania na rzeczywistosc fizycznom w taki sposob by ludzie zobaczyli przemieniona hostie.

Ludzie bardzo czesto energetycznie sa silniejsi od ksiedza na oltarzu ( czym jest oltarz? , po co sklada sie ofiary?) by magia ksiedza zadzialala na ich swiadomosc zmieniajac ja.

Czy magia naprawde jest uprawiana w kosciolach i swiatyniach? Bez watpienia tak ( chociaz nie uzywana jest dla jej istnienia  ta nazwa) , ale czym sa modlitwy inaczej inwokacje? A czym jest rzucanie klatw?
To sa normalne i powszechne rytualy magiczne stosowane od poczatku jej istnienia , tak samo jak magiczne znaki  ochronne kreslone w powietrzu i na cialach wiernych , lub tworzone ich wizerunki na papierze , w drewnie czy metalach. Poswiecanie ich to laczenie z duchami i energiami i przydzielanie im okreslonych zadan.

Religia opiera sie na magi , tworzy za jej sprawa powiazania ludzi ze swoim egeregorem energetycznym , ktory istnieje tylko i wylacznie dzieki zasilaniu go przez energie wyznawcow.

Magia to niezwykle ciekawy temat oraz bardzo na topie szczegulnie teraz, gdyz zaczelismy wychodzic z jej oddzialywania na swiadomosc indywidualna i zbiorowa.

Troche info z netu;

http://pl.wikipedia.org/wiki/Magia


ps. magiczne rzeczy stosowane przez magow ale rowniez  w kosciele;

http://www.czary.ovh.org/narzedzia.html


* dzwonek ..."Dzwonek służy często do rozpoczynania i zakańczania rytuałów poprzez, jest to bardzo pożyteczne narzędzie wyznaczające czas i etapy oprawianych rytuałów. Dźwiękiem dzwonka można także wysyłać w kosmos energię rzucanego zaklęcia."


*Kielich "Kielich jest przyporządkowany żywiołowi wody i służy wszystkim czynom magicznym, które są z nią związane. Forma kielicha może być dopasowana do konkretnej potrzeby. Do reprezentowania żywiołu wody wystarczy prosty szklany kieliszek lub czara, która powinna być używana wyłącznie do celów magicznych."

*Kadzielnica "Kadzielnica to naczynie służące do spalania kadzideł. Może to być muszla morska lub też kadzielnica o bardziej złożonej budowie, jak np. metalowe, poruszane ruchem wahadłowym kadzielnice (takie jak w kościele katolickim). Można wykonać ją również samemu. Wystarczy miskę lub kielich wypełnić do połowy piaskiem lub solą, które absorbując ciepło, ochronią misę lub kielich przed pęknięciem. Ciekawym jest fakt, iż np. magia ceremonialna nakazuje duchom ukazanie się w smużkach wijącego się dymu. Możemy ujrzeć w nich Boginię i Boga. Powolne, głębokie oddechy wykonywane w pozycji siedzącej i obserwacja oparów mogą wprowadzić nas w trans i odmienne stany świadomości.Kadzielnica ma szczególne znaczenie podczas rytuałów domowych, bez niej będą one niepełne. Pod gołym niebem można zastąpić ją ogniskiem i/lub wetkniętą w ziemię laską kadzidła. Kadzielnica reprezentuje element powietrza. Jednak, jeśli nie posiadacie tego narzędzia, możecie je zastąpić kadzidełkami na patyczkach, które są w powszechnej sprzedaży."

*swiece bardzo specjalna role w magi odgrywaja swiece  i jako oswietlenie ( oddzialywanie na wzrok migotaniem swiatla ) i jako atrybut przedstawiajace energie ( ogien zycia reprezetujacy zdarzenie czy czlowieka , lub ducha).Wiecej tu;
http://www.czary.pl/magia/magia_prakt_swiece.php

*woda woda to rowniez niezmiernie wazny elemet magiczny w niej mozna dokonac zapisu oddzialywujacego na wszystkie zywioly.
Wiecej dodam pozniej.
1296  KOD PESZEROWY / Zwoje z nad Morza Martwego / Odp: TAJEMNICE ZWOJOW. : Grudzień 19, 2010, 21:21:18
Boze Narodzenie... po raz kolejny.


Swieto Bozego narodzenia jest typowym swietem solarnym. W prehistorii Boga wyobrazano sobie jako olbrzymia energie zycia , poniewaz nie byly znane inne fizyczne odniesienia. Jako obraz Boga przedstawiano Slonce zyciodajne światłodajne  ciepłodajne , bo te atawistyczne odczucia ( swiatlo i cieplo) byly wpisane w swiadomosc Czlowieka , gwarantowaly mu warunki umozliwiajace przezycie.

Zatem wszystko co kojarzylo mu sie z zyciem bylo czczone jako radosna gloryfikacja przyszlosci.

Jesieniom i zima razem z krotszymi dniami i coraz wiekszym chlodem  ( mniejsza ilosciom swiatla i ciepla) zamieralo zycie fizyczne.
Czlowiek tracil poczucie bezpieczenstwa , chronil siebie , pozywienie na przetrwanie i swoje zwierzeta.

Z czasem nauczyl sie rozpoznawac momet powtornych "narodzin" Slonca ( w swoich jeszcze prymitywnych wierzeniach wyobrazenie Boga) , ktory dzien po dniu zwracal mu jasnosc , swiatlosc i cieplo , ktore byly gwarantami mozliwosci zycia pierwotnych ludzi.

Pozniwjsi ludzie poznali cyklicznosc i zmiennosc pozycji Slonca na firnamecie niebieskim , stworzyli kalendarz solarny , obserwowali uklady gwiazd.
Poznawali wiedze dzieki swoim obserwacjom i kontaktom z Zaswiatami.

Wiedzieli ze o zyciu fizycznym decyduje obecnosc Slonca ,zatem nim obrazowali Stworce , stalo sie moze nie doslownie Bogiem a obrazem Boga mozliwym do zrozumienia i wyobrazenia sobie.

Zatem dzien przesilenia zimowego , momet gdy minie rownonoc uznano za ponowne "Narodziny Boga" , czyli Boze Narodzenie.

Jak kazde zjawisko astronomiczne nie jest to stala data , jest to swieto ruchome i jezeli ktokolwiek chce nim obrazowac swoje swieto tak powinien je potraktowac.

Ba  , ale w nowej religji , ktora miala aspiracje byc inna i chcba nie miala zamiaru przekazywac prawdy , nie moglo swieto narodzin Czlowieka byc ruchome. No bo niby jak?
Przeciez Czlowiek Jezus mogl sie urodzic tylko w konkretnym dniu a nie kazdego roku w innym.

Zatem ustalono dzien i uznano go za jeden wlasciwy i niezmienny, a ze nie ma i nie bylo w tym grama prawdy? A kogo tak naprawde to obchodzilo i obchodzi?

Przeciez nie o prawde tu chodzilo a o dogmat , ktory mial zastapic wiedze i odebrac prawo myslenia wyznawcom.

Po prawie dwoch tysiacach lat klamstwa kogo to mialo interesowac i zastanawiac skoro tak uznano i wprowadzono na soborze.

A jak sie to ma do narodzin Jezusa?
Normalnie winien sie urodzic ( wedle tradycji rodowej we wrzesniu) bo zaplodnienie kobiety , matki spadkobiercy rodowego winno sie odbyc wlasnie w dniu przesilenia slonecznego , czyli "narodzin Slonca , Bozego narodzenia".

Tylko ze , traycja sobie a zycie sobie , nie zawsze kobieta miala okres plodny w tym czasie i nie zawsze dochodzilo do poczecia z wielu wzgledow , pomiom usilnych staran.

Jezus nie urodzil sie w wyznaczonym krolewskim miesiacu  wrzesniu , wyznaczajacym " Boze Narodzenie" i dajace mu prawo spadkobiercy rodowego. Pomimo iz byl synem pierworodnym ( w malzenstwach dynastycznych zazwyczaj pierwsze rodza sie corki , w malzenstwie Marii i Jozefa tez tak bylo , drugi rodzi sie syn) , pierwszym po swojej siostrze, nie spelnil wszystkich elemetow przepowiedni bo nie urodzil sie we wrzesniu.

Dlatego dla czesci kaplanow nie byl dynastycznym nastepca tronu oczekiwanym zgodnie z przepowiedniami , a dla idrugich byl bo byl synem pierworodnym. Uznanali oni iz moga istniec u kobiety trudnosci z zajsciem w ciaze , liczyl sie fakt pierworodnosci.

Drugi syn Marii i Jozefa ( a wlasciwie bliznieta, dwoch chlopcow ) urodzili sie juz  w oczekiwanym terminie  w miesiacu wrzesniu.
I tu sie zaczely dopiero problemy i kompikacje, chociaz niby zgodnie z oczekiwaniami.

Tak wiec dwie frakcje kaplanskie pelniace wladze w dawnej Judei w zaleznosci od tego ktora wladala , raz uznawali za prawowitego spadkobierce Jezusa , a raz Jego brata zwanego Jakubem ( chociaz tak naprawde Jakub oznaczalo mlodego ksiecia spadkobierce rodowego oczekujacego na miano Jozefa - czyli krola.


Wiele opowiesci jest zwiazanych z tamtym czasem , wiele nieprawdy zakrylo prawde. Jednak wiedzy na ten temat nalezy szukac w tradycji Babilonskiej , bo wedlog niej tamci kaplani oczekiwali na Mesjasza.

Dodac tylko nalezy iz Mesjasz to nie byla jedna osoba , byly nia dwie. A mianowicie Krol dynastyczny z rodu  Dawida   i rodowa Arcykaplanka z rodu Heroda.

Czy wspolczesnie mozna jeszcze odszukac chociaz szczatki tej informacji? Mozna , jak sie naprawde dobrze poszuka i potrafi wyciagnac wnioski z informacji , to mozna.


Wniosek.

Znane nam swieto jako Boze Narodzenie nie ma nic wspolnego z prawdziwym Bozym Narodzeniem , ni biorac pod uwage czas urodzenia Jezusa ni nawet " narodziny Slonca" , bo data  25 grudnia nie jest odpowiednikiem tych zdarzen.
Nie ma tez nic wspolnego z przekazem wiedzy , bo nie mowi prawdy ni o narodzinach Slonca , ani prawdy o Jezusie jako Czlowieku i Energii Zaswiatowej.

Jest to zwyczajne prawie dwutysiacletnie klamstwo.

Jako zwyczaj rodzinnych spotkan bardzo piekne , jako czas wykrzesywania uczuc w ludziach godny polecenia.
Jako czas komercyjnych ekscesow zenujace.

Wszystkim swietujacym  zycze moc milosci i madrosci na caly kolejny rok!

Kiara Uśmiech Uśmiech


ps. Malenkie info od innych.

http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99to_solarne

http://www.boze-narodzenie.org/geneza-bozego-narodzenia,123,2.html


http://antychryst.info/?art=BN_Urodziny_Slonca
1297  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: WARZYWA OWOCE I ZIOLA. : Grudzień 19, 2010, 00:02:56
Zestaw informacyjny , az glowa boli..... Uśmiech Uśmiech


http://www.eioba.pl/a77724/lecznicza_ywno#ixzz18V22WczA
1298  Dyskusje / Komentarze / Odp: Ciekawostki na 2012 rok. : Grudzień 17, 2010, 12:00:29
Analiza wspolnych cech laczacych nadejscie Nowej Ery jest ciekawa gdy ujete sa w niej elemety przez wieki uznaane za wspolne.

Czas zatarl informacje o nich jednak same elemety przetrwaly w rzny sposob rozumiane i w rozny sposob majace sie wypelnic.



""NIEUSTANNY KONIEC ŚWIATA"

Pewnego dnia wszystko się skończy. Po niewysłowionych cierpieniach i cudach istniejący świat ma być zastąpiony jakimś nowym i lepszym, specjalnie w tym celu stworzonym przez Boga. Skąd wywodzi się wiara w koniec świata?

Koniec ma wiele nazw: Sąd ostateczny, Powtórne Przyjście, Millenium, Apokalipsa, Armagedon, Ragnarök... Jego przebieg wygląda jak typowy mit, chociaż przez wielu ludzi, także współcześnie, uważany jest za objawioną prawdę.
Najbardziej znanym źródłem jest Objawienie św. Jana, z grecka zwane Apokalipsą, czyli ostatnia z ksiąg Nowego Testamentu. Ktoś może sobie przypomnieć, że wcześniejsze były apokaliptyczne wizje proroków żydowskich. W rzeczywistości ten mit jest jeszcze starszy i przez Żydów zapożyczony został od Persów. Na początku był bowiem irański prorok Zaratusztra...

Zaratusztra – starszy brat Chrystusa
Historycy nie mają wątpliwości, że Zaratusztra był postacią realną i człowiekiem, nie zaś mitycznym bóstwem lub herosem. Jednak najstarsza historia Iranu pełna jest białych plam – i nie jest jasne, kiedy i gdzie dokładnie prorok spędził życie. Najbardziej prawdopodobne wydają się czasy około 1200 roku p.n.e.
i ówczesny wschodni Iran, czyli okolice dzisiejszego Tadżykistanu.
Zaratusztra był dziedzicznym kapłanem tradycyjnej irańskiej religii, czcicielem najwyższego boga imieniem Ahura Mazda, czyli Pan Mądrości. Nauka, którą potem głosił przez całe życie, została mu objawiona w wizji, kiedy sprawował pewne rytuały, stojąc pośrodku rzeki.
W myśl tej doktryny światem rządzą dwie przeciwne potęgi. Jedna reprezentuje światło, dobro, prawdę, sprawiedliwość i ład, a na czele owej dobrej strony bytu stoi właśnie Ahura Mazda (w późniejszych językach Iranu zwany Ormuzdem). Druga kosmiczna potęga to ciemność, zło, chaos, krzywda i kłamstwo, a na czele jej zastępów stoi antybóg Angra Mainju – którego imię później wymawiano jako Aryman.
Świat stworzony, a właściwie wydobyty z prachaosu przez Ahura Mazdę jest nieustannie atakowany i psuty przez Angra Mainju i jego sługi, wśród których prócz demonów i ludzi-złoczyńców są także wilki, żmije i szczególnie znienawidzone ropuchy.
Czas istnienia obecnego świata, gdzie pomieszane jest dobro i zło, będzie mieć swój koniec. Na tym właśnie polegał wielki „wynalazek” Zaratusztry: idea, że świat ma przed sobą skończony czas istnienia. On tę ideę wypowiedział po raz pierwszy, a przed nim powszechnie uznawano świat za wiecznie trwały, o ile oczywiście kapłani i królowie sumiennie będą wypełniać obowiązujące ich rytuały.

Wielka wojna światła i ciemności
Kiedy czas się wypełni i przyjdzie jego koniec, na niebie i ziemi rozegra się wielka bitwa, w której Ahura Mazda wraz ze swym orszakiem pokona Arymana i jego demoniczne wojska. Ziemia zostanie oczyszczona w ogniu, a właściwie w powodzi płynnego metalu. Złych ów żar spali wraz z duszami, ale dla sprawiedliwych będzie niby kąpiel w ciepłym mleku. Sam Ahura Mazda w pełni swej chwały zstąpi na ziemię, aby jako najwyższy kapłan odprawić rytuały odnowy świata. Ciała sprawiedliwych staną się nieśmiertelne i wiecznie młode, wcześniej zaś zmarli zmartwychwstaną. Kto umarł staro, dostanie ciało czterdziestoletnie, kogo zaś śmierć zabrała dzieckiem, żyć będzie w ciele piętnastolatka. Mężowie i żony połączą się na nowo, choć nowe dzieci nie będą już się rodzić. Znikną też zawadzające góry i skały, i cała ziemia stanie się jedną wielką zieloną równiną. Zapanuje wolność od cierpień i trosk, pokój, zgoda i jednomyślność pod sprawiedliwymi rządami Boga Najwyższego. Wszystkie złe istoty zostaną na zawsze zesłane w odległe ciemności, gdzie ich miejsce.
Uczniowie Zaratusztry dodali do tej opowieści, że u progu czasu Odnowienia narodzi się zbawiciel – Saoszjant, czyli „niosący dobro”. Narodzić się ma z dziewicy zapłodnionej nasieniem proroka Zaratusztry podczas kąpieli w jeziorze, gdzie owo nasienie na nią czeka. Kiedy to się stanie? Zbliżanie się czasów ostatecznych poznać będzie można po postępującym upadku: wszyscy ludzie w owej żałosnej epoce staną się kłamcami, honor i miłość pójdą w zapomnienie, nowe pokolenia rodzić się będą słabe i kalekie, miast deszczu z nieba spadać będą żaby, rzeki wyschną, a konie nie dadzą rady galopować. Wtedy, by powstrzymać nacierające zło, cudownie narodzi się Saoszjant.

Przyjaźń persko-żydowska
Religia żydowska nie jest tak stara, jak sama o sobie powiada. Adam, Noe, Abraham, Mojżesz – a nawet Salomon – należą do legendy, nie do historii. Religijne reformy, które naprawdę stworzyły judaizm, miały miejsce za króla Jozjasza, który zginął w bitwie z faraonem Necho w 609 r. p.n.e. Wkrótce na Żydów spadła katastrofa: najazd Babilonu i wysiedlenie ich do Mezopotamii. Pocieszeniem dla nich była powstała wówczas wiara, że ich najeźdźcy są w istocie narzędziem w ręku Jehowy, który ich „spuścił ze smyczy”, by ukarać i doświadczyć nie dość mu wierny Naród Wybrany. Ówcześni prorocy, Ezechiel i Izajasz Drugi (Deutero-Izajasz) głosili, że wkrótce Bóg zniszczy wrogów Izraela i w odbudowanym Jeruzalem, jako nowej stolicy świata, siądzie na tronie swojego Państwa Bożego.
Wizja ta nieomal się wypełniła. Niewola babilońska nie trwała nawet jedno stulecie. Państwo neobabilońskie upadło w 538 r. p.n.e. najechane przez Persów, a król Cyrus zezwolił Żydom wrócić do ojczyzny i odbudować świątynię. Był to czas, kiedy między Żydami i Persami zawiązała się serdeczna przyjaźń i ideowa więź. Żydzi u perskich magów – czyli kapłanów Zaratusztry – byli uczniami, którzy skwapliwie adaptowali do swojej religii perskie idee.


Upodobnili Jehowę do Ahura Mazdy, jego anioły do frawaszti, duchów służących Dobremu Bogu Irańczyków; swego Boga otoczyli kręgiem archaniołów na wzór perskich Wielkich Nieśmiertelnych, Amesza Spenta.
Z Iranu zapożyczona została także postać złego przeciwnika boga: perski Aryman dostał hebrajskie miano Satan - Szatana, a jego mroczne sługi wyobrażano sobie niby mnogie wojska. Na wzór Saoszjanta powstała wizja przyszłego zbawiciela-Mesjasza, który u Żydów miat być przyszłym królem z rodu Dawida, sprawiedliwym władcą i odnowicielem chwały Izraela. Dobrze też zapamiętano, że ma on narodzić się z dziewicy. Od Persów przyjęto też wizję końca czasu i wielkiej odnowy świata, kiedy po ostatecznej bitwie Boga z siłami zła nastanie wieczny pokój, sprawiedliwość i życie wolne od śmierci.

Księgi Daniela i Henocha
Irańskie imperium obalili Macedończycy pod wodzą Aleksandra. Dla Żydów znów przyszła zła dola, gdyż nowi, mówiący po grecku władcy, nie cierpieli Izraelitów - z wzajemnością. W 169 roku p.n.e. król Antioch wszczął prześladowania Żydów i zbezcześcił ich świątynię. W odpowiedzi Żydzi powstali pod wodzą Judy Mtota-Machabeusza. Okrutną wojnę wielu Żydów uznało za znak nadciągających czasów ostatecznych, końca świata. Utwierdzały ich w tym natchnione pisma.
Należy do nich Księga Daniela, rzekomo pochodząca z czasów niewoli babilońskiej, naprawdę jednak napisana wtedy. Jest w niej wizja czterech bestii symbolizujących cztery mocarstwa wrogie Izraelowi, które jednak wyrokiem Boskim zostaną zniszczone. Bóg występuje w tej księdze pod przydomkiem Przedwieczny - jako białowłosy starzec; jest to chyba pierwsze i ostatnie u żydów tak plastyczne wyobrażenie ich nieuchwytnego zwykle Boga, a które w przyszłości zawładnie wyobraźnią chrześcijan. W apokalipsie Daniela po raz pierwszy padają też tajemnicze słowa „Syn Człowieczy", który ma przybyć na obłokach i objąć w imieniu Boga władzę na odnowionej ziemi. W Księdze Daniela jest też wizja sprawiedliwych wyznawców i męczenników, którzy w czasie ostatecznym wstają z grobów w odnowionych ciałach.
W tamtych czasach spisana też została Księga Henocha. Została ona później odrzucona zarówno przez żydów jak i przez chrześcijan, jednak jej wpływ na wierzenia jednych i drugich był ogromny. Teksty te przedstawiają świat jako pole waśni i wojny pomiędzy jego stwórcą Bogiem i niszczycielem Szatanem. To w tych księgach zawiera się historia upadku aniołów i ich przemiany w szatany, a także mieszania się „krwi" upadłych aniołów z ziemskimi kobietami. Zepsucie świata postępuje, choć armie dobrych duchów usiłują je powstrzymać. Czas ostatecznej boskiej interwencji zbliża się. Miejscem zagłady Złych będzie dolina Hinnon (Gehenna) pod Jeruzalem, królestwo Boże nastąpi potem.

Jezus
i Księga Objawienia
Także Jezus głosił, że Królestwo Boże jest bliskie i to on jest tym, który je zapowiada. Obiecywał, że Dni Ostateczne i przyszłe Królestwo przyjdą jeszcze w jego pokoleniu, tak iż niektórzy z jego towarzyszy nie zdążą zaz śmierci. Częścią Ewangelii wg św. Marka „apokalipsa Markowa", czyli wygłoś na przez Jezusa zapowiedź mających wkrc nastąpić kataklizmów, które poprzedzą Królestwo. Wyznawcy Nauczyciela z Nazaretu, św. Pawłem na czele, widzieli w nim Odnowicielą Świata, Mesjasza i Syna Bożego, który został przez Boga wysłany, aby zwyciężyć Szatana i przemienić oraz odnowić świat.
Początki ruchu chrześcijańskiego obfitowały w apokalipsy, czyli proroctwa odsłaniające (apokalypto - po grecku: „odsłaniam") tajemne zamiary Boże co do mającej lada chwila nastąpić kosmicznej wojny, zniszczenia świata i jego re-kreacji. Jedna z nich, przypisywana apostołowi Janowi, została, jako pismo tchnione przez Ducha św., włączona do kanonu ksiąg Nowego Testamentu.
Autor tej niepokojącej księgi doznaje „ zachwycenia", czyli prorockiego stanu wizyjnego. Dane mu jest zobaczyć przyszłe wydarzenia. Oto niebem wstrząśnie wielka wojna „mocy niebieskich", która ogarnie także ziemię i ludzi. Powtórnie przyjdzie Mesjasz, tym razem jako przerażający wojownik, który pokona grzeszne mocarstwa czczące szatana, wśród nich Wielki Babilon, czyli znienawidzony Rzym. Po kolejnych kataklizmach, w których zginie „smok wielki" - Szatan - z nieba na ziemię zstąpi nowe Jeruzalem, stolica odnowionego świata zbudowana dla wiernych przez Boga: miasto z drogich kamieni wolne od zła, śmierci i smtku. Stara ziemia i stare niebo przepadną zniszczone, jednak Bóg da sprawiedliwym nową ziemię i nowe niebo.
Zdumiewa, jak wiele z treści tych wizji istniało już w proroctwach Zaratustry.

KATASTROFICZNA RAGNARÓK
Mit łudząco podobny do zaratusztriańskiego lub judeochrześdjańskiego końca świata znany był dawnym Skandynawom, Normanom, Oni jednak wierzyli, że bogowie, którzy w dniu Ragnarók stocz śmiertelną bitwę z sifami zta: z olbrzymami i demonicznymi wilkami i wężami, wcale w niej nie wygrają - przeciwnie, niemal wszyscy zginą wrą ze swymi przeciwnikami. Od tej bitwy świat ogarnie pożoga, po której znów wykiełkuje trawa, pojawi się kilkoro młodych bogów ocalałych z bitwy, ci powołają do życia nowych ludzi... Świat zacznie nowe życie, jak na wiosnę po zabójczej zimie.

Sekty millenarystyczne
Religijny światopogląd, którego istotą było oczekiwanie końca i przemiany świata, nazwano millenaryzmem, od rozpowszechnionej wiary, iż powtórne przyjście Jezusa nastąpi po tysiącu lat. Rok tysięczny wprawdzie minął i mało kto go wówczas zauważył, jednak wciąż od nowa pojawiały się grupy religijnych entuzjastów przekonane, że koniec świata będzie zaraz.
Pogłoski o rychłym końcu wprawiały ludzi w stan ekscytacji i buntu, bo skoro świat miał zaraz upaść, to traciły sens takie marności jak władza i społeczny porządek. Wiara w apokalipsę miała ostrze rewolucyjne!
Millenarystyczne nastroje podnosiły się zwłaszcza wśród ludzi prześladowanych i zagubionych w chaosie zmian. Towarzyszyły religijnym wojnom protestancko-katolickim w XVII-wiecznej Europie, występowały u zbuntowanych sekt prawosławnych w Rosji, znajdowały podatny grunt wśród emigrantów w Ameryce. Właśnie tam powstało najliczniejsze dziś u nas wyznanie millenarystyczne - Świadkowie Jehowy.
Millenarystyczne sekty powstały wśród prawosławnych na Podlasiu po przejściu przez tę ziemię l Wojny Światowej, która zniszczyła tradycyjny społeczny porządek. Wśród tamtejszych chłopów pojawili się prorocy, a najbardziej znany z nich, prorok Ilia, zgromadził swych zwolenników do zbudowania - niedaleko Krynek - nowej stolicy świata, Wierszalina.
Oficjalny Kościół jednak nie był zainteresowany dosłownym rozumieniem tej wiary: chętniej odsuwano perspektywę Apokalipsy na odległą i mglistą przyszłość.


Komunizm i Trzecia Rzesza
Zdumiewające, że millenarystyczno-apokaliptyczne wątki zostały do skrajności wykorzystane przez doktryny, które chrześcijaństwo miały w pogardzie. Tak jakby z całego zestawu jego idei wzięły samą apokalipsę, odrzucając resztę. Komunizm łudząco przypominał apokalipsę! W myśl tego „wierzenia" świat „burżuazji" uznawano za skażony i nieczysty, godny jak najszybszego i radykalnego zniszczenia. Marksiści z nadzieją wypatrywali oznak postępującego upadku, gdyż „ucisk proletariatu" i „gnicie kapitalizmu" zapowiadało według nich przyszłą przemianę i nastanie nowego, lepszego świata. Ci nowocześni apokaliptycy chcieli jako pierwsi ruszyć do boju, by zmieść „stary świat". Jednak budowane przez nich komunistyczne Nowe Jeruzalem samo rychło okazało się piekłem...
Podobnie w niemieckiej Trzeciej Rzeszy, wznoszonej przez Hitlera i jego zwolenników, aż roiło się od millenarystycznych motywów. Było to widoczne w oficjalnej tytulaturze: przecież ta Rzesza miała być Tysiącletnią! Narodowo-socjalistyczne państwo po paru latach sprowokowało wojnę z niemal całym otaczającym światem: nie mogło być inaczej, skoro sami siebie widzieli „czystymi", a wszystkich innych przeklętymi. Żydów, uznanych za siewców zła, musieli zaś z braku usłużnego boga unicestwić sami, sami wykonać brudną robotę - co też gorliwie uczynili.

New Ag, czyli koniec optymistyczny

Myślenie apokaliptyczno-millenarystyczne w swej wersji łagodnej wyraża się w wierze, iż „idą nowe lepsze czasy" i sam „powiew czasu" jest władny zmieniać ludzi, „angelizować" ich, upodabniać do aniołów. Tą ideą przesycony jest mit Nowej Ery, czyli Ery Wodnika, która miała się zacząć… jakoś teraz.

Nową Erę (New Agę) wyobrażano sobie jako czas pokoju jednoczącego narody i rasy, jako wolność bez barier dzielących ludzi, jako pogodzenie ducha z ciałem i połączenie duchowych ekstaz z cielesnymi błogostanami. Religie miały się zjednoczyć, a każdy miałby do woli słuchać świętych i mędrców każdego wyznania. Orędownicy Nowej Ery przywracali do łask to, co intuicyjne, wizyjne i kobiece - w przeciwieństwie do „patriarchalnego" intelektu, władzy i porządku. Od dawnych millenaryzmów tę nową wiarę różniła jej pokojowość. Nie oczekiwano wojen i kataklizmów, chociaż skwapliwość, z jaką zwolennicy New Agę podchwycili panikę wokół dziury ozonowej i globalnego ocieplenia, świadczy o tym, że pociąg do kataklizmów nie jest im obcy.

Do nurtu New Age'u należy też najnowsza odmiana apokaliptyzmu, jaką jest wiara w rok 2012. W roku tym kończy się kalendarz ułożony przez dawnych Majów.""

Źródło „Gwiazdy mówią…”, artykuł WOJCIECHA JÓŹWIAKA
1299  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / WARZYWA OWOCE I ZIOLA. : Grudzień 16, 2010, 12:30:50
ot , taka pokrzywa...


roślina nielubiana ze względu na nieprzyjemne konsekwencje z jej bezpośrednim kontaktem, ale..
można o niej i jej właściwościach znaleść wiele-

Pokrzywa (Urtica dioica L.) od wieków towarzyszy człowiekowi, rosnąc w pobliżu zabudowań, na pastwiskach, polanach, w wilgotnych lasach liściastych oraz nad brzegami rzek i jezior. O jej leczniczych i odżywczych właściwościach pisali już starożytni: Hipokrates i Scribonius Largus, a później św. Hildegarda i Paracelsus

Ma wszechstronne naturalne działanie lecznicze i odmładzające. Jest bogata w mikroelementy i witaminy - w jej liściach znajduje się prowitamina A, witaminy B2 i C. Stare recepty zalecają jako kurację odmładzającą picie roztworu soku młodych pokrzyw, natomiast kilkuminutowe "bicie" pokrzywami oraz kąpiele z suszem pokrzywowym pomagają na reumatyzm. Napar z pokrzywy stosowany do mycia twarzy dobrze oczyszcza skórę tłustą, łojotokową i zapobiega wypryskom. Płukanie włosów w herbacie pokrzywowej lub nacieranie skóry głowy alkoholowym wyciągiem z korzeni pokrzywy wzmacnia cebulki włosowe, nadaje włosom puszystość i połysk.

W ziołolecznictwie przydatna jest zarówno pokrzywa zwyczajna, jak też pokrzywa żegawka. Pierwsza jest bylina sięgającą do 150 cm wysokości, zazwyczaj dwupienną, rozrastającą się dzięki podziemnym rozłogom; druga – rośliną jednoroczną, jednopienną i dorastającą zaledwie 50 cm wysokości. Obie mają podłużne, jajowatosercowate liście o wyrazistych ząbkach na obrzeżu i kwiaty o barwie zielonej; u obu całą część naziemną pokrywają parzące włoski.

Wytwarzana przez nie substancja parząca zawiera histaminę i śladowe ilości kwasu mrówkowego. Liście są bogate w chlorofil, ksantofil, karoten, witaminę C, K, B2, kwas pantotenowy oraz garbniki i flawonoidy. Korzenie zawierają substancje o charakterze pektyn i polisacharydów oraz sterole, kwasy organiczne i sole mineralne. Dlatego też surowcem łzielarskim są zarówno liście (Folium Urticae), korzenie (Radix Urticae), jak i całe ziele (Herba Urticae).

Wewnętrznie liście i ziele pokrzywy stosuje się w początkowym okresie cukrzycy, jako środek hemostatyczny w zaburzeniach krzepliwości krwi i krwawieniach wewnętrznych, a także w schorzeniach dróg moczowych i kamicy nerkowej, ze względu na działanie moczopędne. W lecznictwie ludowym pokrzywa uznawana jest za jedna z roślin najskuteczniej oczyszczających organizm i stosowana jest w długofalowych terapiach w schorzeniach reumatycznych i gośćcu.

Zewnętrznie okłady z naparu pokrzywy stosuje się przeciwko czyrakom. Łodygi z liśćmi używane są do biczowania ciała w celu wywołania miejscowego podrażnienia i przekrwienia skóry w przypadkach bólu stawów i kurczów mięśni. Alkoholowy wyciąg lub napar z korzeni stosowany do nacierania skóry głowy i do mycia włosów, intensyfikuje ukrwienie skóry, wzmacniając ją i zapobiegając łupieżowi i łojotokowi. Wyciągi alkoholowo-wodne z korzeni pokrzywy są ważnym składnikiem licznych preparatów zapobiegających przerostowi prostaty i zmniejszających utrudnienia w oddawaniu moczu.

Znane są odżywcze właściwości pokrzyw – sok wyciśnięty z zebranych roślin lub sałatki zrobione z młodych, jeszcze nie parzących listków, znakomicie uzupełniają braki witamin i mikroelementów, o czym warto pamiętać wiosną. Młode liście pokrzyw można przyrządzić tak jak szpinak, z cebulką, masłem i śmietaną, albo tez dodawać je do wiosennej zupy ziołowej.

Warto wiedzieć, że pokrzywa stosowana jest też w przemyśle browarniczym, jako jedna z dodatkowych roślin do zaprawiania piwa. Z liści pokrzyw uzyskuje się zielony barwnik spożywczy, a z łodyg (w podobny sposób jak z lnu) – włókno na tkaniny, wyjątkowo mocne i odporne na wilgoć. W Europie tkaniny z włókna pokrzyw wytwarzano nie tylko w XVII wieku, ale także w czasie I i II wojny światowej.

W ostatnich czasach pokrzywy są wykorzystywane w biodynamicznej uprawie roślin: ich sąsiedztwo korzystnie wpływa na pomidory, ziemniaki i inne zioła, oraz na tworzenie się próchnicy i kompostu.

Zofia Szanter
1300  Dyskusje / Komentarze / Odp: CIEKAWOSTKI NA NIEBIE I ZIEMI.... : Grudzień 16, 2010, 10:45:32
Moda i pogoda.


Deliberately Wrecked Weather From Coast To Coast
http://www.rense.com/general92/delib.htm
Dr Ilya Sandra Perlingieri – 14.12.2010 tłumaczenie Ola Gordon
Nasza celowo zmieniana pogoda pokiereszowała się zupełnie. Nie mamy globalnego ocieplenia, które
chcą nam wcisnąć kontrolowani przez korporacje naukowcy i media, ale mamy celowo niszczoną
pogodę od wybrzeża do wybrzeża.
Teoria globalnego ocieplenia nie opierała się na
prawdziwych badaniach naukowych, lecz na
manipulowaniu danymi. W dalszym ciągu radośnie
głoszą to ugodowe TV stacje pogodowe i posłuszne,
kontrolowane przez korporacje media. Od Portland –
Oregon, do Portland – Maine, nic nie jest takie jak
było 10 czy 15 lat temu. Tak, oczywiście, pogoda się
zmienia i może być nieprzewidywalna. Takie są dane.
Co się zmieniło? Teraz mamy dramatyczne wahania
pogody, czasem w okresie krótszym niż 24 godziny, a
o armii USA już wiadomo, że chce „zawłaszczyć
pogodę do roku 2025.” Żeby osiągnąć ten arogancki i
zbrodniczy cel, wszyscy jesteśmy zbędni.
Wydaje się, że te zmiany pogodowe przyspieszają. W wielu częściach północnej Nowej Anglii
(Vermont, New Hampshire, śródlądowy Maine) w ostatni weekend 11 i 12 grudnia, temperatura
oscylowała wokół 11 – 15 stopni (-10 – -8 st. C). Stawy, jeziora i rzeki spowolniały i zamarzały.
Wszystko tak, jak być powinno ze zbliżającą się zimą. Wcześnie rano w sobotę 11, z nieba zaczęły
spadać duże białe „coś.” Potem to się zmieniało na małe okrągłe białe kulki, co dr Mike Castle
nazywa „perlistym śniegiem.” To nie był nasz tradycyjny „prawdziwy” śnieg! Ale był także wyraźny
zapach chemikaliów.
W niedzielę 12, to fałszywe-białe „coś” padało gęsto i pokryło większość północnej Nowej Anglii, a na
niektórych terenach zgromadziło się tego 6 cali (15cm). Potem, nagle, w niedzielę wieczorem, zaczął
lać deszcz. Temperatura wzrosła (w mniej niż 24 godziny) do 40 stopni (+4st. C). Dziś rano, w
poniedziałek 13 grudnia, nadal pada deszcz, temperatura o 7 rano było 52 stopni! (+9st. C) Pamiętaj,
że dwa dni temu było 11 stopni (-10st. C). Stawy i rzeki szybko się rozmrażały. Ta prawie
20-stopniowa różnica temperatury daje możliwość nie sezonowych powodzi. Teraz wezbrane rzeki są
rozmrożone i wartkie. To nie jest naturalne.
Dziś rano była dyskusja z dr Castle, i okazuje się, że istnieje również możliwość, że z nadchodzącymi
do Nowej Anglii ciepłymi dniami, nawet na krótko, wiatry mogą przynieść toksyczny dyspergator
Corexit 9500 z Florydy. To jest groźne. Czy ktoś to bada?
To nie jest jakaś dziwna pogoda dana przez Matkę Naturę. Przeciwnie, jest to powodowane
świadomą i tajną geo-inżynierią pogodową naszej planety z toksycznymi Chemtrails i innymi
niegodziwymi metodami, które niszczą naszą naturalną pogodę. Czy będziemy mieć powódź w
styczniu w Nowej Anglii? Wyjaśnienie: powodzie nie są objęte polisami ubezpieczeniowymi
większości właścicieli domów Jeśli tak się stanie, więcej ludzi będzie SOL (ang. Shit Out of Luck –
g***o któremu uciekło szczęście – przyp. tłum.)
Rytm dobowy jest również dziwaczny. Wychodzą owady. Nowe pokolenie biedronek (zwykle w końcu
maja lub na początku czerwca) i brzęczące wokół muchy, zamiast przebywać w stanie uśpienia.
Trawa jest zielona, a nie brązowa i zamarznięta. Taki grudzień?
Na terenie północno-zachodniego Pacyfiku, ciężkie i codzienne deszcze. Tak jest zwykle. Bycie
„zmarzniętym do szpiku kości” to częsty komentarz ze względu na codzienny wiatr i marznący
deszcz.
Rzadko świeci słońce na obu wybrzeżach.
Prawdziwy sezon zimowy znika zanim się zacznie, a wojskowe, prywatne i komercyjne samoloty
nadal bombardują nas nad głowami codziennymi Chemtrailsami o niebezpiecznej toksyczności.
Wydaje się, że w całym kraju, w różnych regionach, jest inny napar chemiczny. Jednak niektóre
raporty mówią, że styczeń może być zimniejszy niż w 1740 roku! W tym zbrodniczym pędzie by
zatruć nas wszystkich, poświęca się również nasze dzieci i wnuki. Taki jest ten plan.
Co się stało z ciepłym zimowym ubraniem? Płaszcze, kapelusze, rękawiczki, szaliki. Gdzie one są? W
tym zimniejszym klimacie, dlaczego nasze dzieci noszą letnie ubrania? Dlaczego tak ubierane są
setki tysięcy dzieci w północno-zachodnim Pacyfiku i Nowej Anglii? Jest to całkowicie irracjonalne!
W grudniu 2009 roku widziałem setki źle ubranych dzieci. Nie mam na myśli „cenowo”. Chodzi mi o
ciepłe ubrania zimowe potrzebne w wietrznej, mrożącej krew w żyłach pogodzie. W ostatni weekend
widziałem setki dzieci ubranych tak, jakby na zewnątrz było 80 stopni, a nie 15! Ponadto rodzice
poddają swoje dorastające dzieci (o niepełnym i bardzo wrażliwym układzie odpornościowym)
szczepionkom na sezonową grypę, teraz wymieszanymi z pozostałymi z 2009 roku toksynami
szczepionki H1N1. Dla nich jest to trucizna.
Nastolatki nie są wcale mądrzejsze – noszą japonki, skąpe koszulki i bluzki, i cienkie sukienki.
Płaszcze? Ani jednego. Ale cienkie bawełniane kurtki, tak. Nasze dzieci są ‘okrywane’ tkaninami
syntetycznymi, które nie mają być ciepłe. Noszenie „polaru” (z tworzyw sztucznych pochodzących z
recyklingu często z Chin, lub substancji chemicznych na bazie ropy naftowej), czy innych włókien
syntetycznych, nie daje dzieciom ciepła. To jest 100-letnie oszustwo w celu zwiększania kasy
przemysłu chemicznego kosztem pokoleń dzieci.
Czy chcesz, aby twoje dzieci i wnuki „owijały się” w tworzywa sztuczne i toksyczne winyle?
Tworzywa sztuczne i winyle wydzielają ukryte, zaburzające hormony substancje chemiczne, które są
przechowywane w tkankach tłuszczowych i dokonują większego spustoszenia. Dzieci są najbardziej
narażone na to ryzyko! Włókna naturalne (wełna, len, konopie, nie opryskiwana GM bawełna) izolują
każdego od ciepła i zimna i wilgotnej pogody. Pamiętaj: większość bawełny jest bardzo mocno
opryskiwana. Ta trucizna pozostaje na tkaninie i gotowych ubraniach.
Moda zawsze była irracjonalna. Wykładałem na studiach uniwersyteckich o historii mody, i wiem że
jest wielowiekowa historia dziwnych i dziwnie wyglądających ubrań, które wypełniają podręczniki
historii mody. To pokolenie dzieci nie jest inne. Jedyną różnicą jest to, że dzisiaj styl jest napędzany
przez reklamy w czasopismach, one nigdy nie miały określonych norm bezpieczeństwa i korzyści dla
zdrowia. Im więcej sprzedaje się niezdrowej mody, tym lepiej. Rodzice nie mają pojęcia. To ma długą
tradycję, tylko teraz istnieją poważne kwestie środowiskowe i zdrowotne, które rzadko trafiają na
strony wszystkich Vogue czy Elle.
Rodzice nie tylko stracili umiejętność osądu, ale i podstawowy zdrowy rozsądek. Ale jak może być
ktoś racjonalny wobec toksycznego asortymentu Chemtrails, naładowanych bakteriami kropli
deszczu, zmutowanego przez GM wirusa grzybów Ebola i innych niebezpiecznych zanieczyszczeń
przy każdym oddechu? Wszyscy nadal jesteśmy laboratoryjnymi szczurami dla rządu i wojska.
Niemniej jednak, te niewidzialne trucizny szkodą nam wszystkim.
Każdy rodzic, który pozwala wyjść dziecku na zewnątrz w zatruty deszcz lub chemicznie tworzony
„śnieg” (pozwolić by ta toksyczna woda przedostawała się do skóry dziecka, naszego największego
organu i przepuszczalnej membrany) jest albo nie poinformowany, neguje śmiertelny poziom tych
różnych trucizn, teraz mieszanych z coraz większą gamą innych ciężkich zanieczyszczeń, na które
obecnie jesteśmy wszyscy narażani przez całą dobę w tym nowym świecie bałaganu, oszustwa i
kłamstwa.
Uwaga: przeliczanie temperatury:
(Fahrenheit – 32) : 2 = Celsjusz
Źródło:
http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/15/celowo-niszczona-pogoda-od-wybrzeza-do-wybrze
za/
1301  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: JAK KTOS CHCE POCZYTAC... : Grudzień 16, 2010, 00:14:31
d.

TUSZOWANIE ZBRODNI WOJNY W ZATOCE PERSKIEJ PRZEZ RZĄD
Antony Sutton zadaje pytanie: „Po co ukrywać prawdę? Morehouse uważa, że rząd Stanów
Zjednoczonych nie chce otoczyć opieką tysięcy poszkodowanych żołnierzy. Przyczyna tego stanu
rzeczy jest oczywista. Dysponujemy raportem, z którego wynika, iż rząd Stanów Zjednoczonych
świadomie zezwolił na eksport tych środków do Iraku, co więcej kilku jego członków zainwestowało
nawet w realizującą tę dostawę firmę. Pamiętajmy, że kompleks militarno-przemysłowy pozbawiony
został wiarygodnych wrogów i że generał Eisenhower ostrzegał nas przed wynajdowaniem nowych w
celu zwiększenia nakładów na obronność. Z tego wszystkiego wyłania się pełny obraz... I łatwo
zrozumieć, dlaczego Parapsychiczny wojownik jest zasadniczym elementem układanki zatytułowanej
Pustynna Burza. Sztuczna wojna przeciwko sztucznemu przeciwnikowi. Dlaczego? Dlatego, że jeżeli
nie będzie się miało wiarygodnego wroga, nie dostanie się pożądanych środków na budżet obronny.
A jeśli wróg nie istnieje, to trzeba go stworzyć".
Te zarzuty potwierdza Rodney Stich w swojej monumentalnej encyklopedii przestępstw popełnionych
przez rząd Stanów Zjednoczonych zatytułowanej Defrauding America (Defraudacja Ameryki).
Przedstawia w niej szczegółowo {patrz rozdział „Bank Lavoro i Irakgate") skandal, w którym Banca
Nazionale del Lavoro (BNL) pożyczył Irakowi tuż przed wojną w Zatoce Perskiej poprzez swój
oddział w Atlancie 5 miliardów dolarów.
Stich pisze: „...W listopadzie 1989 roku przedstawiciele Białego Domu zagwarantowali bankom
spłatę kredytów, których udzieliły one Irakowi na zakup amerykańskich produktów rolnych w
ramach programu realizowanego przez Korporację Kredytów Towarowych Departamentu Rolnictwa
Stanów Zjednoczonych. Te gwarancje złożone w imieniu amerykańskich podatników zabezpieczały
banki pożyczające pieniądze Irakowi na zakup amerykańskiej żywności na wypadek, gdyby odmówił
on spłaty kredytu... Pożyczki te przyczyniły się ostatecznie do podniesienia gotowości bojowej Iraku i
umożliwiły mu inwazję na Kuwejt. W efekcie amerykańscy podatnicy za pośrednictwem swoich
przywódców przyczynili się do straszliwego rozlewu krwi podczas wojny w Zatoce Perskiej... Część
uzyskanych ze Stanów Zjednoczonych pieniędzy Irak przeznaczył na zakup trującego gazu, którego
użył potem przeciwko swoim Kurdom. Znaczna część tych dostaw została zrealizowana za
pośrednictwem należącego do CIA Cardeon Industries z Chile. Cardeon dostarczyło Irakowi pod
nadzorem CIA wiele towarów o charakterze militarnym".
Omawiając pożary szybów naftowych, Morehouse napisał: „...każdy stojący pod wiatr żołnierz musiał
nawdychać się tego świństwa, bez względu na to, co tam było".
Implikacje tego są zupełnie oczywiste. Tak zwany syndrom wojny w Zatoce Perskiej jest
bezpośrednim następstwem przebywania w tamtym miejscu. Departament Obrony dobrze o tym
wiedział i ponosi odpowiedzialność za tysiące chorych weteranów zakażonych tą
biologiczno-chemiczną bronią.
Co o tym wszystkim sądzi Morehouse dzisiaj?
- Myślę o tym każdego dnia - odpowiada z przygnębieniem. - Wiemy, że byliśmy manipulowani, tak
aby móc to potwierdzić i jednocześnie z braku jakichkolwiek zapisów nie móc nic zrobić, gdyby ktoś
chciał kiedyś do tej sprawy wrócić. Wszystkiemu zaprzeczyli. Powiedzieli, że coś takiego nigdy się
nie wydarzyło. Najpierw powiedzieli, że coś w tym jest. Wtedy my nagłośniliśmy sprawę jednego
chemicznego ataku. A oni wtedy na to, że były takie dwa ataki. Problem tkwi w tym, że Amerykanie
wciąż wybaczają ten rodzaj zdrady. Ignorują ją, a zatem wybaczają, przyzwalając tym samym na
powtórzenie się czegoś takiego w przyszłości...
Stali tam i wiedząc o tym kłamali nam prosto w twarz. Generał Powell występując przed Kongresem
kategorycznie zaprzeczył, jakoby wiedział coś na ten temat albo dysponował jakimiś dowodami.
Znowu mieliśmy do czynienia z „wiarygodnym zaprzeczeniem", ponieważ nikt go na tę okoliczność
nie przesłuchał. CIA utajniła wszystkie mapy synoptyczne przedstawiające układ wiatrów na teatrze
działań wojennych. Coś wam powiem. W ciągu 18 lat służby wojskowej ani razu nie zwracałem się do
CIA po prognozę pogody. Dlaczego więc CIA mówi nam teraz, że wiatry wiały tak i tak? Czy ci faceci
sądzą, że jesteśmy aż tak głupi, że nie zorientujemy się, o co im chodzi, że boją się tego, co może
zostać odkryte tam na miejscu, i dlatego zadbali o to, aby wszystko tam posprzątać? Siedzą w
buldożerach i dzień po dniu przeorywają wszystko na lewo i prawo.
Antony Sutton mocno chwali Morehouse'a i jego książkę. „Parapsychiczny wojownik" - pisze - „jest
książką, którą każdy powinien przeczytać. Lektura ta nie tylko otworzy wielu ludziom oczy na
niezwykłe nowe technologie, ale również napełni niesmakiem wobec Pentagonu, którego głównym
celem jest, jak się zdaje, zapewnienie waszyngtońskim generałom luksusowego życia wśród pól
golfowych, w czasie gdy ich samoloty mają kłopoty z utrzymaniem się w powietrzu. Mimo to
Departament Obrony znajduje czas na prześladowanie oficera, który z prawdziwym oddaniem służył
Stanom Zjednoczonym".
ZAMACH NA KINGA I OSZUKANY CZŁOWIEK
Owym oszukanym człowiekiem jest James Earl Ray, którego skazano na dożywocie za zabójstwo
słynnego obrońcy praw obywatelskich, pastora Martina Luthera Kinga jr. Adwokat Raya, William
Pepper, autor książki Orders to Kill (Rozkazy, aby zabić), przedstawi wkrótce w sądzie nowe dowody
- dane uzyskane przez Davida Morehouse'a za pomocą zdalnego widzenia. Kto zatem zabił Kinga? -
To byli kontraktowi yobbos mówi Morehouse pracownicy operacyjni CIA niskiego szczebla. Oni to
zrobili. Służyli w siłach specjalnych Stanów Zjednoczonych, stanowili zespół snajperów wyszkolonych
w sztuce zabijania. Zawsze rozmieszczano ich w rejonie zamieszek albo tam, gdzie mogło do nich
dojść. Mieli listę nazwisk ludzi, których należało usunąć. W latach sześćdziesiątych była to
rozpowszechniona praktyka. Za każdym razem, gdy dochodziło do społecznych niepokojów,
wykorzystywano grupy tych snajperów. Dostawali zaszyfrowane rozkazy, z których dowiadywali się,
kogo i co należy załatwić. Mieli stałą listę ludzi do usunięcia. I tylko czekali na rozkaz: „Zrób to"-albo:
„Nie rób tego". Zawsze po wykonaniu zadania mieli zabezpieczoną drogę odwrotu. Ci żołnierze
postrzegali Martina Luthera Kinga, a także innych przywódców antyrządowych zamieszek i
niepokojów w miasteczkach uniwersyteckich jako wrogów państwa.
Co adwokat William Pepper zrobi z raportem Morehouse'a? - Przedstawi go w sądzie jako dowód -
odpowiada Morehouse. - Jako argument posłuży mu fakt, że rząd Stanów Zjednoczonych posługuje
się tą metodą gromadzenia informacji dla wywiadu od przeszło dwudziestu lat. Mamy nadzieję, że
zostanie dopuszczony jako dowód i przyczyni się do weryfikacji metodologii gromadzenia informacji.
Pepper powie zapewne: „Spójrzcie, te informacje zdobył wojskowy zdalny obserwator przy użyciu
wojskowej technologii". Dzwonił jakiś czas temu do mnie i dziękował mi wykonanie tej roboty.
Morehouse przyznaje jednak, że „to, co próbuje on [Pepper] zrobić, przypomina szturm na
wierzchołek góry".
„NIEZABIJANIE" - PRZYSZŁOŚĆ BRONI
Nowa książka Morehouse'a nosi tytuł Non-Lethal Weapons: War Without Death (Broń, która nie
zabija - wojna bez śmierci). Według Morehouse'a „...konwencjonalna broń została zaprojektowana
tak, aby zabijać. Nowa hybryda broni konwencjonalnej ma służyć okaleczaniu. Broń nieuśmiercająca
z samej definicji ma niszczyć cele nieożywione, a nie ludzi.
Książka ta prezentuje bardzo filozoficzne podejście do zagadnienia niezabijania. Przedstawia efekty
stosowania broni konwencjonalnej w tym stuleciu: pozbawienie życia 170 milionów istot ludzkich, w
tym ponad 80 milionów osób cywilnych - lekarzy, prawników, profesorów, gospodyń domowych,
dzieci - które nie brały udziału w walkach. Codziennie w zastraszającym tempie przybywa dalszych
ofiar. Spośród nich wszystkich prawie 250 tysięcy osób zginęło na skutek użycia broni nuklearnej.
„Po zakończeniu Zimnej Wojny" - pisze Morehouse - „kompleks militarno-przemysłowy poświecił
bardzo dużo czasu na rozbrojenie i wprowadzenie zakazu rozbudowy arsenału nuklearnego. W
rezultacie rozbroił kilka głowic nuklearnych i zaczął poklepywać się po plecach, dumnie mówiąc,
jaką to świetną robotę wykonał. W tym samym czasie wydano ponad 900 miliardów dolarów na
produkcję i sprzedaż broni siejącej śmierć i zniszczenie. Tak więc to wszystko to tylko gra pozorów.
Ludzkość stanęła obecnie na progu nowej strategicznej ery w swojej historii. Musimy podjąć decyzję,
czy zamierzamy kontynuować produkcję broni na coraz większa skalę, czy będziemy ewoluować w
kierunku przebudowy całego przemysłu zbrojeniowego tak, aby zaczął dostarczać uzbrojenia
oszczędzającego ludzkie życie, lecz zdolnego zniszczyć machinę wojenną wroga, a tym samym
pozbawić go zdolności prowadzenia wojny?
Dysponujemy technologią, która unieszkodliwia same czołgi. Taka jest przesłanka tego projektu.
Natura człowieka nigdy się nie zmieni, to samo dotyczy zatem natury wojny. Zmieni się tylko sposób
jej prowadzenia. Cała technologia tak zwanych Gwiezdnych Wojen, urządzenia wykorzystujące
pulsację elektromagnetyczną, są zabójczymi, zaawansowanymi technicznie odmianami broni
konwencjonalnej. To wszystko".
Morehouse rozwija swoją analizę, podając, że książka „...zawiera opis 12 naprawdę niezabójczych
technologii i podaje fikcyjne scenariusze ich zastosowania na arenach współczesnych konfliktów - w
Bośni, Somalii i innych miejscach".
A zatem należy zażądać od kompleksu militarno-przemysłowego wyjaśnień w tej sprawie?
— Oczywiście. Właśnie to powinno nastąpić — odpowiada Morehouse. — Musimy lepiej orientować
się w tych sprawach. To dlatego ta książka zawiera tak duży ładunek wizjonerski. Oto przykład
sytuacji, w której występuje broń konwencjonalnej, i to, co może się stać, kiedy zastosuje się w niej
niezabójczą technologię. Widziałem to na własne oczy na poligonie Dugway w Utah. Nazywa się to
„przeciwczołgowy pocisk opasujący". Zwykły pocisk przeciwczołgowy kilka milisekund przed
uderzeniem wyrzuca strumień rozpalonej do białości plazmy, która wypala w pancerzu otwór z
szybkością większą od prędkości dźwięku i wtryskuje do wnętrza pojazdu roztopiony metal
zamieniając je w piekło. W ten właśnie sposób niszczono na pustyni irackie czołgi. Pocisk opasujący
natomiast kilka milisekund przed uderzeniem w cel eksploduje i wyrzuca wzmocnioną drutem
polimerową folię, która spowija czołg niczym ośmiornica mackami swoją ofiarę. Polimer przylega do
kadłuba i natychmiast zaczyna się kurczyć. Jest tak wytrzymały, że uszkodził układ hydrauliczny
czołgu M-60, gdy ten próbował obrócić wieżyczkę. Szczelnie zatyka pokrywy wszystkich włazów, a
zatopione w polimerze druty odcinają łączność radiową. Dlaczego się tym nie chwalą?
Ponieważ — wyjaśnia Morehouse — obracający rocznie 900 miliardami dolarów kompleks
militarno-przemysłowy to banda chciwych podżegaczy wojennych produkujących i sprzedających
broń do krajów trzeciego świata. Nie chcą tego pocisku, bo jest za tani. Poza tym, jeśli zacznie się
niszczyć sprzęt, oszczędzając przy tym ludzkie życie, zmusi się dyplomację do odgrywania właściwej
roli przy rozwiązywaniu konfliktów w nadchodzącym tysiącleciu. A to oznacza ograniczenie tego
znakomicie prosperującego rynku śmierci i zniszczenia. Mamy członków Kongresu, którzy z
pieniędzy podatników przeznaczyli miliardy dolarów na producentów broni. A kiedy już taki
producent sprzeda swoje wyroby jakiemuś tyranowi z trzeciego świata, którego nie stać na zakup
mleka w proszku dla głodujących dzieci, a tym bardziej na 12 odrzutowców, to kto za to zapłaci?
Amerykański podatnik. Opłacamy dzisiaj producentów i handlarzy bronią. Płacimy też rachunki
tyrana, gdy powinie się mu noga. Morehouse ma rację. Ten modus operandi występuje w każdym
dwudziestowiecznym konflikcie zbrojnym. Wojna w Zatoce Perskiej to ostatni ze szwindli mających
zapewnić krociowe zyski producentom broni i ich bankierom oraz rozwiązać problem rozrostu
populacji, czyli pozbycie się tak zwanego „mięso armatniego" (żołnierzy) i „bezużytecznych zjadaczy
chleba" (ludzi nie wytwarzających dochodu narodowego).
ZDALNE WIDZENIE W SŁUŻBIE PUBLICZNEJ
Jaka przyszłość czeka „parapsychicznego wojownika" Davida Morehouse'a?
- Pracowałem ostatnio dla prywatnej firmy Remote Viewing Technologies organizującej wykłady i
seminaria treningowe z zakresu technik zdalnego widzenia - odpowiada Morehouse.
- Do chwili obecnej nie kształciliśmy jeszcze żadnej osoby prywatnej. Naszymi klientami byli jak
dotąd handlowcy i stróże prawa. Szkolimy policjantów, ponieważ transfer przychodzi im z łatwością.
Oglądanie świata przez półtorej godziny oczami nieboszczyka dla gliniarza nie stanowi takiego
problemu jak dla innych osób. W każdym bądź razie policjanci podchodzą do tego bez uprzedzeń.
Kiedy pracują nad wyjaśnieniem szczegółów zabójstwa, są bardziej opanowani i spokojni.
A co się robi, aby bardziej upowszechnić tę technologię?
- Wydaje mi się, że tylko dwóch ludzi pracuje nad tym – Lin Buchanan i ja. Utworzyłem firmę Remote
Viewing Technologies, która szkoli policjantów. Lin pracuje w czymś, co się nazywa Assigned
Witness Program. Remote Viewing Technologies pracowało nad kilkoma sprawami w New Jersey i
Baltimore. Szykujemy się do przeszkolenia dużej grupy policjantów w New Jersey, przeszkoliliśmy
również paru policjantów z Minnesoty. Agencje ochroniarskie, szefowie policji, detektywi - wszyscy
powitali nasze kursy z otwartymi ramionami. Dokładamy starań, aby rozumieli, że muszą patrzeć na
to z odpowiedniej perspektywy i że zawsze należy przestrzegać trzech fundamentalnych zasad
zdalnego widzenia:
Po pierwsze, metoda ta nie jest dokładna w stu procentach, nigdy taka nie była i nie będzie.
Po drugie, nigdy nie należy polegać na wynikach uzyskanych przez pojedynczego zdalnego
obserwatora działającego samodzielnie, niezależnie od innych zdalnych obserwatorów. To oznacza,
że nie można stawiać zadań sobie samemu. Jest to problem, z jakim borykają się Courtney Brown i
Ed Dames. Courtney Brown siada i mówi: „Nadciąga obiekt Hale'a-Boppa. Opisz". W ten sposób
narusza podstawowe zasady zdalnego widzenia. Jeżeli sam sobie wyznaczasz zadanie, zagłębiasz się
w warstwę analiz albo uruchamiasz wyobraźnię. Ed Dames robi to samo.
Po trzecie, zdalnego widzenia nie można traktować jako samodzielnego i w pełni wystarczającego
sposobu gromadzenia danych. W środowisku wywiadu zawsze posługiwaliśmy się nim w połączeniu z
innymi technikami pozyskiwania informacji.
NOWE UMIEJĘTNOŚCI NA NOWE TYSIĄCLECIE
David Morehouse, autor Parapsychicznego wojownika, powinien otrzymać nagrodę za odwagę w
ujawnianiu sekretów czterowymiarowego świata i wyciągnięcie zdalnego widzenia z laboratoriów
wywiadu na światło dzienne.
Zycie demaskatora bywa niekiedy skrajnie niebezpieczne. Nie bacząc na zagrożenie życia rodziny i
swojego własnego, przetrwał trudne do wyobrażenia przesłuchania, cierpienia i prześladowania ze
strony CIA. Pomimo zorganizowanej kampanii przeciwko jego pracy, stawił czoło szykanom i
brutalnym atakom.
Trudno nie doceniać wagi zdalnego widzenia. Tak jak wchodząc do Internetu można potencjalnie
uzyskać informacje szybciej i wygodniej niż udając się do biblioteki, tak posługując się zdalnym
widzeniem można zrewolucjonizować dostęp do danych historycznych oraz innych niedostępnych dla
naszych pięciu zmysłów.
XXI wiek wymagać będzie nowych talentów. Zdalne widzenie wraz z towarzyszącymi mu
umiejętnościami pomocniczymi, tak zwaną percepcją pozazmysłową, czy też zdolnościami
paranormalnymi, może odegrać kluczową rolę w przetrwaniu i dalszej ewolucji naszego gatunku.
NEXUS NR 1 i 2 1998
1. To sformułowanie jest parafrazą słynnego stwierdzenia McLuhana, który skonstatował kiedyś, że
„przekaźnik jest przekazem" („medium is a message"). - Przyp. red.
O autorze:
Uri Dowbenko -Remote Viewing Technologies
64 Whitmen Street, Suitę 1A; Carteret, NJ 07008; USA
E-mail: remvievvtec@aol.com Copyright © 1997 by U. Dowbenko
Uri Dowbenko jest pisarzem, fotografikiem i niezależnym dziennikarzem.
Przełożył: Mirosław Kościuk
http://newworldorder.com.pl/artykul,2804,Prawdziwe-przygody-parapsychicznego-szpiega
1302  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: JAK KTOS CHCE POCZYTAC... : Grudzień 16, 2010, 00:13:19
cd.

ŻYCIE DEMASKATORA
Co spotyka demaskatorów zagnieżdżonych w rządzie Stanów Zjednoczonych? W przypadku Davida
Morehouse'a wytoczono przeciwko niemu fałszywe zarzuty. Ktoś ponacinał opony w jego
samochodzie, tak aby rozerwały się przy dużej szybkości. Zarówno on, jak i pozostali członkowie jego
rodziny byli prześladowani anonimowymi telefonami, a ich rozmowy systematycznie podsłuchiwano.
Innym razem jego dom wypełnił się gazem i omal nie wyleciał w powietrze, z kolei jego córka otarła
się o śmierć z powodu spalin. W pewnym momencie w życiu Morehouse'a dokonał się kolejny
niezwykły zwrot:
- Kiedy leżałem w szpitalu, zadzwoniła do mnie pewna lekarka i podziękowała, że wkroczyłem w jej
życie. Powiedziała, że z mojego powodu była zmuszona opuścić rządową służbę i że jest teraz
zadowolona z tej decyzji. Służyła przez 18 lat. Kazali jej wystawić mi diagnozę z rozpoznaniem
schizofrenii paranoidalnej. Kiedy odmówiła, powiedzieli jej: „No to proszę napisać, że jest
symulantem". I tym razem odmówiła. Była psychiatrą z zasadami, kierowała oddziałem. Stała przy
mnie w dniu, kiedy przywiązali mnie do noszy i wsadzili do samolotu, który przetransportował mnie
w miejsce położone w odległości sześciu godzin lotu od rodziny, do Fort Bragg, gdzie wsadzili mnie
na oddział dla ludzi nadużywających alkoholu. Musiałem chodzić na pogadanki, choć nie byłem
alkoholikiem, i dwa razy dziennie łykać garść lekarstw, po których robiłem się głuchy i niemy. W
końcu oddzielili mnie od rodziny. Przedtem żona dojeżdżała do szpitala w ciągu piętnastu minut,
natomiast teraz przebywałem w Fort Bragg w Północnej Karolinie. Któregoś dnia ubrali mnie,
nafaszerowali narkotykami i w takim stanie zaciągnęli do sądu. Przesłuchiwali mnie z artykułu 805.
Kiedy kazali mi wstać, omal nie upadłem. Nic nie słyszałem. Stałem tam niby pusta beczka na wodę,
a wokół mnie różni ludzie bez przerwy coś mówili. Musiałem to znosić dłuższy czas, zanim w końcu
łaskawie oznajmiono mi, że zostałem oczyszczony
z zarzutów. Miałem jednak napisać poradnik o życiu w rodzinie.
Potem rozpoczęła się kampania oczerniania Morehouse'a. Do jego wydawcy oraz wytwórni filmowej,
która wykupiła prawa do książki Parapsychiczny wojownik, zaczęły napływać anonimowe listy.
DEZINFORMACJA I PRZEŚLADOWANIA ZE STRONY CIA
Po podjęciu decyzji o opublikowaniu posiadanych przez siebie informacji, David Morehouse stał się
obiektem licznych prześladowań oraz oszczerstw ze strony CIA. Jednym z czołowych oszczerców był
niejaki John Alexander, bohater reportażu zamieszczonego w roku 1995 w magazynie Wired.
- W zależności od tego, z kim się rozmawiało, John Alexander był na początku kariery oficerem służb
specjalnych w Wietnamie - mówi Morehouse. – Dowodził batalionem Montagnardów, co praktycznie
oznacza, że był ich doradcą. Ktoś inny mówił z kolei, że był członkiem projektu Feniks w Wietnamie
[głośny program zabójstw realizowany przez CIA]. Kiedy z tego wyszedł, podjął pracę w wywiadzie i
nigdy jej nie
przerwał. Tak więc jest to facet ze służb specjalnych, który przeniósł się do wywiadu i tkwi w nim po
uszy. Jego kontakty z Firmą [CIA] trwają od bardzo dawna. Poznałem go poprzez jego przyjaciela
Eda Damesa. John Alexander często spotykał się z nim w Santa Fe w Nowym Meksyku. Ed Dames był
przekonany, że w Nowym Meksyku pod ziemią przebywają obce istoty. Z tego powodu zaczął
nadużywać pieniędzy podatników.
Kupował bilety lotnicze do Albuquerque, ilekroć przychodziła mu na to ochota. Ed Dames wchodził w
skład Torn Image, przeto często tam latał. Spotykał się z Johnem Alexandrem, który wręczał mu
fotografię, po czym próbowali odbyć sesję zdalnego widzenia. Z wyjątkiem Jima Schnabela i Eda
Damesa John Alexander nie ma przyjaciół w społeczności zdalnych obserwatorów. Większość uważa
go za podejrzanego typa, może z wyjątkiem ludzi pokroju Russella Targa czy Hala Puthoffa, którzy
wciąż pobierają od rządu pieniądze. Obaj byli fizykami laserowymi i jako pierwsi zaczęli otrzymywać
z CIA pieniądze na projekty związane ze zdalną obserwacją. Przed publikacją mojej książki z Ustawy
o Wolności Informacji skorzystało trzech ludzi - John Alexander, emerytowany pułkownik pozostający
w dalszym ciągu na usługach CIA, Jim Schnabel i Joe McMoneagle. Oprócz Joe'go pozostali ostro
mnie zaatakowali. Umieścili w Internecie moje nazwisko i numer ubezpieczenia społecznego i
publicznie nazwali mnie przestępcą bazując na bezpodstawnych zarzutach rządu. Czy jest jeszcze
ktoś, komu zrobili coś takiego? - Nie, nie ma - odpowiada Morehouse.
WYWIAD WOJSKOWY: OKSYMORON
- Istnieją całe sterty dokumentów potwierdzających, że to zjawisko [zdalne widzenie] istnieje -
zapewnia Morehouse.
- Znaczna ich cześć została utajniona. Ed May twierdzi, że maje wszystkie. Jest fizykiem kierującym
Laboratorium Naukowych Badań Percepcji. Jest to ośrodek badawczy zajmujący się zdalnym
widzeniem oraz innymi zjawiskami paranormalnymi związanymi z umysłem. May utrzymuje, że jego
nazwiska nie ma na rządowej liście płac, mimo to jednak posiada dostęp do ściśle tajnych materiałów.
Biorąc udział w sterowanej przez CIA akcji prześladowczej, Ed May wymachiwał Morehouse'owi
przed nosem różnymi dokumentami przed programem telewizyjnym typu talk-show, w którym obaj
mieli wystąpić, i groził mu ponownym procesem przed sądem wojskowym. Powiedział też, że mogą
skierować jego sprawę do sądu federalnego i oskarżyć o naruszenie tajemnicy dotyczącej
bezpieczeństwa kraju. Podobno powiedział mu także:
- Są tam ludzie, którzy mogą cię dopaść.
- Tak się właśnie mają sprawy z nimi wszystkimi: Jimem Schnabelem, Johnem Alexandrem i Edem
Mayem - mówi Morehouse.- Ed May pracuje dla CIA. Występując w programie telewizyjnym Gordona
Elliotta, powiedział, że jest koordynatorem wojskowego programu treningowego w zakresie zdalnego
widzenia. Kiedy tam pracowałem, nigdy go tam nie widziałem ani nie słyszałem jego nazwiska.
WOJNA NERWÓW
Dlaczego więc ta sprawa przybrała tak osobisty wymiar?
- Bo dotyczy godnego zaufania oficera, wojskowego w trzecim pokoleniu, o którym przełożeni mówili,
że w przyszłości będzie nosił gwiazdki, który z batalionu rangersów trafił do wywiadu - odpowiada
Morehouse, nawiązując do własnej przeszłości.
- Aby podważyć jego wiarygodność?
- Na przykład preparując historie o mnie i mojej żonie - ciągnie Morehouse. - Ten ktoś spędza całe
dnie na rozsyłaniu korespondencji do różnych grup odbiorców. Sam Schnabel wysłał kilkaset listów.
Potem do akcji wkroczył Joe Alexander i zaczął robić dokładnie to samo. W następnym etapie
zasypali anonimowymi listami Interscope, firmę, która kupiła prawa do sfilmowania mojej książki,
oraz St. Martin's Press, mojego wydawcę. Jest jeszcze Paul Smith. W rozmowie z pewnym
dziennikarzem powiedział: „Mówiłem Dave'owi, że jeśli przestanie gadać o zespole, załatwimy mu
zwolnienie ze względu na stan zdrowia". Paul Smith jest jednym ze zdalnych obserwatorów w
zespole, który wciąż pracuje dla DIA. Dlaczego więc Morehouse tak długo zwlekał z rezygnacją?
- Myślałem, że stawię czoło zarzutom i je odeprę - wyjaśnia. - Przejrzeliśmy wszystko, co znajdowało
się w posiadaniu rządu. Nie wiedziałem, że przedstawią nam podstępnie inne zarzuty. Dowiedziałem
się o tym, gdy którejś nocy odebrałem telefon od zaprzyjaźnionego podpułkownika. „Wciąż masz
przyjaciół" - usłyszałem. - „Trzymamy drzwi otwarte, ale nie możemy tego robić w nieskończoność.
Nie damy rady. Lepiej przez nie
przejdź". To był pierwszy sygnał, że knują coś przeciwko mnie. Nie było nikogo, kto wziąłby w
dochodzeniu moją stronę. Miałem przeciwko sobie cały Wydział Dochodzeń Kryminalnych. Bardzo
drobiazgowo badali każdy fragment mojej przeszłości. Przesłuchali wszystkie znające mnie osoby,
jakie tylko zdołali znaleźć.
Dlaczego? Ponieważ byłem gotów opowiedzieć historię otoczonej najściślejszą tajemnicą organizacji
rządowej.
ZDALNE OGLĘDZINY ARKI PRZYMIERZA
Parapsychiczny wojownik szczegółowo przedstawia wiele spotkań Morehouse'a z legendarnymi oraz
historycznymi wydarzeniami. Na przykład, opisując zdalne oględziny Arki Przymierza, mówi o tej
relikwii jako o „przestrzennym przejściu".
- Po powrocie opowiedziałem dyrektorowi programu, co zobaczyłem - wspomina Morehouse - on zaś
zapoznał mnie z teologicznym tłem Arki Przymierza. Mój przyjaciel Mel powiedział, że była to część
Świątyni noszona przez Izraelitów. Arkę przechowywano w najświętszym miejscu wewnętrznego
sanktuarium. Ci, którzy tam wkraczali, najwyżsi rangą kapłani, przywiązywali linę do nogi, żeby
można ich było stamtąd wyciągnąć. Zespół zdalnych obserwatorów doszedł do wniosku, że w istocie
był to jakiś rodzaj przekaźnika czy też konwektora, coś, co skupiało energię w taki sposób, że
powstawała brama bądź przejście do czterowymiarowego świata, gdzie mieszkał Stwórca. Najwyższy
kapłan wkraczał tamtędy do owego czterowymiarowego świata.
WIĘKSZE NIŻ SAMO ŻYCIE
A jak wyglądały swobodne wędrówki po czwartym wymiarze? Były to otwarte poszukiwania;
powiedziano nam, że możemy iść wszędzie tam, dokąd zaprowadzi nas linia sygnałowa. To tak, jakby
stało się na peronie Penn Station na Manhattanie i wskakiwało na chybił trafił do przejeżdżających
pociągów, nie wiedząc, dokąd taki pociąg jedzie ani kiedy się zatrzyma. Niekiedy było to
przerażające przeżycie, a niekiedy bardzo pouczające, a jeszcze innym zabawne. Czy Morehouse
widział coś ważnego?
Przede wszystkim uzyskałem świadomość, że nie jesteśmy sami - powiada. - Nigdy nie widziałem
Boga, Chrystusa czy Buddy. Mogę jednak powiedzieć, że istnieją inne światy, cywilizacje i planety.
To wszystko tam jest - w innych wymiarach. To nie istnieje w naszych fizycznych wymiarach, w
naszym fizycznym wszechświecie. Istnieją bramy wiodące do innych wszechświatów, które łączą się
ze sobą. To jest bezgraniczne, nieskończone. To jest oszałamiające!
Istnieje dość rozpowszechniony błędny pogląd, że zdalne widzenie wymaga opuszczenia ciała lub
odbywania podróży astralnych.
Próbowaliśmy rozwinąć zdalne widzenie poprzez projekcję astralną - odpowiada Morehouse. -
Okazało się, że nie potrafi my dokonać projekcji na życzenie i kontrolować ciała astralnego. Zdalne
widzenie nie bazowało na pracy Roberta Monroe'a, tylko na bardzo precyzyjnym protokole
stworzonym w SRI pod kierunkiem Ingo Swanna, Pata Price'a i Uri Gellera. Największy wkład do
opracowania tych procedur wniósł Uri Geller, choć tak naprawdę nigdy im chyba do końca nie ufał.
Uważam, że był on najlepszym naturalnym medium, jakie tam mieli.
Jeżeli ten dar pochodzi od Boga, to kto próbuje nim zawładnąć i wykorzystać do negatywnych celów,
na przykład w wojsku albo agencjach wywiadowczych?
- Zmagam się z tym pytaniem każdego dnia. Nie wiem, czy kompleks przemysłowo-militarny robi to z
czystej ignorancji niczym słoń poruszający się w składzie porcelany - czy też przyświeca im jakiś
głęboko ukryty, złowieszczy cel i dlatego chcą opanować tę technikę, aby później móc manipulować
ludzkością. Jedyny dowód, jakim dysponuję, to wiedza, że tkwi w tym jakaś tajemnica. Wiem, że jest
tam coś większego niż samo życie, coś, co dominuje i rządzi. Jeżeli poznam odpowiedź, opowiem o
tym, ponieważ takie jest moje powołanie...
POUCZAJĄCE SPOTKANIA
Czy Morehouse spotkał kiedykolwiek „rozumne istoty"?
- Doświadczyłem kontaktu z czymś, co nazwałem „moim aniołem". Kontaktowałem się też z istotami z
innych światów, które były świadome istnienia Chrystusa. Nigdy nie widziałem Jezusa Chrystusa ani
Buddy. Te istoty były bardzo dobre. Promieniowały miłością i mądrością. W ich obecności
odczuwałem wyłącznie dobro i ciepło. Dostrzegały moją obecność, ale nigdy w żaden sposób nie
oddziaływały na mnie - nie prowadziły ani nie udzielały wskazówek. Kontrolujący eksperyment mówił:
„Zbliż się do nich, spróbuj nawiązać rozmowę, zapytaj o coś, zapytaj, kim są". One jednak tylko
grzecznie się uśmiechały i odchodziły. Traktowały nas jak niegroźnych intruzów. A ten anioł
opiekował się moim ojcem. Ojciec powiedział kiedyś mojej żonie: „Oddałem Davidowi mojego anioła".
Mnie nigdy tego nie powiedział.
DEMONY Z CZWARTEGO WYMIARU
Czy zdarzało się, że Morehouse odczuwał zagrożenie lub myślał, że umrze?
- Odczuwałem to kilka razy, kiedy spotykałem się ze stworami zwanymi przeze mnie istotami
niższego rzędu lub demonami. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak normalni ludzie. Są bardzo
przyjaźni, uśmiechnięci. Chcą z tobą rozmawiać, ale w chwili gdy uświadamiasz sobie, kim są
naprawdę, ruszają do ataku. W zajściu opisanym w mojej książce, wisiałem głową w dół, trzymany za
kostki u nóg. Byłem pewien, że mnie zabiją. Otoczyli mnie ciasnym kołem. Krzyczałem ze wszystkich
sił. Następną rzeczą, jaką pamiętam, to głos prowadzącego, który wzywał mnie do powrotu,
przywoływał do fizycznego bytu, aleja czułem lęk o własne życie. Myślę, że ten atak na poziomie
czwartego wymiaru był naprawdę niebezpieczny. Wiedzą, co cię przeraża i wzmagają twój lęk. Myślę,
że występują tutaj elementy ciemnej strony, ponieważ zależy im na zawładnięciu fizycznym ciałem,
przejęciu nad tobą kontroli na krótki czas.
PRZEKAŹNIK NIE JEST PRZEKAZEM (1)
A co z przekazami medialnymi? Czy to znaczy, że te istoty mogą zawładnąć istotami fizycznymi?
- Każde medium, na przykład J.Z. Knight, powie, że Ramtha posiada fizyczne ciało - mówi Morehouse.
- Z drugiej strony, jeśli jesteś medium, potrafisz nasłuchiwać poprzez limen i tłumaczyć przekazy.
Jeśli chodzi o przekazy medialne i karty do tarota, CIA zdaje się mówić: „Popatrzcie tylko, co
robimy!" Kim jestem, żeby twierdzić, że to nie ma sensu?
Prawdę powiedziawszy, Morehouse mówi także, że „szef naukowców CIA, dr fizyki Jack Verona,
przyjeżdżał dwa razy w miesiącu na osobiste seanse". Tylko pomyśleć, ile mógłby zaoszczędzić
pieniędzy podatników, gdyby zamiast tego zadzwonił po prostu na Gorącą Linią Porad
Parapsychicznych!
ZDALNE WIDZENIE I ZBRODNIE DOKONANE PODCZAS WOJNY W ZATOCE PERSKIEJ
Jednym z najbardziej dramatycznych i szokujących epizodów, jaki został opisany w Parapsychicznym
wojowniku, jest „misja" przeprowadzona przez Morehouse'a pod koniec wojny w Zatoce Perskiej,
kiedy to nad Zatokę „posłano" niezależnie od siebie trzech zdalnych obserwatorów, w tym jego.
Morehouse otrzymał rozkaz wzniesienia się na wysokość 550 stóp [165 m], 20 mil [32 km] na północ
od miejsca, w którym „wylądował". Mniej więcej godzinę później, poprzez płomienie i gęsty dym
spowijające naftowe szyby, dostrzegł na piasku „mały, srebrzysty przedmiot" i zameldował: „Chyba
widzę coś niezwykłego, mały kanister. Wygląda, jakby był zrobiony z nierdzewnej stali".
„Nagle wszystko stało się dla mnie jasne" - pisze dalej. „DIA chciała się upewnić, czy przeciw
oddziałom amerykańskim użyto jakiegoś chemicznego lub biologicznego środka i jednocześnie nie
chciała, aby dowiedział się o tym ktokolwiek inny... Uzyskawszy potwierdzenie użycia
niekonwencjonalnej broni, DIA mogła przystąpić do tuszowanie tego faktu, aby Amerykanie nigdy się
o tym nie dowiedzieli". Historyk Antony Sutton, autor America's Secret Establishment (Tajne lobby
Ameryki) i The Best Enemy Money Can Buy (Najlepszy wróg, jakiego można pozyskać za pieniądze),
pisze w swoim miesięczniku PhoenbcLetter: „...stronice te [książki Morehouse'a] czytać należy
starannie. Wygląda na to, że DIA wiedziała, gdzie miały zostać umieszczone te kanistry. Potwierdza
to tezę, że użycie broni biologiczno-chemicznej było wspólną operacją USA i Iraku wymierzoną
przeciwko oddziałom Stanów Zjednoczonych".
Sutton podkreśla ponadto: „...chodzi nie tylko o to, że Irak zastosował biologiczno-chemiczne środki
bojowe przeciwko wojskom amerykańskim i siłom sprzymierzonych. Co gorsze, sprzęt ten został
dostarczony za wiedzą oraz z pomocą i przy finansowym wsparciu Zachodu. Pentagon stara się ukryć
fakt, że te środki zostały legalnie wyeksportowane do Iraku przez administrację Busha. Departament
Handlu udzielił licencji na wywóz anthraxu oraz środka o nazwie Mycoplasma incognitas.
Mykoplazmę wyprodukowaną w Teksasie i na Florydzie testowano w Teksasie na więźniach
skazanych na śmierć. Wiadomość o tym przekazał prasie senator Donald Riegle ze stanu Michigan,
lecz została ona zignorowana przez CNN oraz inne stacje telewizyjne (9 luty 1994 roku)".
- Przekonałem się już dawno temu - potwierdza Morehouse - że nie można wierzyć mediom w
Stanach Zjednoczonych. Sieci telewizyjne stanowią część szerszego problemu, gdyż należą do
producentów z sektora zbrojeniowego. Powodem jest 900 miliardów dolarów obrotu przemysłu
zbrojeniowego w skali światowej. Nic dziwnego, że zależy im na kontroli tego, co może im
najbardziej zaszkodzić. Wiedzą, że media mogą ich zniszczyć, więc co robią? Zostają ich właścicielem.
Kończąc swoją analizę Sutton konkluduje: „...skandal wywołany dostawami broni
biologiczno-chemicznej do Iraku obciąża administrację Busha, podobnie jak to było z Prescottem
Bushem, ojcem George'a Busha, który był zamieszany w poczynania Union Banku, który w latach
trzydziestych przyczynił się do wzrostu potęgi Hitlera". Jaki ojciec, taki syn. Odór zdrady.

cdn.
1303  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: JAK KTOS CHCE POCZYTAC... : Grudzień 16, 2010, 00:11:10
cd.

INNE MODELE POSTRZEGANIA POZAZMYSŁOWEGO
Przedstawiony przez Morehouse'a opis zdalnego widzenia pasuje do sanskryckiego terminu siddhi
określającego moce obejmujące prorocze głosy, jasnowidzenie, a nawet ściąganie materii z eteru.
Chrześcijanie umiejętności takie nazywają „darami Ducha Świętego" - duchowymi darami
otrzymanymi z łaski Boga.
- Tak, nie zaprzeczam - przyznaje. - To jest dar, ale myślę, że musi istnieć jakaś przyczyna, że nie
rodzimy się z nim od razu. Niektórzy chrześcijanie nie zgadzają się z nim, kiedy broni nauczania
technik zdalnego widzenia. Ich zdaniem uczę czarnej magii, a takich rzeczy robić nie należy.
Przyznaję, że jest w tym także ciemna strona, ale w nadchodzącym tysiącleciu znajdziemy się w
bardzo trudnej sytuacji, będziemy zmuszeni dokonywać niełatwych wyborów. Jeśli wiesz, że
otaczający cię ludzie są dobrzy, to czy nie chciałbyś, aby stali się wojownikami służącymi Bogu razem
z tobą? Czy nie chciałbyś, żeby byli uzbrojeni w tę moc?
- Czy inne tak zwane moce poza-zmysłowe, jak jasnowidzenie bądź telepatia idą w parze z
umiejętnością zdalnego widzenia?
Morehouse powiada, że chodzi o to, że wszystko to są słowa opisujące percepcję jednostek, które
mają otwarte połączenia. Rozwinięcie tej umiejętności jest dla świadomego umysłu rzeczą
najtrudniejszą. Trzeba się nauczyć interpretować dane dostarczane przez umysł nieświadomy.
Wędrujący w przód i w tył po kontinuum czasoprzestrzennym nieświadomy umysł podrzuca surowe
dane bez jakiejkolwiek analizy. Chce nawiązać dialog, lecz jego rozwinięcie musi nadejść od umysłu
świadomego. Musimy świadomie interpretować, a nie analizować to, co otrzymujemy od umysłu
nieświadomego. Trzeba się nauczyć żyć z tym brzmiącym nieustannie cichym głosem w naszym
wnętrzu, trzeba się nauczyć prawidłowo go interpretować".
Czym jest ów „brzmiący nieustannie, cichy głos"? Czy to głos Boga? Czy może Ducha Świętego?
- Musisz nauczyć się, jak go interpretować, jak mówić tym językiem - powiada Morehouse. - Twój
świadomy umysł bardzo skutecznie może wyłączyć Ducha Świętego.
To może być to, co chrześcijanie nazywają „cielesnym umysłem" - racjonalny, logiczny umysł
pozbawiony intuicyjnej wrażliwości.
- Na czym polega różnica między przebywaniem poza ciałem, a technikami zdalnego widzenia?
- Próbowaliśmy doświadczyć przebywania poza ciałem - mówi Morehouse. - Przeprowadziliśmy taki
eksperyment ze zdalnym widzeniem w stanie przebywania poza ciałem. Zdalne widzenie polega
wyłącznie na otwarciu połączeń, a przebywanie poza ciałem to rzeczywiste oddzielenie ciała
duchowego od fizycznego. W zdalnym widzeniu to nie ma miejsca. Kiedy oddzielasz ciało duchowe od
fizycznego, co to oznacza? To jest bolesne. Oznacza to, że pozostawiasz ciało fizyczne otwarte. Może
w nim zamieszkać każdy, komu przyjdzie na to ochota, bo ciało duchowe odeszło. Nie mówimy o
poziomach świadomości. Mówimy o duchowym rozdzieleniu. Ciało duchowe włóczy się dokoła i nie
masz nad nim żadnej kontroli, tak jakby było balonem niesionym przez gorący wiatr. Poleci wszędzie
tam, gdzie zawieje wiatr i Bóg jeden wie, skąd nadejdzie powiew.
- A co z koncepcją, że takie ciało duchowe jest odpowiedzialne za każdego osobnika, że można
wytworzyć karmę i doprowadzić do zniszczeń, gdyż nie jest pod kontrolą?
- Zgadzam się z tym całkowicie - odpowiada Morehouse. - Wiem, że to prawda. W zdalnym widzeniu
fizyczne ciało nigdy nie zostaje bez opieki. Zawsze jest kontakt, niemniej ciało fizyczne zaczyna
przejawiać fizjologiczne oznaki tego, czego doświadcza projekcja świadomości w rejonie celu.
- Jakim terminem można zatem określić projekcję świadomości do obszaru celu, skoro obserwator
nie przenosi się tam ciałem?
- Nazywa się to bilokacją. Zagięciem przestrzeni, zagięciem czasu i przestrzeni. To tak, jakby
wydarzenie przybywało do ciebie, chociaż nie ruszyłeś się z miejsca. Jest ono wszechobecne, podczas
gdy ty przemierzasz kontinuum czasoprzestrzenne. Co to oznacza? Ano to, że jesteś we wszystkich
miejscach naraz. To zaś będzie możliwe jedynie wtedy, gdy wszystkie te miejsca znajdą się tam,
gdzie ty. Tak więc zwijanie przestrzeni to najlepsza analogia, jaka przychodzi mi na myśl - to tak jak
akordeon, który składa się, podczas gdy ty tkwisz nieruchomo. Nauczono mnie myśleć o tym jak o
stronicach książki, encyklopedii. Stronice są rozdzielone, ale łączy je grzbiet. Grzbiet książki
obrazuje nieświadomość.
OKRUCHY RZECZYWISTOŚCI (CZASU)
W swojej książce Parapsychiczny wojownik Morehouse napisał, że „przeszłość była zamknięta, zaś
przyszłość rozwinięta niczym wąż strażacki chwiała się i kołysała podlegając nieustannym zmianom".
- Czy można zatem zmienić przeszłość tak, aby miało to wpływ na przyszłość?
- Kiedy cofasz się w przeszłość, to tak jakbyś wyciągał jakieś wydarzenie niczym slajd, a potem w nie
wchodził. Jesteś tam w widmowej formie, ale tak naprawdę wcale cię tam nie ma. Odbierasz
temperaturę, dźwięk, obrazy i zapachy. A jeśli zagłębisz się jeszcze bardziej w nieświadomy umysł,
doświadczysz rzeczy mniej namacalnych - wrażeń estetycznych, emocji. Poczujesz ból innych ludzi.
Wszystko. Dlaczego? Ponieważ przyglądasz się temu z czterowymiarowej perspektywy i tłumaczysz
wszystko z powrotem świadomemu umysłowi. Tak więc, doświadczasz tego wszystkiego, a to może
pociągnąć za sobą określone konsekwencje. Na przykład udajesz się do roku 1945 i stajesz w
Punkcie Zero w Hiroszimie. Możesz przywołać to wydarzenie, wejść w nie i doznać wciąż tam
tkwiących cierpień wydzieranych z ciała dusz, całej grozy owej chwili. Możesz tam wejść i
doświadczyć tego.
- A więc jest to zapis, który trwa wiecznie?
- Przeszłość pozostaje, ale jest zamknięta w tamtej części kontinuum czasoprzestrzennego - wyjaśnia
Morehouse.
- Możesz tam wejść i wszystkiego doświadczyć, ale nie możesz kopnąć kogoś w kostkę, tak żeby
Adolf Hitler po tknął się, spadł z peronu i skręcił sobie kark. Na nic nie masz wpływu. Możesz tam
tylko przebywać, obserwować i zbierać informacje.
DOSTĘP DO KOSMICZNEGO BANKU PAMIĘCI
W miejscu tym dochodzi do kolizji fizyki z metafizyką. Przedstawiony przez Morehouse'a opis
zdalnego widzenia bardzo przypomina dostęp do tak zwanej „kroniki akashy". Akasha w sanskrycie
oznacza „pierwotną substancję". Według Ostrandera i Schroedera, autorów Supermemory
(Superpamięć), „...ten kosmiczny bank danych obejmujący całość wydarzeń we wszechświecie jest
utrwalony w «subtelnym eterze», niewidzialnym, przenikającym wszystko ośrodku, przez który
przechodzi «kasha», czy też widzialne światło, przemierzające kosmos jako przejaw drgań".
Innymi słowy, holograficzny obraz każdej chwili kontinuum czasoprzestrzennego zostaje uchwycony i
zachowany na zawsze w czterowymiarowej kosmicznej kamerze wideo.
W książce The Humań Aura {Ludzka aura) znajdujemy bardzo trafny opis tego zjawiska, doskonale
pasujący do relacji Morehouse'a:
„Jest rzeczą najwyższej wagi, aby student zrozumiał, że istnieje proces, w wyniku którego każda
obserwacja poczyniona przez jego pięć zmysłów jest automatycznie przesyłana do poziomu
podświadomego w nim samym, gdzie za pomocą wewnętrznego pisma zostają zapisane wydarzenia,
których był świadkiem oraz zagadnienia, które studiował. Tak więc, przekazywanie danych ze świata
zewnętrznego do wewnętrznego leży w obrębie rejestrów akashy jego jestestwa. [...] Proces
przywoływania wspomnień, choć skomplikowany z technicznego punktu widzenia, przebiega niemal
natychmiastowo. Człowiek całkiem łatwo sięga do zasobów swojej pamięci, lecz niestety nie
wszystkie zarejestrowane wydarzenia są przyjemne, a i niektóre zapisy dalekie są od doskonałości".
Wszystko, co dzieje się w materii, jest zapisywane w eterycznej energii akashy wibrującej z pewną
częstotliwością pozwalającą wchłonąć, czy też zapisać wszelkie przejawy życia". A oto jeszcze jedna
definicja kroniki: rejestr wszystkiego, co się wydarzyło w świecie danej jednostki, jest tworzony przez
anioły w substancji i wymiarach znanych jako akasha".
„Akasha to substancja pierwotna, najdelikatniejsza; niezmiernie czuła eteryczna materia, która
wypełnia cały wszechświat; energia drgająca z pewną częstotliwością pozwalającą wchłonąć, czy też
zapisać wszelkie przejawy życia. Rejestry te potrafią odczytać tylko ci, którzy mają odpowiednio
rozwinięte dusze".
Edgar Cayce zwany „Śpiącym Prorokiem" docierał do tych rejestrów w „śnie" zdobywając
zdumiewająco precyzyjne informacje na temat przeszłości - na przykład historyczne szczegóły na
temat ludzi i zdarzeń z czasów Jezusa.
Prace Cayce'a zawierają również dokładne wskazówki na temat sposobu leczenia chorób. Ostrander i
Schroeder piszą, że zdumiewający dar Cayce'a „...przyćmił uderzający fakt, że z łatwością potrafił
sięgać do niewidzialnego banku informacji i dostarczać możliwych do sprawdzenia danych".
Należy tutaj podkreślić, że w szczegóły zdarzeń historycznych można się zagłębić także po to, aby
ustalić, co wydarzyło się naprawdę, zwłaszcza w przypadku kryminalnego spisku, zaniedbania i
późniejszych usiłowań zatuszowania całej sprawy.
Jak to miało na przykład miejsce w przypadku samolotu pasażerskich linii lotniczych TWA, lot nr
800...
LOT NR 800 - BŁĄD NA ĆWICZENIACH
- To było jak włożenie Boeinga 747 do kuchenki mikrofalowej.
Tak wyjaśnił to, co przydarzyło się samolotowi pasażerskich linii lotniczych TWA odbywającemu lot
nr 800, David Morehouse w swoim raporcie ze zdalnej obserwacji w tej sprawie przekazanym
Wiadomościom CBS (CBS News), które nigdy go jednak nie upubliczniły.
- Rozpoczęliśmy pracę nad tą sprawą na prośbę producenta z CBS News chcącego wyjaśnić
przyczynę katastrofy samolotu TWA, lot nr 800 wyjaśnia Morehouse.
- Pracował nad tym zespół sześciu zdalnych obserwatorów. Cofnąwszy się w czasie i obejrzawszy
całe to zdarzenie, pięciu z nich stwierdziło, że w samolot uderzył nie pocisk, lecz promień energii lub
światła, w wyniku czego nastąpiła eksplozja. Był to promień niewidzialnego dla ludzkiego oka światła
– wiązka mikrofal o wysokiej energii. Sporządziliśmy trzydziestodwustronicowy szczegółowy raport
dla CBS. Korzystaliśmy przy tym z pomocy prawnika oraz doktora fizyki, posiadacza kilku patentów
w dziedzinie światłowodów. Trop wiedzie prosto do urządzenia CBW [chemical-biological warfare -
broń chemiczno-biologiczna] użytego w czasie wojny w Zatoce Perskiej. Marynarka z miejsca
stwierdziła, że „nie prowadziliśmy ćwiczeń ani żadnych innych działań". Widziałem wiadomość z
Departamentu Marynarki skierowaną do FAA [Federal Aviation Administration - Federalny Urząd
Lotnictwa], w której stwierdzono, że w takim to a takim czasie, obejmującym przelot samolotu, lot nr
800, nie odbywały się żadne ćwiczenia. Urządzenie mikrofalowe, które według nas spowodowało
katastrofę, zostało wyprodukowane w Phillips Laboratories. Ma ono rozmiary ciężarówki typu Ryder,
może się przemieszczać i wytwarza 1,4 gigawatów mocy w skupionej wiązce elektronów
naprowadzanej przez samo generujące pole elektromagnetyczne. Ta niezwykła broń może uderzać w
dowolne miejsce. Pole rażenia można zmniejszyć do rozmiarów piłki do koszykówki albo rozciągnąć
na obszar boiska piłkarskiego. Oczywiście, im bardziej rozproszy się elektrony, tym słabszy jest
promień, lecz i tak jego działanie jest potworne.
Morehouse musiał oczywiście stawić czoła typowym w takich przypadkach zaprzeczeniom.
- Szefowie CBS powiedzieli: „Nie mamy niczego o takim zasięgu". Przypomina mi to coś, co
usłyszałem od pewnego fizyka, który instalował mikrofalowe talerze wokół Nowego Jorku i New
Jersey. Powiedział mi, że faceci pracujący w Empire State Building, wychodząc na platformę, żeby
rozwiesić bożonarodzeniowe oświetlenie, wkładają sobie do kieszeni żarówki. Robią tak z powodu
energii mikrofalowej emitowanej przez wszystkie zamontowane na budynku talerze. Kiedy zbliżają
się za bardzo do niebezpiecznych stref, żarówki pękają. To dowód na to, jak dużo energii promieniuje
z tych talerzy. Gdyby przywiązało się zamrożonego kurczaka na końcu pręta z włókna szklanego i
wystawiło go przed mikrofalowym talerzem, zwęgliłby się w oka mgnieniu. Z powodu wszystkich
tych mikrofalowych talerzy budynek stojący obok World Trade Center ma wszystkie okna na
dwudziestu najwyższych piętrach pokryte specjalną powłoką chroniącą przed promieniowaniem
mikrofalowym. Pracujący w nim ludzie uskarżali się przedtem na dzwonienie w uszach oraz bóle
głowy. [...] Przystąpiliśmy do analiz.
Wzdłuż wybrzeża Long Island rozlokowano siedem wojskowych stref operacyjnych bądź
ostrzegawczych. Trzy lub cztery z nich były aktywne. Łączyły się ze sobą, tworząc obszar operacyjny,
któremu Departament Marynarki nadał kryptonim „Tango Billy". Wiadomość ta była dostępna w
otwartych źródłach - marynarka poinformowała po prostu FAA, że wzdłuż wybrzeża istnieją strefy
ostrzegawcze. W przypadku ich uaktywnienia marynarka powiadamia FAA, a ten uruchamia
wówczas „Korytarz Powietrzny Betty". Rozmawiałem z kilkoma pilotami TWA. „To prawda" - mówili -
„latałem Betty wiele razy". Najpierw leci się według VOR [VHF Omni-directional Radio Rangę] w
New Jersey. Potem skręca się ostro w lewo i przechodzi na naprowadzanie VOR w Nantucket, by
potem skręcić w prawo i skierować się ku teatrowi europejskiemu. Korytarz ten uznawany jest za
całkowicie bezpieczny. Kierują weń samoloty lecące z północy na południe i z południa na północ.
Tak więc samolot lot nr 800 znajdował się w Korytarzu Powietrznym Betty. Miał opóźnienie, o
którym FAA nie powiadomił marynarki. W tym samym czasie w odległości 35 mil morskich [65 km]
od obszaru Tango Billy i 10-15 mil [18,5-27,8 km] od brzegu Long Island znajdował się okręt USS
Normandie.
Mamy też Narodowe Laboratoria Brook-haven [Brookhaven National Labs] założone na początku
dwudziestego wieku przez Nikola Teslę. To miniaturowa wersja Los Alamos. Są tam ludzie ze
stopniem dostępu Gamma. Jest tam elektrownia atomowa i akceleratory. Gubernator Nowego Jorku
próbuje je zamknąć z powodu radioaktywnych wycieków do wody. W ich sąsiedztwie od długiego
czasu utrzymuje się najwyższy wskaźnik zachorowalności na raka na całym wschodnim wybrzeżu. Do
Laboratoriów Brookhaven przylegają również ściśle tajne zakłady, w których testuje się nowe rodzaje
broni przeznaczone dla marynarki wojennej. Zakłady te leżą tuż za płotem. Panują tam porządek i
pustka rozciągająca się na dużej przestrzeni. Na lotnisku nie widać ani jednego samolotu, ponieważ
wszystkie ukryte są w hangarach. W nocy wytacza się je na pasy i przeprowadza testy. Właśnie z
tam-tych zakładów próbowali strzelać nad wodą w obszar Tango Billy. Przy pomocy mikrofalowej
broni o dużej energii chcieli strącić nie uzbrojony pocisk typu Tomahawk wystrzelony z pokładu USS
Normandie. Po odpaleniu, co wszyscy widzieli, pocisk wzniósł się w górę, wyrównał lot i ruszył w
obszar Tango Billy. Tak się złożyło, że w pewnym momencie pocisk znalazł się między samolotem
TWA a działem. W ten sposób samolot lot nr 800 znalazł się na linii ognia.
Przy testowaniu broni może być ona wyposażona w urządzenie automatycznie naprowadzające na cel
lub, co gorsze, może być naprowadzana i odpalana ręcznie. Mamy więc jakiegoś palanta śledzącego
sygnał na ekranie radaru, który właśnie otrzymał wiadomość o odpaleniu Tomahawka z pokładu USS
Normandie. Widzi ślad, który w rzeczywistości jest dwoma śladami - pocisku oraz samolotu lot nr
800 - i naciska guzik, po czym pada strzał z mikrofalowej broni o wielkiej energii. Przedstawiliśmy
wszystkie fakty i dowody. Mieliśmy zakupiony od Francuzów obraz z satelity. Mieliśmy francuskie
dane z autopsji, oświadczenia lekarzy z okręgu Suffolk, którzy mimowolnie ujawnili fakt, że widzieli
stewardesę z kawałkiem stopionego metalu przyklejonym do jej karku. To nie mogło się stać w
wyniku wybuchu - stało się to za sprawą mikrofalowego promienia o wielkiej energii, który roztapia
metal i przypala nim ludzkie tkanki, który rozłupuje czaszki i wypala oczy. Dzieje się tak dlatego, że
mikrofalowy promień działając na ludzi niszczy w pierwszej kolejności nerwy wzroku. Wypala mózgi,
przypieka oczy. Niszczy płyn rdzeniowy, krew i szpik. Krew ulega zagotowaniu, a właściwie zamienia
się w żel. Brzmi to straszliwie, lecz to wszystko dzieje się tak szybko, że mózg nie jest nawet w stanie
odnotować bólu. Człowiek umiera natychmiast.
Czy promień poraził wszystkich w samolocie? Nie. Sądzimy, że uderzył w środek masy, gdzieś pod
lewym skrzydłem, prosto w zbiornik paliwa w dolnej części kadłuba. Skutek tego był taki, że
wszystkie analogowe obwody na pokładzie samolotu zostały spalone, ponieważ broń mikrofalowa o
wielkiej energii wytwarza efekt pulsu elektromagnetycznego, a to oznacza, że zniszczeniu uległo całe
okablowanie. Wszystkie urządzenia sterowane z kabiny pilotów były w tym 747 zasilane poprzez
obwody analogowe, więc wszystkie wskaźniki wysiadły równocześnie. Dlatego też odnalezione po
katastrofie czarne skrzynki nie zawierały żadnych zapisów. Wszystkie nagrania zostały wymazane,
przeto próby ich odtwarzania niczego nie dały. W przypadku awarii powodującej utratę prędkości,
jak choćby po katastrofie samolotu, który rozbił się na bagnach Florydy, można przesłuchać
rozmowy pilota aż do momentu uderzenia maszyny w ziemię. Dlaczego zatuszowano ten wypadek?
Gdyby w samolot uderzył jakiś pocisk, Departament Obrony z pewnością powiedziałby: „Dobry Boże,
naprawdę jest nam bardzo przykro, przeprowadzaliśmy test rakiety" - po czym wypłaciłby
odszkodowania żyjącym członkom rodzin. Doszłoby do oficjalnych przeprosin. Tym razem było to
niemożliwe, gdyż Les Aspin, przedstawiciel administracji Clintona, powiedział Amerykanom:
„Dotarliśmy obecnie do końca epoki Gwiezdnych Wojen". Jest to dokładny cytat. Aspin zapewnił nas,
że już nie potrzebujemy takich broni, kończąc tym samym dziesięcioletnią debatę, czy jest rzeczą
mądrą, bezpieczną i celową montowanie broni - laserowej lub innej - na kosmicznych platformach
rozmieszczonych na orbicie wokół-ziemskiej. Okłamał nas, ponieważ na technologie Gwiezdnych
Wojen wydaliśmy 358 miliardów dolarów.
Co nas czekało cztery miesiące po strąceniu samolotu lot nr 800? Ano listopadowe wybory, w których
prezy-dent miał nadzieję zostać wybrany na drugą kadencję. Ta katastrofa byłaby dla niego
gwoździem do trumny, gdyby prawda o niej dotarła do niewłaściwych ludzi. Ci bowiem z miejsca by
powiedzieli: „Ty kłamco, kiedy w roku 1993 obejmowałeś urząd, zapewniałeś, że nie będziesz tego
więcej robił. A teraz proszę. Nic się nie zmieniło". Tak więc po wyborach w listopadzie 1996 roku na
łamach Armed Forces Journal International z dumą oznajmiliśmy o narodzinach nowego systemu
powietrznej broni laserowej. Podstawowym jego elementem jest Boeing 747-400 wyposażony w
chemiczny laser tlenowo-jodowy. Cały przedział pierwszej klasy zajmuje sprzęt do rozpoznawania i
namierzania celu. Mamy zbudować siedem takich maszyn, będziemy więc mogli latać na wysokości
55 000 stóp [16 500 m] i razić cele w promieniu 480 mil morskich - wypalić dziurki w czyjejś głowie,
czołgu lub samolocie wroga. System ten ma rzekomo chronić nas przed nadlatującymi balistycznymi
pociskami międzykontynentalnymi, niszcząc je w fazie startu lub wkrótce po nim. Widzieliście
ostatnio jakieś nadlatujące pociski? D

cdn.
1304  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: JAK KTOS CHCE POCZYTAC... : Grudzień 16, 2010, 00:09:35
PRAWDZIWE PRZYGODY PARAPSYCHICZNEGO SZPIEGA

Wyznania Davida Morehouse'a, oficera wywiadu wojskowego, członka specjalnej
jednostki zajmującej się zdalnym postrzeganiem, który opowiada o
wielowymiarowej rzeczywistości, a także ujawnia niepokojące szczegóły
dotyczące głośnego zestrzelenia samolotu pasażerskiego linii lotniczych TWA.
David Morehouse, autor książki Psychic Warrior: Inside the CIA's Stargate Program {Parapsychiczny
wojownik - kulisy programu CIA Stargate) nie jest pierwszym lepszym demaskatorem. Jest
zawodowym wojskowym mającym za sobą długoletnią służbę w armii. Morehouse, oficer w trzecim
pokoleniu wywodzący się z zasłużonej dla armii rodziny, ukończył studia wojskowe i doktoryzował się
na Uniwersytecie LaSalle.
Opuściwszy szkołę oficerską w stopniu podporucznika piechoty, trafił do Panamy, gdzie dowodząc
plutonem awansował na majora. W roku 1987 rozstał się z komandosami i został skierowany do
tajnych zadań specjalnych SAP (Special Access Programs) w Dowództwie Zabezpieczenia
Wywiadowczego Armii (Army's Intelligence Security Command; w skrócie INSCOM).
W czasie pobytu w Jordanii został w czasie rutynowych ćwiczeń przypadkowo postrzelony w głowę, a
dokładniej kula trafiła w hełm. Po tej kontuzji wyzwoliły się u niego zdolności pozazmysłowe i zaczął
doświadczać zjawisk parapsychicznych. Niedługo potem został przydzielony do ściśle tajnej Operacji
Stargate, będącej wspólnym przedsięwzięciem DIA (Defense Intelligence Agency - Wywiadowcza
Agencja Obrony) i CIA realizowanym w Fort Meade, które miało na celu dostosowanie „zdalnego
widzenia" do potrzeb wywiadu.
W ciągu całej swojej służby Morehouse zdobył wiele wyróżnień i medali oraz spadochroniarskie
odznaki sześciu krajów. Zakończywszy w roku 1991 swój udział w programie zdalnych obserwacji,
został mianowany dowódcą 2 batalionu 5065 pułku 82 dywizji powietrzno-desantowej.
Wkrótce potem postanowił ujawnić szczegóły Operacji Stargate w nadziei, że użyte w niej techniki
można będzie wykorzystać w celach pokojowych. Niebawem przekonał się jednak, że znacznie
łatwiej jest włączyć się do prac nad tajnym programem niż się z niego wycofać. Prawdę mówiąc,
musiał włożyć wiele wysiłku, aby nie stracić przy tym życia. Co takiego stało się? Pragnąc
zdyskredytować Morehouse'a oraz jego rewelacje, armia podjęła próbę postawienia go przed sądem
wojennym na podstawie wyssanych z palca zarzutów. W grudniu 1994 roku Morehouse złożył
rezygnację z dalszej służby.
PROGRAM „PARAPSYCHICZNYCH WOJEN" ARMII AMERYKAŃSKIEJ
W otoczonym ścisłą tajemnicą ośrodku na terenie jednej z baz wojskowych pracujący dla CIA
mężczyźni i kobiety przygotowują się do „skoku" w czwarty wymiar. W pomieszczeniach, w których
przebywają, króluje szarość - szare są ściany, meble, dywany i cała reszta. Z głośników płynie
barokowa muzyka, która sprzyja relaksowi i ułatwia osiągnięcie odmiennego stanu świadomości.
Zadanie tych ludzi polega na wniknięciu do kontinuum czasoprzestrzennego za pomocą techniki
znanej pod nazwą „zdalnego widzenia" (lub „zdalnego postrzegania"). Kiedy monitory urządzeń
pomiarowych pokazują, że mózg osiągnął stan emisji fal theta, są oni, jak to określił David
Morehouse, gotowi do „skoku w eter".
Science fiction? Nic podobnego. To tylko zaawansowana technologia zapoczątkowana w latach
siedemdziesiątych przez fizyków laserowych dra Targa i dra Puthoffa ze Stanford Research Institute.
Ostatnio program ten został rozwinięty przez pracującą na rzecz rządu Stanów Zjednoczonych
Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA) i podległą Pentagonowi Wywiadowczą Agencję Obrony (DIA).
To otoczone najgłębszą tajemnicą przedsięwzięcie nosiło początkowo nazwę Projekt Scangate, potem
Operacja Sun Streak, a obecnie Operacja Stargate. Przełożeni Morehouse'a wyrażali się o niej
eufemistycznie jako o „wywiadowczej metodzie pozyskiwania informacji".
Te omijające wewnętrzną biurokrację i nadzór Kongresu działania określano też jako „Programy
Specjalnego Dostępu" (SAPs). Są one przykładem komórkowego podejścia do organizacji,
rozpraszającego wszelkie działania, które mogłyby przedstawić Pentagon w niedobrym świetle, i
umożliwiającego „wiarygodne zaprzeczanie".
MAPA KONTINUUM CZASOPRZESTRZENNEGO
Zdolność przenikania do „niebiańskich światów" i innych wymiarów jest największym darem, jaki
David Morehouse otrzymał w życiu. Dar ten ciąży na nim zarazem niczym klątwa, ponieważ daje mu
możliwość oglądania miejsc z całą pewnością zasługujących na miano „piekła" - otchłani zawierającej
najnikczemniejsze epizody w dziejach ludzkości.
Na przykład w ramach treningu Morehouse został wysłany do obozu śmierci Dachau w nazistowskich
Niemczech w latach czterdziestych. Nietrudno sobie wyobrazić, co to było za przeżycie. Potem przez
wiele miesięcy musiał żyć z tymi wyrazistymi wspomnieniami z obozu.
Jak działa zdalne widzenie? W jaki sposób dotrzeć poprzez nieświadomy umysł do kontinuum
czasoprzestrzennego?
Według Davida Morehouse'a zdalne widzenie jest opisem „.. .podróży z wymiaru fizycznego do celu
położonego w dowolnym punkcie czasu i przestrzeni. Jeśli cofasz się w czasie, jeśli podróżujesz przez
eter, w rzeczywistości przedzierasz się przez nieświadomy umysł, przeto idziesz naprzód bądź się
cofasz. Zawsze nazywałem to kontinuum czasoprzestrzennym, które jest najistotniejszą częścią eteru,
jeśli nie nim samym".
- Więc to eter jest ośrodkiem, w którym się przemieszczasz?
- Nie. To nie jest właściwa nazwa - ciągnie Morehouse. - Tak naprawdę, wcale nie podróżujesz. To
tak, jakbyś zwijał przestrzeń. Podróżujesz, ale się nie przemieszczasz. Czy ma to jakiś sens?
- No... nie bardzo. Wydaje mi się, że w takim przypadku ruch jest nieunikniony. Morehouse
podejmuje jeszcze jedną próbę wyjaśnienia.
- Jeśli masz dostęp do nieświadomego umysłu, masz do dyspozycji kontinuum czasoprzestrzenne. Jest
ono wplecione w całą ludzkość, a może i w cały kosmos, a także inne wszechświaty i wymiary.
Jednocześnie posiada też aspekt indywidualny, przejawiający się w tym, że pragnie ono więzi ze
świadomym umysłem.
Największy problem w opisie tego przeżycia stwarza brak w języku odpowiednich pojęć. W jaki
bowiem sposób wyrazić pojęcia i zjawiska czterowymiarowe za pomocą trójwymiarowego języka?
Oczywiście, potrzeba na to nowego nazewnictwa dostosowanego do rzeczywistości rozciągającej się
poza skorupą naszego zwyczajnego, trójwymiarowego świata.
- Na czym zatem polega różnica między stanem „odmiennym" a tak zwanym „normalnym"?
- Rozmawiamy w stanie beta - tłumaczy Morehouse.
- Kiedy zasypiasz w nocy, przechodzisz w stan alfa. Potem przychodzi faza fal theta. Wygląda na to,
że w stanie theta zaczyna się otwierać połączenie. Faza ta nosi nazwę „stanu wylęgu myśli".
Wówczas „próg" oddzielający świadomość od nieświadomości staje się cieńszy. Słowo „próg" oznacza
płaszczyznę bądź też jakąś barierę istniejącą między tymi dwoma stanami, choć tak na dobrą sprawę
nikt nie wie, czym jest nieświadomy umysł. Ten odmienny stan jest poszerzeniem stanu theta do
stopnia, w którym próg staje się przezroczysty - ciągnie dalej Morehouse.
- Można to jeszcze określić jako otwarcie drzwi lub uruchomienie połączenia. Trudność nie polega na
samym otwarciu. To staje się z czasem całkiem proste. Trudność tkwi w nauczeniu świadomego
umysłu tłumaczenia bez analiz lub danych. Nieświadomy umysł grający rolę indywidualnej osoby,
która jest twoją osobowością, pobiera dane ze zbiorowej nieświadomości i zaczyna je gromadzić,
ponieważ pragnie ustanowić więź ze świadomym umysłem poprzez różnego rodzaju dane związane z
kontinuum czasoprzestrzennym.
- Brzmi to chaotycznie i niejasno.
- To jest chaotyczne i niejasne, ponieważ nieświadomy umysł chce ustanowić to połączenie z
umysłem świadomym - odpowiada Morehouse. -To przede wszystkim świadomy umysł skupia się na
tym, co fizyczne. Odkryłem, że kontinuum czasoprzestrzenne jest bytem czterowymiarowym, podczas
gdy świadomy umysł jest trójwymiarowy. Czterowymiarowy świat jest czymś, czego nawet nie
podejmuję się opisać. To wszechwiedza, wszechpotęga, wszechobecność, wszystkowidzące i
rozumiejące istnienie. Jeśli istniejesz w świecie czterowymiarowym, stajesz się podobny bogom.
- Rozmowa o tych przeżyciach coraz bardziej przypomina chwytanie nieuchwytnego.
- Wszyscy jesteśmy sobą samym - ja, moja żona, moje dzieci, wszyscy łączymy się w nieświadomości,
na poziomie, którego nie możemy zobaczyć - mówi Morehouse, popadając w coraz bardziej mistyczny
ton. - W czasach kiedy dorastałem i chodziłem do kościoła, słuchałem, jak mówiono o Bogu jako o
kimś, kto przebywa we wszystkich miejscach równocześnie, kto mieszka w twoim sercu, a zarazem
widzi wszystkich ludzi; że jest on wszechwiedzący, wszechmogący i wszechobecny. Jak to możliwe? -
często się zastanawiałem. To niemożliwe. W wymiarze fizycznym coś takiego nie może mieć miejsca.
Natomiast w świecie czterowymiarowym owszem.
ZDALNE WIDZENIE - KRÓTKI PRZEWODNIK
- Jak zatem zdalni obserwatorzy osiągają czwarty wymiar?
- Metodologia, którą nazywamy „procesem chłodzenia", jest sposobem na osiągnięcie stanu theta -
mówi Morehouse. - Nauczono nas udawać się w tym celu do miejsca nazywanego przez nas
„sanktuarium". Jest to miejsce, gdzie koncentrujemy się i odzyskujemy spokój. Każdy obserwator
stworzył własne sanktuarium. Dla niektórych jest to ogród, dla innych dom lub jakiś bezpieczny
zakątek. W moim przypadku była to przezroczysta skrzynia w kosmosie. Przebywając w całkowitych
ciemnościach, otoczony zewsząd gwiazdami, wiedziałem, że nie może mnie spotkać nic złego.
- Co widziałeś w tej skrzyni?
- Mój świadomy umysł, to, co wysyłałem na zasadzie projekcji na zewnątrz. Wizualizowałem
widmową postać samego siebie. Miała ona ludzką formę, tylko że lekko świeciła i była przezroczysta.
Potem przystępowałem do czegoś, co nazwałem „opadaniem na obszar celu". To powszechnie
używany termin.
- I to właśnie nazywało się „wpadaniem w eter" lub „wskakiwaniem w eter"?
- Wychodziłem z sanktuarium i wchodziłem w wir. Tunel światła z wolna zaczynał się materializować,
w miarę jak przygotowywałem się na środku podłogi sanktuarium. Kiedy byłem już gotowy,
wchodziłem w wir i opadałem. Nabierałem coraz większej prędkości, aż w końcu uderzałem w jakąś
membranę. Przebiwszy się przez nią, docierałem do celu. Często opadałem głową w dół czując
oszołomienie. Leciałem
z wyciągniętymi ramionami, szybciej i szybciej, aż naraz, bum! i przelatywałem na drugą stronę.
- A co w tym czasie działo się w tamtym szarym pomieszczeniu?
- Monitorowano biosygnały, nagrywano nasze sesje. Za pomocą mikrofonów i kamer o dużej czułości.
Nagrywali nasze sesje. Chcieli wszystko wiedzieć.
- Czy mogłeś w tym stanie rozmawiać?
- Mogłeś do nich mówić, a oni do ciebie. Zdalne obserwowanie celu o ściśle określonych
koordynatach podlega określonym rygorom. Można znajdować się w stanie fal theta i być przy tym
świadomym. Można było w tym stanie rysować i zapisywać spostrzeżenia. Można było także
odpowiadać na pytania osoby monitorującej. W czasie rozszerzonego zdalnego widzenia można robić
to samo. Zlecone zadanie może brzmieć: „Osiągnij cel i opisz rozgrywające się tam wydarzenie". Tyle
że otrzymuje się wówczas zakodowane koordynaty. Stan zdalnego widzenia utrzymuje się zazwyczaj
od jednej do półtorej godziny. Najdłuższe sesje trwały natomiast od dwóch do trzech godzin.
- A co się działo, kiedy „wpadałeś w eter", kiedy nie znajdowałeś się „pod kontrolą"?
- Z moich analiz wynika - powiedział Morehouse - że kiedy już się utworzy połączenie, to tak jakby
potem próbowało się zamknąć wrota tamy. W takiej sytuacji zawsze dochodzi do jakiegoś wycieku.
Zawsze coś pozostanie nie do końca zamknięte. Myślę, że istnieje wiele połączeń, które na zawsze
pozostają otwarte. Kiedy jest się pod kontrolą w normalnych warunkach, potrafi się określić, co się
dzieje i można to natychmiast sprawdzić, i wtedy wszystko jest z tobą w porządku. Mel Riley [inny
zdalny obserwator i dawny kolega Morehouse'a] udzielając wywiadu w telewizji powiedział: „Zawsze
mam otwarte kanały. Zawsze". Można to opisać tak, że zdalny obserwator zawsze stoi jedną nogą w
matrycy świadomego umysłu, a drugą w matrycy nieświadomego. Jak, gdzie i co ogląda w
otaczającym go świecie, zależy od tego, na której nodze stoi. Można przeskoczyć z jednej nogi na
drugą i z powrotem, niemal nie zdając sobie z tego sprawy. Mel potrafił lepiej utrzymywać
równowagę, ponieważ żył z tym od dziecka. Po raz pierwszy doświadczył tego w wieku 11 lat i zdążył
do tego przywyknąć. Tak samo Ingo Swann. Ja tej zdolności nie miałem. Nie chciałem jej. Pojawiła
się u mnie na skutek postrzału.
- A co może przerwać te połączenia?
- Jest na to fizjologiczne lekarstwo. Nazywa się Haldol lub Loxitane. Mamy dużo środków
łagodzących napięcie. Chodzisz po nich jak we mgle i nawet nie znasz swojego imienia, ale nie
tracisz świadomości. No i nie wpadasz w eter wbrew swojej woli. Myślę, że wielu ludzi, u których
rozpoznano schizofrenię, ma po prostu pootwierane połączenia z nadświadomością. Nie wiedzą, skąd
napływają do nich informacje, słyszą jakieś głosy. Poruszają się w innym wymiarze. Bóg jeden raczy
wiedzieć...
- W jakim związku z tym zjawiskiem pozostają halucynogenne narkotyki? W końcu zażywanie
narkotyków jest opisywane jako „zdobywanie nieba na siłę".
- Chemiczne wywoływanie odmiennego stanu to nic innego jak chemiczne otwieranie połączenia -
mówi Morehouse. - Problem polega na tym, że w ten sposób nie można nauczyć się robić tego
samodzielnie. Niczego nie można się nauczyć, ponieważ nie ma się nad tym żadnej kontroli, kiedy to
się dzieje. Nie posiada się nad tym władzy. Jest się po prostu na wesołej przejażdżce. Myślę, że
mechanizm jest jednak taki sam -wyrusza się w magiczną, tajemniczą podróż.
HOLOGRAFICZNY MODEL RZECZYWISTOŚCI
Należy stworzyć nowe modele rzeczywistości dostosowane do informacji zebranych przez zdalnych
obserwatorów, a także w wyniku obserwacji innych niezwykłych zjawisk.
Na przykład według teoretyka nauki alternatywnej Bruce’a Cathie „...fizyczną egzystencję da się z
grubsza przyrównać do fragmentu taśmy filmowej. Każda widoczna na niej statyczna klatka może
być potraktowana jako pojedynczy puls fizycznej egzystencji. Przestrzeń między klatkami oznacza
klatkę antymaterii. Kiedy patrzymy na cały odcinek, widzimy wszystkie klatki w ujęciu statycznym,
tak więc równocześnie możemy oglądać przeszłość i przyszłość. Kiedy natomiast film przechodzi
przez projektor, uzyskujemy iluzję ruchu oraz upływu czasu. Rozgraniczenia po-między statycznymi
obrazami są nie-wykrywalne dla naszych zmysłów z powodu częstotliwości, czy też szybkości
projekcji poszczególnych klatek na ekranie. Przyspieszając bądź spowalniając przesuw taśmy,
możemy zmienić czas trwania utrwalonej na filmie akcji..."
W latach siedemdziesiątych neurofizjolog Karl Pribram z Uniwersytetu Stanforda oraz David Bohm z
Uniwersytetu Londyńskiego, dawny protegowany Einsteina i znany na całym świecie fizyk kwantowy,
zaproponowali radykalnie nową teorię świadomości. Krótko mówiąc, doszli oni do wniosku, że sam
wszechświat może być skonstruowany na zasadzie hologramu wytworzonego przynajmniej częściowo
przez ludzki umysł. Jak opisał to Michael Talbot w książce The Holographic Unirerse (Holograficzny
wszechświat), uczeni opracowali inny sposób patrzenia na świat: „Nasze mózgi budują
matematycznie obiektywną rzeczywistość poprzez interpretację częstotliwości, które bez wątpienia
są projekcją z innego wymiaru, głębszej egzystencji leżącej poza czasem i przestrzenią. Mózg jest
hologramem spowitym w holograficzny kosmos".
Książka Talbota stanowi nieocenione wprowadzenie do tego paradygmatu. Model ten ukazuje
również wzajemne przenikanie tak zwanego świata fizycznego i metafizycznego, pokazuje, jak różne
niefizyczne zjawiska i stany świadomości, projekcje astralne i stany zbliżone do śmierci mogą
współistnieć ze sobą i wzajemnie na siebie oddziaływać.
Za pomocą tego modelu można opisać nawet proroctwa czy przewidywanie przyszłości, które
korelują z eksperymentami Puthoffa i Targa ze zdalnym widzeniem. Innymi słowy, „wizerunek
przyszłości to hologram na tyle wyraźny, że możemy go dostrzec i jednocześnie na tyle elastyczny, że
poddaje się zmianom". Ingo Swann mówi o przyszłości jako o „krystalizujących się możliwościach".
Komentując opisane przez Morehouse'a przechodzenie w czwarty wymiar za pomocą zdalnego
widzenia, nieżyjący już Itzhak Bentov, autor książki Stalking the Wild Pendulum, określił zależność
między normalnością a rozszerzonymi stanami świadomości jako ciągły proces
„włączania-wyłączania", w którym czas spędzony w naszej „fizycznej" rzeczywistości, będącej czymś
odmiennym od innych rzeczywistości, jest niczym dostrajanie częstotliwości świadomości.

cdn.
1305  Dyskusje / Komentarze / Odp: DNA I JEGO SEKRETY. : Grudzień 15, 2010, 23:20:09
http://astromaria.wordpress.com

=================================

Grupa badaczy pracujących nad Projektem Poznania Ludzkiego Genomu (Human Genome Project) wskazuje, że dokonała zaskakującego odkrycia: wierzą oni, że 97% niekodujących sekwencji w ludzkim kodzie DNA jest niczym innym, jak kodem genetycznym pozaziemskich form życia.

Niekodujące sekwencje są wspólne dla wszystkich żywych organizmów na Ziemi, począwszy od pleśni i ryb, a na istotach ludzkich skończywszy. W ludzkim DNA stanowią one większą część całego genomu – twierdzi profesor Sam Chang, szef badaczy. Niekodujące sekwencje znane pierwotnie jako „śmieciowe DNA” („junk DNA”) odkryto wiele lat temu, ale funkcja jaką pełnią pozostała zagadką. Przytłaczająca większość ludzkiego DNA jest nie z tego świata. W sposób oczywisty „pozaziemskie geny śmieciowe” zaledwie „cieszą się tylko przejażdżką”, podczas gdy przekazywane z pokolenia na pokolenie geny aktywne ciężko pracują.

Po dogłębnych badaniach z pomocą innych naukowców, programów komputerowych, programistów, matematyków oraz innych specjalistów profesor Chang zastanawiał się, czy aby ten „śmietnik ludzkiego DNA” nie został stworzony przez jakiegoś „pozaziemskiego programistę”. Jak zaobserwował prof. Chang obce odcinki w ludzkim DNA „posiadają swoje własne żyły, tętnice oraz własny system immunologiczny, który stanowczo opiera się naszym lekom przeciwnowotworowym”.

Prof. Chang: „nasza hipoteza zakłada, że w tworzenie nowego życia i umieszczenie go na różnych planetach została zaangażowana wyższa pozaziemska forma życia. Ziemia jest tylko jedną z nich. Być może po zaprogramowaniu, nasi stwórcy hodowali nas tak samo jak my hodujemy bakterie na szalce Petriego. Nie możemy poznać motywów jakimi się kierowali – czy był to eksperyment naukowy, czy też sposób na przygotowanie kolejnych planet pod kolonizację, czy też jest to na dłuższą skalę zaprojektowany plan rozsiewania życia we wszechświecie”.

Prof. Chang w dalszej kolejności wskazuje, że „jeśli pomyślimy o tym w kategoriach ludzkich to ci ‘pozaziemscy programiści’ najprawdopodobniej pracowali nad ‘jednym wielkim kodem’ składającym się z kilku projektów i te projekty powinny wytworzyć rożne formy życia dla różnych planet. Wypróbowali oni także wiele rozwiązań. Napisali oni ten ‘wielki kod’ wykonali go, nie podobały im się jego pewne funkcje, więc je zmienili i dodali nowe, powtórnie go wykonali i dodali więcej poprawek próbując ciągle od nowa”.

Zespół badaczy pod kierownictwem prof. Changa konkluduje, że ‘ci pozaziemscy programiści’ być może otrzymali polecenie wycięcia wszystkich idealistycznych planów na przyszłość wtedy, gdy skupiali się na ‘projekcie Ziemia’ aby zdążyć przed nieubłaganie płynącym czasem. Bardzo możliwe, że w tym pośpiechu ‘pozaziemscy programiści’ znacznie uprościli ten wielki kod i dostarczyli podstawowy kod z zamiarem wykorzystania go na Ziemi.

Prof. Chang jest jednym z wielu badaczy i innych naukowców, którzy odkryli pozaziemskie pochodzenie ludzkości.

Prof. Chang i jego koledzy wskazują, że luki w pozaziemskim oprogramowaniu sekwencji DNA wywołane hipotetycznym pośpiechem w tworzeniu życia ludzkiego na Ziemi obdarzyły rodzaj ludzki nielogicznym wzrostem mas komórek, które znane nam są jako rak.

Prof. Chang wskazuje dalej: „to, co widzimy w naszym DNA jest programem składającym się z dwóch wersji: wielkiego kodu oraz kodu podstawowego”. Pan Chang twierdzi: „pierwszym faktem jest to, że kompletny ‘program’ zdecydowanie nie był napisany na Ziemi; jest to już fakt zweryfikowany. Kolejnym faktem jest to, że geny jako takie nie wystarczą do wytłumaczenia procesu ewolucji; w tej ‘grze’ musi być coś jeszcze”.
Strony: 1 ... 85 86 [87] 88 89 ... 143

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

mtafcs doggujemy asg farmingsimulator2015 kwiaty