Pokaż wiadomości
Strony: 1 ... 85 86 [87] 88 89 ... 149
1291  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: PRZEPOWIEDNIE MAJÓW na 2012.. : Luty 17, 2011, 22:53:58
Kreacja mentalna przyszłości.

Z innego forum;

wg Melchizedeka w "Pradawnej tajemnicy kwiatu życia" tom II, najważniejszą częścią WP jest podziemny tunel i tzw. Studnia. Jest to najstarsza część, która powstała przed piramidą i nikt nie wie, kto ją zbudował, ale nie byli to Egipcjanie. Jedna z teorii mówi, że piramida powstała po to, by "obudować" właśnie ten tunel i studnię. Właśnie w tym miejscu działa największa moc, obecnie jest ono zamknięte dla turystów ze względu na wcześniejsze wypadki śmiertelne w tunelu.

"Pomieszczenie znajdujące się w podziemiach Wielkiej Piramidy, które nazywano Studnią, zostało ostatecznie zamknięte w 1984 roku ze względu na bezpieczeństwo. Wejście do prowadzącego w głąb korytarza zasunięto żelaznymi drzwiami, których przez dłuższy czas strzegła straż. Powodem tej decyzji były liczne wypadki śmiertelne wśród osób zwiedzających Studnię. Było ich tak wiele, że zakazano do niej wstępu turystom. Ofiary umierały z najdziwniejszych powodów - na przykład od ukąszeń węży lub pająków, które w ogóle nie występowały w Egipcie! Ostatni incydent miał miejsce tuż przed zamknięciem Studni. Nieoczekiwanie w powietrzu zaczął unosić się gaz, który zadusił grupę ludzi odprawiających tam swoją ceremonię. Nikt nie wie, jak do tego doszło. Miejsce to ma szczególny charakter, zwłaszcza u końca tunelu, w którym wznosi się ściana. Znajduje się tu przejście z trzeciego do czwartego wymiaru. Cokolwiek pomyślicie lub poczujecie będąc tutaj, staje się prawdą. Jeśli więc odczuwacie lęk, jego przyczyna się urzeczywistni. Zamanifestuje się przed wami i nie pozwoli wam przetrwać w nowym świecie. Tylko człowiek wolny od lęku może przeniknąć do pozytywnego świata i tylko przed nim otworzą się drzwi do wyższych wymiarów. Przekonacie się, że taka jest natura czwartego wymiaru: cokolwiek myślicie i czujecie, staje się prawdą. "

Źródło: Pradawna Tajemnica Kwiatu Życia, tom II, Drunvalo Melchizedek, wyd.Centrum 2005


*************

Ale jest to prawda , na tym polega wychodzenie z pól strachu i wejście w pola miłości.
W trakcie przejścia zmaterializuje się wszystko co jest myślą przekraczających wymiar.

Czyli jeżeli w czyimś sercu i głowie istnieje scenariusz wojny , kataklizmu i wszelakiego zła opartego na  strachu w jego wyobrazi wszystko się zmaterializuje dla niego właśnie tak.
Te myśli staną się rzeczywistością i zabiją ich twórcę.

Jeżeli w czyjejś wyobraźni przyszłość jest pięknem , harmonią , szczęściem i dobrem , jego świat stanie się właśnie taki.

Trzeba pamiętać iż z tego świata do kolejnego wymiaru nie zabieramy NIC oprócz naszych myśli. Nic żadnych dóbr materialnych ,pieniędzy , domów , samochodów ,biżuterii ni co kto tylko zgromadził. Dokładnie NIC!
Zabieramy tylko i wyłącznie zapis wzorców wszystkiego co osiągnęliśmy do tej pory , oraz naszą osobistą energię w naszym GRAALU. Bowiem z jej udziałem zmaterializujemy świat naszych myśli.
On zaistnieje faktycznie i albo stanie się naszym szczęściem , albo spowoduje zagładę tych , którzy kreują ją swoimi myślami.

Dlatego jest tak bardzo ważne by wyzbyć się całego bagażu negatywu i strachu , uwierzyć w dobro i popłynąć na jego fali w przyszłość.

Nasz indywidualny świat połączy się ze światem podobnym kreowanym przez innych ludzi. Dobro połączy się z dobrem , zło ze złem.

Ponieważ dobro wejdzie w wyższy wymiar energetyczny , który scali się z nim , będzie miało zasilanie dla swojego istnienia .
Zło nie przekroczy granic dobra , będzie trwało w dawnym wymiarze tylko tyle czasu ile energii osobistej ludzi będzie mogło je zasilać i generować jego kreacje.

Ja wiem iż będzie to bardzo krótki czas nie przekraczający znanych nam trzech dni. Ale w świadomości ludzi będących w jego zasięgu wygenerują się zdarzenia , które w rzeczywistości mogą trwać nawet kilka lub kilkadziesiąt lat.

Oni w swoich myślach to przeżyją jak fizyczne zdarzenia , wszystko co tworzą i czego oczekują od przyszłości.

Zatem proszę nie wierzyć w żadne kataklizmy ni globalne zniszczenia bo ich zwyczajnie nie będzie dla całokształtu stworzenia  Stwórcy.

One mogą zaistnieć i zaistnieją tylko i wyłącznie w świadomościach ludzi , którzy tak myślą i tego oczekują od przyszłości.

Kiara Uśmiech Uśmiech
1292  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 14, 2011, 17:06:15
Kod Piramid.


http://www.youtube.com/watch?v=j7PP_GArE9c&feature=player_embedded


http://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=http://www.whale.to/m/cathie.html&prev=/search%3Fq%3Dhttp://www.astrosciences.info/Matrix3.htm%26hl%3Dpl%26sa%3DG%26biw%3D1253%26bih%3D639%26prmd%3Divns&rurl=translate.google.pl


Wielka Piramida i Biblia


http://aletheia.badacz.org/strony/lit/piramida.htm



Świątynia Boża

http://www.nastrazy.pl/herald/czytaj.php?rok=2006&numer=5&plik=swiatynia_boza


Symbolika starożytnego Egiptu.

http://czytelnia.pwn.pl/starozytny_egipt/krol.php

http://artfolie.wordpress.com/2009/02/13/symbole-w-sztuce-starozytnego-egiptu/


Historia biżuterii Egiptu

http://sztukaprzenosna.blox.pl/2010/04/Bizuteria-starozytnego-Egiptu.html
1293  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MUZYKA KTORA LUBIE. : Luty 14, 2011, 10:48:57
Walentynkowa dedykacja..... spełnionej miłości !!!


PROMYKI MIŁOŚCI.wmv

http://www.youtube.com/watch?v=ml0rRQb7JZY
1294  WSPÓŁCZESNOŚĆ / Mistyka oraz przekazy obecne / Odp: MUZYKA KTORA LUBIE. : Luty 12, 2011, 01:47:01
Ach maki , maki.....

Ukrainian Song "Oi Tam Na Gori" (maki)

http://www.youtube.com/watch?v=yK3dxq-3FZU&feature=related
1295  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 17:17:01
Dla rozszerzenia informacji warto przeczytać również ten ciekawy artykuł.


http://www.paranormalium.pl/archeologiczne-przykrywki-policja-umyslow-i-wielki,829,45,artykul.html
1296  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 16:59:15
cd....

Kasia Jeleńska – „Egipskie piramidy”


Kto wie, czy słynne egipskie, nubijskie czy meksykańskie piramidy nie są pozostałościami po niej? Bo NIKT dokładnie nie wie, kiedy i przez kogo zostały one zbudowane! NIKT! Przypuszcza się tylko, że powstały one około 4 tysiąclecia p. Chr. i zbudowali je faraonowie z pierwszych dynastii - jak sugeruje to Kasia Jeleńska w swoim dziecięcym wierszyku, ale czy na pewno? Te 6.000 lat stanowi - jak podejrzewam - jedynie pobożne życzenie archeologów, a nie ich konkretną wiedzę. Osobiście datowałbym je na co najmniej 20.000 lat p. Chr., kiedy to Sahara była jeszcze kwitnącą krainą pełna lasów i zwierzyny oraz zamieszkałą przez ludzi. Dowodem na to są naskalne malowidła w Tassili-en-Dżer, i nie tylko. Podobnie było i z Kalahari, o czym mówią malowidła z Brandbergu. Powstaje pytanie: co spowodowało tak straszliwe spustoszenie tych ziem? Działalność przemysłowa człowieka? Katastrofa ekologiczna powstała wskutek spadku asteroidu? Aktywność wulkaniczna? Wojna nuklearna? Inwazja Kosmitów na Ziemię? Co jeszcze???...

Płaskowyż Marcahuasi TEŻ KIEDYŚ BYŁ żyzną i nawodnioną krainą - o czym świadczą tu i ówdzie widoczne resztki sieci irygacyjnej, a teraz jest tylko wyniesioną na 4.200 m n.p.m. wyspa suchych jak pieprz skał ogniowych, smaganych promieniami bezlitosnego na tej wysokości Słońca i wiatrami... Marcahuasi jest zatem DOWODEM na istnienie Tych, Którzy Byli Przedtem. Kraina Om z powieści Tomaszewskiej. Peruwiańska ekspozytura Agharty...

Jak już powiedziałem, śladów istnienia wokół nas cyklopiej cywilizacji jest do licha i trochę, i wystarczy dobrze rozejrzeć się dookoła, by je ujrzeć. Ja też je zobaczyłem. Nie, nie w Ameryce Środkowej czy Południowej. Nie musiałem jechać tak daleko. Wystarczyło przejechać około 50 km w jedna stronę na południe i wschód od Jordanowa, w którym mieszkam - w Tatry i do Smykalni k./Szczyrzyca. Oczywiście nie szukałem tam żadnych śladów Supercywilizacji, a jedynie relaksu i wypoczynku po trudach służby granicznej. Znalazłem te ślady, które przypominały zjawiskowo to, co sfilmował red. Warszewski w Peru. Były to gigantyczne formacje skalne, które przypominały gigantyczne rzeźby Marcahuasi.

Pierwsza formacja, która przypomina ruiny jakiegoś fantastycznego miasta - a którą nazwałem „Miastem Inków” - znajduje się vis-ŕ-vis Sarniej Skały, od strony północnego-wschodu - to są turniczki Jatek. Biało-żółte i żółtawo-szare wapienne skałki układają się w widmowy obraz zrujnowanego przed tysiącleciami miasta. Patrząc na nie, oko człowieka składa podświadomie potężne bloki wapienia w arkady i portyki, kolumny i ściany zaginionego miasta. To miejsce już dało raz inspirację literacką pisarzowi polskiemu Jerzemu Żuławskiemu, który w pierwszej części księżycowej trylogii pt. „Na Srebrnym Globie” tak je opisuje:

Trzecia doba, 30 godzin po północy, na Mare Imbrium, 9014’ W i 43058’ N księżycowej.

Dziwne jest to, co widzę... Smuga piasku [...] ciągnie się na znacznej przestrzeni ku północnemu-zachodowi lekko wygiętym łukiem, odbijając się jaśniejszą barwą od ciemnego tła kamienistej pustyni. O ile mogę dostrzec przy świetle Ziemi, kończy się u szczególnej grupy skał, podobnej z dala do fantastycznych zwalisk jakiegoś zamku czy miasta. Miasta?...

Posuwamy się dość szybko, a tymczasem owa grupa skał widoczna z dala występuje przed nami coraz wyraźniej. Teraz można rozróżnić dokładnie poszczególne głazy, fantastycznie spiętrzone, a przypominające do złudzenia ruiny wież i gmachów...

To miejsce istnieje naprawdę, tyle że na Ziemi - tutaj, w Polskich Tatrach. I można je podziwiać bez większego wysiłku - wystarczy wejść na Sarnią Skałę i spojrzeć w kierunku Doliny Strążyskiej. To „Miasto Inków” najbardziej przypomina je w zimie, kiedy biel śniegów nadaje jeszcze większej głębi tej grupie turniczek, a tego nie odda nawet najlepsze zdjęcie.

Kiedy w październiku 1987 roku, po długiej nieobecności powróciłem w Tatry znad morza, to moją pierwszą zrobioną wtedy wycieczką był odcinek graniowego szlaku pomiędzy Czerwonymi Wierchami a Kasprowym Wierchem. Najpierw wyrobiłem wysokość idąc z Hali Kondratowej na Przełęcz pod Kopą Kondracką, potem na siodle przełęczy skręciłem w lewo - na wschód, idąc za czerwonymi znakami przez Suchy Wierch Kondracki, Suche Czuby, Goryczkowe Czuby, Pośledni Wierch Goryczkowy dotarłem do Kasprowego Wierchu. Idąc podziwiałem fantastyczne kształty skał i głęboki, włoski błękit nieba, na którym od czasu do czasu przesuwał się wybielony słońcem obłoczek. I znów skojarzyło mi się to z kamiennym zwierzyńcem Marcahuasi: patrząc od wschodu na szczyt Goryczkowej Czuby widziałem orła, który przysiadł na chwilę, by odpocząć... Orzeł ten ma co najmniej 30 m długości i 15 m wysokości, jak nie więcej - jak giganty z Peru. Nie muszę chyba przypominać, że Orzeł Biały był i jest narodowym symbolem naszego kraju...

Widziane od zachodu Suche Czuby przypominały jakieś ogromne cielska przedpotopowych brontozaurów czy diplodoków pokryte pancernymi łuskami... Zrobiłem kilka slajdów, ale dwuwymiarowy obrazek nie oddaje w pełni głębi tego widowiska - a szkoda!

Ktoś powie: to wina przeczytanych lektur, zmęczenia i rozigranej wyobraźni - i na tym sprawę zakończy. Hmmm... - być może tak było w dwóch opisywanych wcześniej przypadkach, kiedy rzeczywiście byłem tam sam i nie miałem z kim skonsultować swych spostrzeżeń. Niech mu będzie. Ale te slajdy oglądali członkowie mojej rodziny i znajomi, i wszyscy widzieli w nich dokładnie TO SAMO!... A co mam powiedzieć, kiedy w jeszcze innym zakątku Tatr przeżyłem coś w rodzaju „przebicia z innej rzeczywistości”, kiedy moja koleżanka z pracy, przyjaciółka ze szlaku i miłośniczka Tatr, major Straży Granicznej i magister filologii germańskiej w jednej osobie, pani Irena Ch. patrząc na fantazyjne turniczki Rzędów Smytniańskich na Iwaniackiej przełęczy wykrzyknęła z zachwytem - „Ależ to istna aleja rzeźb!”. Tak samo krzyknęliśmy unisono w Dolinie za Bramką, patrząc na fantastyczne kształty Jasiowych Turniczek. I podobnie, jak na Iwaniackiej, mieliśmy wrażenie, że Ktoś nas bacznie obserwuje. Nachalnie i bezczelnie. Magia gór - powie ktoś. Być może - wszak opisywał to m.in. Jan Długosz w „Kominie Pokutników” - ale rzecz w tym, że byliśmy w bezpiecznej reglowej dolince, a nie wisieliśmy na ścianie, pod ostrzałem seraków i kamieni. A jednak Coś gapiło się na nasze plecy. Może to i prawda, że w górach śmierć siada ludziom na lewym ramieniu i jak się szybko obejrzysz, to ją możesz zobaczyć...

Uczucie grozy - irracjonalnego lęku, którego źródła nie byłem w stanie nawet zdefiniować - najbardziej odczułem w jednym z najpiękniejszych miejsc Tatr Zachodnich. To miejsce, to osławione Wantule.

Nazwa pochodzi od słowa wanta czyli ogromny głaz. I rzeczywiście - głazów tam jest od metra. Uczeni twierdzą, że około 10.000 lat temu dzięki wstrząsowi tektonicznemu, oberwała się na dolinę cała północno-zachodnia część turni Dziurawego, i w postaci skalnych bałwanów runęła w dół - na jęzor cofającego się lodowca, który topniejąc zwiózł je w Dolinę Miętusią, tworząc ogromne głazowisko - dzisiaj porośnięte jarzębami i olszynami, które jak zielone płomienie obejmują ogromne wieluset tonowe wanty, białe - bo wapienne.

Legenda mówi, że dawno, dawno temu pasali tam owce górale pod wodzą starego skąpego bacy. Pewnego wieczoru zaszedł tam jakiś starzec, któremu odmówiono jadła i noclegu. Staruszek przeklął skąpców i bacę-kutwę, w rezultacie na obozowisko runęła potężna lawina kamienna grzebiąc bacę, juhasów i owce. Podobno jeszcze dzisiaj, w bezksiężycowe noce, na Wantulach słychać beczenie owiec, szczekanie owczarków i pokrzykiwania juhasów wędzących oscypki...

Byłem tam kilka razy ze swymi znajomymi z Dalekiego Wschodu. Mnie zrazu ujęło spokojne piękno tego miejsca - zwłaszcza po zejściu w Wantule z niebieskiego szlaku z Przysłopu Miętusiego na Małołączniaka. W prostocie ducha i niebotycznej swej głupocie wyobrażałem sobie, że zejście zajmie nam tam jakiś kwadrans... Faktycznie zabrało trzy kwadranse. Kluczyliśmy w wysokich do piersi trawach i jakichś różowych kwiatach wśród powalonych kłód, wykrotów smrekowych i potężnych kamieni, aby nie poharatać gołych rąk i nóg, co i tak zdało się psu na budę, bo to, co z góry wydawało się nam w miarę równa płaszczyzną, de facto było terenem najeżonym różnymi pułapkami i przeszkodami. Bezpieczniej czułem się tylko na polu minowym... Po 45 minutach tej woltyżerki dotarliśmy na dno Miętusiej, mokrzy od rosy i potu, zziajani jak charty i podrapani, jak nieboskie stworzenia, jednakże to, co tam ujrzeliśmy wynagrodziło nam wszelkie zmęczenie i ból. Z tyłu i po prawej stronie zielenił się smrekowy regiel. Z lewej mieliśmy stok cały zielono-biało-różowy od kwiatów i wysokich traw, zaś z przodu... Patrzeliśmy jak urzeczeni na potężny biały mur Małołączniaka, Krzesanicy i Ciemniaka, opadający w dół podciętymi i przewieszonymi gdzieniegdzie spasztami. To chyba ten widok miał na myśli Żuławski pisząc w „Na Srebrnym Globie”:

Na Mare Imbrium, 7*45’ W i 21*01’ N księżycowej, wyniosłość E, o pierwszej godzinie, drugiej doby księżycowej.

Wjechaliśmy w środek dziwnego półksiężyca, utworzonego ze skał amfiteatralnie spiętrzonych. [...] Aha - te góry... Dziwny to amfiteatr, ze cztery kilometry szeroki, otwarty od południa. Nad nim, jak lampa zawieszona Ziemia. Tak to wszystko strasznie wygląda. Teatr dla olbrzymów, potwornych kościotrupich olbrzymów. Nie zdziwiłbym się, gdyby te stoki zasnuły się raptem tłumem ogromnych kościotrupów, zwolna w świetle Ziemi idących i zajmujących miejsca widzów. Kościotrupy gigantów siedzą i tak mówią do siebie: „Która godzina? Jest już północ, Ziemia nasz wielki i jasny zegar, stoi w pełni na niebie - pora zaczynać” - A potem do nas: „Pora zaczynać, umierajcie zatem, patrzymy...”

Dreszcz mnie przechodzi.

Albo:

Druga doba księżycowa, 14 godzin po południu na Mare Imbrium, 8*54’ W i 32*16’ N księżycowej, między kraterami c-d.

[...] było coś nielitościwie srogiego i nieubłaganego w tym ostrym lśnieniu barwnych głazów, lśnieniu nie przyćmionym i nie złagodzonym niczym, nawet powietrzem... Jakiś przepych Śmierci bił od tych gór...

Dokładnie tak.

Ciekawe, bo zamilkliśmy, a Neusa Yara, moja japońska towarzyszka za szlaku zadała mi dziwne pytanie:

- Czy tutaj zdarzyło się coś okropnego?

- Skąd to pytanie - zdumiałem się.

- Ja to tak jakoś czuję... - odparła - tu musiało się stać coś strasznego.

Kobieca intuicja? Ludzie Wschodu myślą trochę inaczej, niż Europejczycy i dlatego przestałem się dziwić. Być może Neusa Yara będąca bliżej Natury niż my - jest Japonką, ale urodzoną i wychowaną w brazylijskiej selvie - wyczuła to, co pieczołowicie zbierałem od kilku lat w ramach PROJEKTU TATRY. Nie mogła czytać powieści Żuławskiego, bo nie znała polskiego, a nie słyszałem, by powstał przekład jego trylogii na japoński, portugalski czy angielski... A byliśmy natomiast niemal w centrum, wydarzeń - do dziś dnia niewyjaśnionych - które rozegrały się właśnie w masywie Czerwonych Wierchów. To tutaj właśnie znikali bez wieści, lub umierali w niewyjaśnionych okolicznościach i nieznanych do końca przyczyn turyści, którzy mieli pecha wejść w drogę... - no właśnie - Komu czy Czemu???... I jeszcze jedno. Nie ma tam jakichś monumentalnych rzeźb, a podcięte przewieszkami wapienne spaszty nie przypominają mesety, ale gmach Czerwonych Wierchów odznacza się jeszcze jedna osobliwością - otóż od zachodniego stoku Ciemniaka biegnie ku zachodowi jedna z najdziwniejszych formacji Tatr Zachodnich - to Wąwóz Kraków. Jest on wąwozem dopiero od 10.000 lat, dawniej była tam jaskinia z licznymi odnogami, długa niemal na 4 km, której strop runął w dół, a ściany pozostały, co możemy podziwiać, zwłaszcza w najniższych jego partiach od strony Doliny Kościeliskiej. I tak jak w przypadku Wantul - zadziałał tu silny impuls sejsmiczny. Czy był to może ten sam impuls, który oberwał turnię dziurawego? No dobrze, ale w takim razie dlaczego nie zawaliło się pozostałe 150 jaskiń z gmachu Czerwonych Wierchów? To jest jeszcze jedna zagadka Tatr. I nie tylko, bo dochodzi tutaj do zadziwiającej zbieżności z odkryciami Romana Warszewskiego na Marcahuasi: katastrofy tatrzańskie i zanik wody na Marcahuasi wystąpiły dokładnie w tym samym czasie! I żeby było ciekawiej - w tym samym czasie poszła na dno oceanu mityczna Atlantyda...

Czy to wszystko? Nie, pozostał jeszcze Diabli Kamień. To jest niezwykła formacja skalna o rozmiarach 55 x 20 x 12 m znajdująca się w Smykalni k./Szczyrzyca w powiecie Limanowa, woj. małopolskie. Napisano o niej już wiele, TVN zrobiła program z cyklu Nie do wiary, ale najciekawsze było to, co odkrył tam Marcin Mioduszewski z MCBUFOiZA w Krakowie - otóż odkrył on tam kamienne kule i negatywy kuliste - niemal takie same, jakie odkrył dr Miloš Jesenský w słowackich i czeskich Javornikach, w dorzeczu Kysucy.

Te kamienne kule. Uczeni bełkocą coś o wietrzeniu kulistym, ale nie potrafią tego udowodnić. Wzięła w łeb teoria o kulistej kumulacji fali uderzeniowej wybuchów w twardym piaskowcu magurskim. Ostatnio w czasie IX Środkowoeuropejskiego Kongresu Ufologicznego pewien słowacki geolog objaśnił powstanie kul kamiennych tym, że są one pochodzenia morskiego, i że powstały one na dnie Oceanu Tetys tak, jak dzisiejsze konkrecje manganowe na dnie Pacyfiku. Rzecz jednak w tym, że konkrecje takie są kilkakrotnie mniejsze, a na dodatek te z Kysuc nie zawierają ani grama manganu... Tam, gdzie występują te kule, znajdują się skały o fantastycznych kształtach - jak te, które Peter Weir pokazał w filmie „Piknik pod Wiszącą Skałą” według powieści Joan Lindsay pod tym samym tytułem. Wydarzenia opisane przez autorkę stały się naprawdę w dniu 14 lutego 1900 roku, na Mt. Macedon w Nowej Południowej Walii. My nie musieliśmy jechać tak daleko - wystarczyło pojechać do rezerwatu Skamieniałe Miasto, do Kamieni Komonieckiego czy Diablego Kamienia w Rudniku albo Wychodni Kopytko w Sieprawiu. Tam wszędzie znajdują się tajemnicze skałki o kształtach ludzi i zwierząt. I nie są to bynajmniej miękkie wapienie, ale twarde i ścisłe piaskowce ciężkowickie. Ludzie od wieków wyczuwali ich niezwykłość i tam właśnie znajdują się miejsca pradawnych kultów, niektóre pochodzą sprzed 6.000 lat! Obawiam się, że to jeszcze nie wszystko...

To samo można powiedzieć o dziwnych skałkach w Górach Stołowych, czy w Karkonoszach, które badała ekipa mgr Jarosława „Foxa Muldera” Krzyżanowskiego z legnickiego „Kontaktu”. Tam szczególnie dziwnymi są formacje w rodzaju Walońskiego Kamienia k./Przesieki czy grupy skał, zwane Prządkami, na głównym grzbiecie Karkonoszy. NB, Jarek Krzyżanowski badając z nami Diabli Kamień w Smykalni stwierdził na jego grzbiecie identyczne prostokątne nacięcia, jak na powierzchni Walońskiego Kamienia w Karkonoszach!... Nauka tłumaczy powstanie tych wszystkich dziwnych skałek działaniem wiatru, wody, słońca i zmian temperatury. To dziwne, ale nie widziałem koło żadnej z nich stożków okruchów rumoszu skalnego, jak np. w Tatrach, a więc co się z nimi stało? Kto je usunął i gdzie?

I żeby już całkiem zakończyć ten artykuł, to pozwól Czytelniku, że przypomnę Ci jeszcze jedna osobliwość. Pięć lat temu, grupa badaczy z „The Mars Mission” opublikowała rewelacyjne zdjęcia pewnych dziwnych formacji na powierzchni Księżyca: są tam m.in. piramidy, iglice, wieże... - a wszystko w gigantycznej skali. Dość powiedzieć, że jedna z formacji ma 2.400 m wysokości, a najwyższa mierzy ponoć aż 16 km nad poziom księżycowego gruntu! Kiedy ujrzałem na ekranie pewne kadry Romana Warszewskiego przedstawiające skałę w kształcie wydłużonego stożka, poczułem, że robi mi się gorąco: stała ta przypominała „The Shard” na Sinus Medii, co szczególnie rzucało się w oczy przy zmianie obrazu pozytywowego na negatywowy! Czarne niebo i jasne skały - to było to! Przypadkowe skojarzenia kształtów, barw, gry cieni, kolorów i walorów. Ileż dałbym za to, by zbadać rzecz in situ - tam, na Sinus Medii!

Mam nadzieję, że film Romana Warszewskiego zrobi początek badaniom Supercywilizacji Marcahuasi i innych zagadek Zielonego Kontynentu. Niestety, obawiam się, że do sprawy dorwą się ludzie nieodpowiedzialni, którzy zrobią wszystko, co w ich mocy, by ludzie zapomnieli o Marcahuasi, które mogą być naszymi korzeniami. W tym filmie najcudowniejsza jest muzyka, brzmiąca tak, jak pozdrowienie ze świata, którego już nie ma. Chciałbym, by udało się go wskrzesić, choćby po części...

Robert K. Leśniakiewicz



http://www.sm.fki.pl/Lesniakiewicz/Lesniakiewicz.php?nr=Z_Archiwum_H_X
1297  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 16:57:04
Kamienie nigdy nie kłamią...

Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka – „Proxima”

 

Sprawa 002/X - TRWAŁOŚĆ PRZYSTOI KAMIENIOM


 

Kiedy w 1979 roku po raz pierwszy przeczytałem książkę Marty Tomaszewskiej o Krainie Om, to wydawało mi się to jeszcze jednym rojeniem fantastki o krainie Nigdy-Nigdy, która istniała jedynie w wyobraźni Autorki - NB, której książki bardzo lubię za ciepły i serdeczny klimat, jakże daleki od oszalałej i skrzeczącej pospolitej rzeczywistości. Nie spodziewałem się, że jest to powieść z kluczem. Ten klucz odnalazłem w Krakowie w dwadzieścia lat później - w dniu 13 grudnia 1999 roku. Tego wieczoru dane mi było obejrzeć film autorstwa red. Romana Warszewskiego o jego wyprawie na Płaskowyż Marcahuasi w peruwiańskich Andach. Bo jeżeli istniała kiedyś Kraina Om, o której pisała Marta Tomaszewska, to właśnie tam - w Andach... Jeżeli kierowała nią tylko kobieca intuicja pisarki science-fiction, to trafiła w dziesiątkę - ta Kraina Om rzeczywiście istnieje...

To mnie akurat nie dziwi. Wielu pisarzy posiada szczególna wrażliwość i dzięki niej możemy dziś czytać wspaniałe opowiadania grozy H. Ph. Lovecrafta, E. A. Poëgo, P. Merimée’a, R. E. Howarda czy T. Oszubskiego albo J. S. Le Fanu. Dla tych ludzi świat nie kończy się na najbliższym rogu ulicy, jak dla większości obywateli naszej planety na przełomie XX i XXI wieku.

Późnym zimowym wieczorem wracałem w ciasnym minibusie do Jordanowa i starałem się uporządkować w myślach to, co wraz z kolegami z Małopolskiego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych Bartkiem Soczówką i Marcinem Mioduszewskim widziałem na filmie Romana Warszewskiego. Wciąż przed oczami miałem andyjskie pejzaże, niczym nieograniczoną przestrzeń i to białe, okrutne górskie słońce... Ogromne rzeźby, niemal nieczytelne, zatarte przez czas, wiatry, upały i mrozy. A tak, bo Płaskowyż Marcahuasi leży na wysokości 4.200 m n.p.m. i w dzień temperatura sięga tam nawet do +400C , zaś w nocy spada do -100C i to mimo tego, że miejsce to znajduje się zaledwie 110 na południe od równika...

Na Marcahuasi działają jakieś nieznane siły - być może Przybyszów z Kosmosu, a może tylko działają urządzenia techniczne Atlantydów czy innych przodków sprzed 12.000 lat , wytworzone przez poprzednią Supercywilizację? Kto wie... Kiedyś napisałem, że może w Peru, Kolumbii, a nade wszystko w Amazonasie mogą znajdować się ruiny miast zbudowane przez Supercywilizację. I nie tylko miast, bo być może są tam także ich instalacje energetyczne, sanitarne, militarne... Indianie je znają, i omijają z daleka, jako miejsca tabu, zaś oślepieni żądzą mamony i pychą ludzi ucywilizowanych konkwistadorzy pchali się w nie i ginęli jak muchy na lepie. I jeszcze ŕ propos nieznanych sił działających na mesecie - przecież widziano tam, i to niejednokrotnie, świetliste kule czy tarcze Nieznanych Obiektów Latających - czyli UFO. na skałach pokazywali się nawet Obcy - co się udało komuś sfotografować, i jak dotąd żadnemu sceptykowi nie udało się zakwestionować autentyczności tych zdjęć...

I są tam tunele. Rzecz w tym, że opowieści o tunelach, które łączą ze sobą kontynenty, są znane także i u nas - w Europie. Ich wyloty mają znajdować się w okolicach Grassington w Anglii, Utensberg w Alpach Wapiennych koło Salzburga w Austrii, Aggetelek na Węgrzech i Domica na Słowacji (zespół jaskiń Domica - Baradla), w Babiej Górze na polsko-słowackim pograniczu i na brzegach świętego jeziora Nam-tso-to-rin w krainie Szan-szun-bus - świętej Szamballi w Himalajach...

Wydaje się, że legendy o tunelach podziemnych są kolejnym punktem w spisie ogólnoświatowych legend. Występują one we wszystkich kulturach i cywilizacjach Ziemi. Oczywiście sceptycy twierdzą, że ludzie musieli czymś zaludnić planetarne podziemia: a to chtonicznymi istotami w rodzaju krasnoludków i skandynawskich trolli, a to diabłami i potępionymi duszami ludzkimi z chrześcijańskiego Piekła. Tak czy owak, miało tam się znajdować coś - jakaś Shamballah - Agharta - a dojść do niej można było tylko poprzez system tuneli... Czy pamiętasz Czytelniku podróż prof. Otto Lidenbrocka i jego niesfornego siostrzeńca Axela z islandzkiego krateru wulkanu Sneffeljokull do krateru włoskiego wulkanu Staromboli na Wyspach Liparyjskich? Fantazja Juliusza Verne’a także miała doskonałą pożywkę, a były nią wszystkie uczone dzieła w rodzaju „Mundus subterraeus” Anastasiusa Kirchera czy prace górniczo-mineralogiczne Georga Bauera alias Georgiusa Agricoli. Obaj powołani tu Autorzy żywili przekonanie, że „Ziemia jest ogromnym gmachem poprzecinanym szczelinami, szparami i pęknięciami, z ogromną ilością wewnętrznych pustek...” W legendy te chętnie wierzył Adolf Hitler i nakazał swoim uczonym i „czarnej gwardii” - SS - odnaleźć wejścia do tych podziemnych światów. Posłał ich do kompleksu jaskiń Domica - Baradla, a kiedy nie znaleźli tam wejścia do Agharty, wysłał komandora Heinricha Broddę na U-209 pod lody Bieguna Północnego, by odkrył drogę do podziemnego państwa Ariów. Kmdr Brodda drogi tej nie znalazł, ale jego misja nie poszła na marne, gdyż odkrył on płonię Great North-East Water u wybrzeży Ziemi Peary’ego na Grenlandii. Tam właśnie potem wybudowano Kancelarię IV Rzeszy, do której zbiegł z płonącego Berlina Führer III Rzeszy, ale to już inna historia...

Roman Warszewski celnie porównuje megalityczne rzeźby Płaskowyżu Marcahuasi z rzeźbami moai na Wyspach Wielkanocnych - rzeczywiście - maniera rzeźbiarska i rozmach są takie same... I jest jeszcze coś - jedna z gigantycznych rzeźb Marcahuasi przypomina mi wyglądem figurę „Klęczącego Trolla” odkopana na Wyspie Wielkanocnej przez ekipę prof. Thora Hayerdahla, a którą można zobaczyć dzisiaj w cieniu wulkanu Rano Raraku przy Hotuiti... Zainteresowanych odsyłam do jego książki i filmu pt. „Aku-Aku”. A zatem potwierdza się teza, że rzeźbiarskie maniery Marcahuasi przeniosły się także na wyspy Pacyfiku. Bo nie tylko wielkie rzeźby znajdują się jedynie na Wyspie Wielkanocnej! Cyklopie mury - zwane „ahu” - budowano także na Tahiti, Fatu Hivie, Ponape i innych wyspach Oceanii. „Moai” w wersji zminiaturyzowanej też tam znajdziemy. To, że były one największe na Wyspie Wielkanocnej można wyjaśnić bardzo łatwo tym, że tam były najoptymalniejsze warunki do ich tworzenia - ot, i cała tajemnica. Znaleziono tam odpowiedni kamień, który nadawał się do obróbki przy pomocy obsydianowych siekierek. Ktoś powie, że obsydian był daleko bardziej miękki od twardej skały wulkanicznej. To prawda, ale... Ale nie zapominajmy o tym, że rzeźbiarz uderzał wielokrotnie siekierką w jedno miejsce i polewał od czasu do czasu wodą. Jedno uderzenie pozostawiało niemal niewidoczną rysę, następne ją pogłębiało, a po kilku milionach ciosów skała musiała się poddać! Zgodnie z łacińską sentencją: guttae lapidem caveat... Czasu mieli pod dostatkiem, kamienia - do bólu! Gdyby nie krach żywnościowy, jak to zasugerowali realizatorzy filmu „Rapa Nui” z Kevinem Costnerem w roli głównej, to prawdopodobnie pochód kolosów nie skończyłby się na około 650 figurach...

Inna rzeźba skojarzyła mi się z czymś, co uczeni nazwali Wenus z Vestonic, a która pochodziła z Paleolitu. Wyrzeźbiono ją z kła mamuta jakieś 30.000 lat temu. Ta Wenus ma ogromne piersi i potężne biodra, ale głowę jej ozdabiają kunsztownie uplecione w koronę długie włosy. Uczeni kojarzą ją z kultem bogini płodności i Matki Ziemi. Być może, ale rzecz w tym, że ja widziałem ogromną replikę tej rzeźby w kamiennym sanktuarium Marcahuasi...

Sceptyk oczywiście powie, że skoro wyrzeźbił ją jakiś łowca w kle mamuta, to dowodzi to tylko jego prymitywizmu. Ba! - nic bardziej błędnego! Wszakże dzisiaj rzeźbi się różne rzeczy w kłach słoni czy morsów, a twórców tych dzieł nikt nie nazwie prymitywnymi. Nie wiem, czy sceptycy nie zastanawiają się nad tym, że po kilku tysiącach lat archeolodzy odkopawszy np. Warszawską Syrenkę czy Statuę Wolności też będą wydziwiali na nasz prymitywizm, który kazał nam wyrzeźbić facetkę z ogonem rybim zamiast nóg, czy z koroną promieni na czole, a przecież wiadomo, że takowe nie istnieją, ergo działali tu prymitywni rzeźbiarze pod wpływem mitów religijnych. Zwalanie wszystkiego na mity religijne jest domena tych, którzy są pozbawieni elementarnej wyobraźni. Sceptyków właśnie...

Wracając jeszcze do korytarzy i podziemi, to rzuciło mi się w uszy jeszcze jedno: otóż indiańskie legendy mówią o tym, że korytarze prowadzą do podziemnego jeziora i umieszczonej pośrodku niego wyspy, która zamieszkuje rasa mędrców... Jakże przypomina to relację dr Ludmiły Szaposznikowej o Nam-tso-to-rin i świętym jeziorze Namche w krainie Szan-szun-bu czyli Krainie d’Bus (czytaj: Ui lub Üi) albo świętej Shamballi, którą m.in. Ferdynand Antoni Ossendowski i inni mistycy utożsamiali z mityczną Aghartą. Jeżeli to prawda, to uzyskaliśmy kolejny dowód na to, że kiedyś - dawno, dawno temu - co najmniej 50.000 lat przed Chrystusem, na Ziemi panowała jedna rasa, jeden język i jedno pismo - czego dowodzi m.in. prof. dr hab. Benon Zbigniew Szałek w swych pracach - jedna Supercywilizacja, która znikła w tajemniczych okolicznościach, natomiast jej ślady są dosłownie wszędzie! Tylko trzeba je poszukać.

Ostatnio z ciekawą hipotezą wystąpił mgr Andrzej Kotowiecki, który twierdzi m.in. to, że tunele i hale w Górach Sowich na Dolnym Śląsku powstały na bazie istniejącego już systemu korytarzy, który jest o wiele starszy od tego, który został wykuty w twardych skałach gnejsowych przez niewolników III Rzeszy w czasie II wojny światowej. Nie zapominajmy, że Góry Sowie liczą sobie - bagatela! - 2 mld lat i są jednymi z najstarszych gór w Europie.

Egipskie piramidy...

Postawione na Saharze,

Razem z Nilem stoją w parze.

Cieszą oczy wszystkich ludzi

I nikt z nimi się nie nudzi.

To egipskie cuda świata,

Jedne z siedmiu najwspanialszych

Podziwiane przez wytrwalszych.

Zbudowane z woli faraonów.

Aby godnie ich przechować

I w grobowcach ich pochować.

Najsłynniejsze stoją w Gizie,

A krzywa wieża w Pizie,

Nie ma do nich porównania

I nie jest tak podziwiana.

Chcemy często tam przebywać

I z bliska je podziwiać!

cd...



http://www.sm.fki.pl/Lesniakiewicz/Lesniakiewicz.php?nr=Z_Archiwum_H_X
1298  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 16:28:23

Opowieść Thessalosa.


[Przebywając] w Azji opanowałem gramatykę i rozumiałem ją lepiej, niż tameczni nauczyciele. Doszedłem do wniosku, że mogę wyciągnąć jakieś korzyści z tej znajomości. Popłynąłem zatem do miasta, które wabi i przyciąga wszystkich, do Aleksandrii. Pieniędzy miałem w bród, i zatem chodziłem przysłuchiwać się dysputom filozoficznym, a każdy ze znamienitych filozofów chwalił moje zainteresowania i lekkość, z jaką opanowywałem wiadomości.

Najbardziej interesowały mnie tajemnice dialektycznej medycyny - dosłownie paliłem się chęcią poznania tej dziedziny wiedzy. I kiedy zbliżała się pora powrotu do domu, zacząłem szukać w bibliotekach dalszych ksiąg traktujących o medycynie, bowiem ta dziedzina wiedzy nie była mi już obca. Wreszcie natknąłem się na dzieło, które napisał faraon Necheps. Mówiło ono o 24 sposobach leczenia ciała z choroby przy pomocy kamieni i roślin, ze szczególnym uwzględnieniem znaku Zodiaku. Wielkość tego sposobu myślenia o chorobie, literalnie mnie przytłoczyła. Wkrótce jednak doszedłem do wniosku, że dzieło to można było nazwać pomnikiem faraońskich omyłek. Po prostu użyłem jego przepisów leczenia mych pacjentów i za każdym razem wskazówki te były nic nie warte!

Ten fakt stał się dla mnie gorszym od śmierci. Stało się tak, że w ślepej wierze w mądrości zawarte w dziele Nechepsa, napisałem do rodziców, że poznam dzięki niemu niezwykłe leki i dodałem, że jak powrócę, to wypróbuję je, jak działają. Wyszła z tego taka sytuacja: w Aleksandrii nie mogłem zostać ze względu na intrygi zawistników (jakież to ludzkie - jak ktoś chce się wybić, to rzuca mu się kłody pod nogi), a z drugiej strony nie śpieszyło mi się do domu, gdzie musiałbym spełnić moją obietnicę daną rodzicom...

W takim stanie rzeczy, zdecydowałem się na odbycie podróży po Egipcie, poganiany cierniem w mym sercu. Szukałem sposobu, jak spełnić te nadzieje, które zacząłem tak lekkomyślnie żywić w związku z faraońskim traktatem - gdyby się to nie udało, byłem gotów nawet popełnić samobójstwo. Posłyszałem wewnętrzny głos, który mi powiedział, że nawiążę kontakt z bogami. Dlatego też nieustannie podnosiłem ręce ku niebiosom i prosiłem nieśmiertelnych bogów, aby dali mi znak - sen, wizję, czy w jakiś inny sposób dali znać o sobie, bym mógł wrócić z twarzą do Aleksandrii i do domu.

Wywiad w świątyni.


Na chwilę przerwę opowiadanie mojego przyjaciela Thessalosa, abym mógł dodać, że w czasie swej podróży po Egipcie w górę Nilu, odwiedził on Teby, najpiękniejsze miasto, które w czasie Średniego i Nowego Państwa było stolicą kraju faraonów. Możemy przypuszczać, że w tym czasie ogromne ruiny świątyń Amona jeszcze stały ponad ubogimi chatkami dzielnicy nędzarzy, świadcząc o niegdysiejszej chwale. W czasie tysiącletniej historii na Teby spadło wiele niszczących ciosów, ale wciąż jeszcze znajdowała się tam wielka ilość kapłanów i pątników. Oddaję teraz głos Thessalosowi:

I tak wróciłem znów do Teb, gdzie zamierzałem spędzić czas dłuższy, zwłaszcza licząc na spotkania z medykami i innymi uczonymi w różnych innych dziedzinach kapłanami. Czas płynął i zacieśniały się więzy przyjaźni pomiędzy mną a kapłanami. I tak pewnego razu ośmieliłem się ich zapytać, czy uprawiają jakieś magiczne praktyki. Większość z nich się zgorszyła słysząc to pytanie. Ale jeden z nich, człowiek wysoko urodzony i już starszy, nie zawiódł moich nadziei. Stwierdził on, że może wywołać widzenie w misce napełnionej wodą.

Pewnego dnia poprosiłem tego kapłana, by wybrał się zemną na spacer po najbardziej opuszczonych dzielnicach tego miasta. Doszliśmy aż do gaju, w którym panowała głęboka cisza. Tam padłem przed nim na kolana, obejmując jego nogi. Zamarł na chwilę i zapytał, o co mi chodzi. Powiedziałem mu:

<<Moje życie jest w twoich rękach. Musimy szybko nawiązać łączność z bogami! Jak się to moje życzenie nie spełni, skończę z sobą!>>

kapłan podźwignął mnie z ziemi i serdecznie pocieszył. Przyrzekł mi, że wysłucha mojej prośby. Potem dodał, że muszę pościć od tej chwili przez trzy dni. Wzruszony dogłębnie jego zgodą, ucałowałem mu ręce i łzy płynęły mi z oczu z wdzięczności i wzruszenia. Takie jest już prawo przyrody, że nieoczekiwana radość daje więcej łez, aniżeli smutek...

niecierpliwość mojego oczekiwania spowodowała, że te trzy dni postu wydawały mi się trzema latami. Wreszcie czas nadszedł. Wyszedłem z domu o świtaniu i udałem się, by powitać kapłana - ten zaś zaprowadził mnie do czystego pomieszczenia, w którym znajdowało się wszystko, co było potrzebne do próby. Ja miałem ze sobą trzcinę, papirus i atrament, aby wszystko spisać, co czułbym, widziałbym i słyszałbym w trakcie eksperymentu, ale zachowałbym to w tajemnicy.

I zapytał mnie kapłan, z kim chciałbym rozmawiać: z cieniem martwego człowieka czy z bogiem? Odpowiedziałem:

- Z bogiem Asklepiosem.

I zaraz dodałem, żeby ukoronował swoja dobroć pozwalając mi pozostać z bogiem sam na sam. Zgodził się z tym, chociaż był niezadowolonym - co dało się poznać po wyrazie jego twarzy. Potem polecił mi siąść twarzą do tronu, na którym miało pojawić się bóstwo i przywołał Asklepiosa przy pomocy tajemnego zaklęcia, poczym odszedł zamykając drzwi. A ja zupełnie zaniemówiłem - tak cudowny obraz zobaczyłem. Nie ma żadnej możliwości wysłowić tego w żadnym ludzkim języku piękności jego twarzy i światła bijącego z boskiej postaci.

Asklepios poniósł prawą rękę, pozdrowił mnie i w te ozwał się słowa:

-Szczęsny Thessalosie! Dzisiaj bóg okazuje ci swą łaskawość, ale zanim ludzie czcić cię będą jako boga, niechaj pierwej dowiedzą się o twym bohaterstwie! Pytaj mnie o co tylko chcesz. Odpowiem ci na każde twe pytanie...

Z początku nie mogłem wydobyć z siebie głosu, tak olśniło mnie piękno boga, wreszcie się przemogłem i zapytałem:

- Dlaczego nie miałem dobrych rezultatów leczenia, kiedy posługiwałem się metodami faraona Nechepsa?

- Necheps był mądrym człowiekiem, który opanował wszelką magiczną moc, ale nie otrzymał z ust żadnego boga tego, co ty teraz ode mnie usłyszysz. Necheps dzięki wrodzonej bystrości szybko powiązał lecznicze właściwości kamieni i roślin z gwiazdami, ale nie potrafił przewidzieć czasu i miejsca, w którym trzeba zbierać te zioła. A przecież wzrost i dojrzewanie owoców roślin zależy właśnie od wpływu gwiazd!

Pojawienie się Immhotepa.

Ścisły związek pomiędzy medycyną a magią można najlepiej dowieść na przykładzie Immhotepa (Imhotepa), wysokiego dostojnika za czasów faraona Dżosera i jego następcy Sechmechta z III dynastii, konstruktora pierwszej piramidy w Sakkara, którego w czasie rządów Ptolemeuszy ogłoszono bogiem lekarzy.

Historyk Manethon w swych „Osobliwościach egipskich” twierdzi dosłownie, ze Egipcjanie utożsamiali go nawet z bogiem Asklepiosem. Od niedawna ukazało się kilka popularnych opracowań na temat Immhotepa, w których pisze się, jak to cudownym sposobem leczył swych pacjentów i to takich, którzy byli w stanie terminalnym i stracili wszelką nadzieję. (!) Niestety, papirusy, na których opisane były te jego dokonania i wyczyny, ulotniły się w dziwnych okolicznościach. Wyjatek stanowi papirus oznaczony numerem 1381, znaleziony w nekropolii w Oxyrhynchu, w którym pewien Grek zamieszkały w Memfis przełożył teks egipski do greki, chociaż - jak sam przyznaje - szło o wcale nielekkie zadanie:

Niejeden raz zabierałem się do przetłumaczenia [tego tekstu]. Działo się jednak tak już podczas pisania, że wielkość tego zadania przekraczała me siły, bowiem tylko bogowie mogą opiewać czyny bogów.

I tak przez trzy lata odkładał spełnienie swego zamiaru, aż zaczęły się tam dziać niezwyczajne rzeczy:

Przez te trzy lata niezmiernie cierpiała moja matka na gorączkę, którą na nią zesłał bóg. Kiedy zorientowaliśmy się, choć trochę późno, co trzeba zrobić - stanęliśmy przed nim, prosząc o ochronę. A on, jako że jest niezmiernie łaskawy, nawiedził chorą we śnie i uzdrowił ją prostymi lekami. Podziękowaliśmy mu za zdrowie składając wielkie ofiary. Wkrótce potem dostałem boleści w prawym boku - i znów zwróciłem się ku dobroczyńcy ludzkości, a on znów się zlitował i raz jeszcze ukazał swe miłosierdzie.

Była noc. Wszystko, co żyje spało, poza cierpiącymi. Miałem gorączkę i zwijałem się w skurczach, męczył mnie kaszel i trudno mi było oddychać. Bolało mnie w prawym boku. Głowa moja była ciężka: śmiertelnie zmordowany padłem na łóżko. Moja matka siedziała koło mnie, bez odrobiny odpoczynku. Cierpiała razem ze swym dziecięciem, bo miała z przyrodzenia miękkie serce. Naraz - kiedy padłem kompletnie wyczerpany - miała widzenie: to nie był ani sen, ani nocna mara - bowiem oczy miała otwarte, ale nie mogła widzieć wszystkiego, co się wokół niej działo, z pełną jasnością, a pojawienie się boga napełniło ją przerażeniem. Widziała ona albo samego boga, albo jego posłańca. Była to postać wzrostem przewyższająca człowieka, odzianego w gładkie powiewne szaty, w lewej ręce trzymająca zapisany zwój. Spojrzała na mnie od stóp do głów dwukrotnie lub trzykrotnie, poczym znikła.

Kiedy matka ponownie wróciła do siebie, zaczęła mnie budzić, wciąż nie przestając się chwiać na nogach. Ku swemu zdumieniu stwierdziła, że gorączka całkiem opadła, a ja jestem zlany potem. Wtedy złożyła hołd bogowi, który się jej był zjawił. Następnie otarła mi z twarzy pot i poczułem się znacznie lepiej.

Po pewnym czasie opowiedziała mi o cudownym zdarzeniu, a ja jej dodałem pewne szczegóły, bowiem to, co ona widziała na jawie, ja widziałem w formie snu...

Sarkofag na RMS Titanic.


Ostatnim, ale za to najszczytniejszym zadaniem staroegipskich magów, było strzec tajemnic i spokoju umarłych, którym służyli za życia. Ci święci i mocą magii silni mężowie z krainy Khem potrafili wiele za życia i potrafili jeszcze więcej po śmierci. O złowieszczym działaniu klątwy wymierzonej przeciwko bezcześcicielom grobów i hienom cmentarnym mieliśmy się przekonać jeszcze w dzisiejszych czasach, ot np. dzięki serii do dziś dnia niewyjaśnionych zgonów, które nastąpiły po otwarciu grobowca faraona Tutenchamona. Na zakończenie można by jeszcze wspomnieć tutaj o wydarzeniach związanych z rozpętaniem negatywnych i okrutnych sił, jakie miały miejsce po złamaniu pieczęci do grobowca kapłanki Amona-Ra, która żyła w Veset na 1600 lat przed narodzeniem Chrystusa. Miejsce jej wiecznego spoczynku odkryła arabska banda hien cmentarnych w latach 60. XIX wieku w Dolinie Królów przy Biban el-Muluku. Mumia kapłanki gdzieś zaginęła - prawdopodobnie została zniszczona - ale za to została tylko trumna z wyobrażoną na niej żeńska twarzą o demonicznej urodzie. Jak mówi tradycja - każdy, kto miał do czynienia z tą trumną - umierał przedwcześnie. Jej właściciele wraz ze swymi najbliższymi umierali jedni za drugimi. Legenda mówi, że fotograf, który zrobił zdjęcie wieka trumny demonicznej kapłanki, na pozytywie ujrzał ludzka twarz Egipcjanki z okrutnym i złowieszczym uśmiechem na wargach...

Ostatnia właścicielka tego artefaktu uratowała się tym, że przekazała go do zbiorów British Museum. Klątwa jednak działała dalej. Tragarz, który dostarczył ją do magazynu muzealnego, zginął w wypadku drogowym, a jego pomocnik został poważnie ranny.

Cień kapłanki Amona-Ra nie dał ani chwili za wygraną - kiedy ilość zmarłych strażników i pracowników muzeum dosięgła niepokojącego pułapu - postanowiono dać trumnę do podziemnego magazynu, zaś wystawić w zamian kopię na witrynie.

Trumna nieoczekiwanie zainteresowali się Amerykanie, i w roku 1912 został zorganizowany tajny transfer trumny do USA. Zapakowano ją w zwykłą skrzynię z napisem „Książki”, a w konosamencie ładunkowym i manifeście celnym także wpisano ją jako: „skrzynię z książkami” i w dniu 10 kwietnia 1912 roku załadowano ją w Southampton. Wszyscy wiemy na j a k i statek, i czym się to skończyło...

Brytyjski parowiec Poczty Królewskiej - Royal Mail Ship - potężny i uchodzący za niezatapialny s/s Titanic uderzył w czasie swego dziewiczego rejsu w nocy 14/15 kwietnia 1912 roku w górę lodową - NB, j e d y n ą w promieniu kilkudziesięciu mil! Konstruktorzy i załoga tego gigantycznego transatlantyku nadęcie mówili: „Tego statku nie może zatopić nawet sam Bóg!” Nie musiał to być od razu Bóg, wystarczyła zwykła góra lodowa, która z woli od tysięcy lat martwej kapłanki Amona-Ra przecięła drogę ogromnego parowca. Z całkowitej liczby 2227 pasażerów uratowało się tylko 705 ludzi. Pozostali znaleźli swoją zbiorową mogiłę na dnie Atlantyku, gdzie teraz tylko głębinowe ryby w chłodnym i dziwnym świetle swych latarek, w milczeniu kreślą koła nad pośmiertną maską z groźnym i szyderczym uśmiechem kapłanki Amona-Ra...

Miloš Jesenský

 

- Trwałość, trwałość i majestat - mruczał szlifierz - Przystoi kamieniom... Majestat... Centrum świata... Centrum świata... Ujawnij się ty, który w kamieniu... Skamienieli... Centrum i Wejście...

Marta Tomaszewska – „Podróż do Krainy Om”

Kamienie nigdy nie kłamią...

Krzysztof Boruń i Andrzej Trepka – „Proxima”

cd...
1299  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 16:12:04

Wróżby i proroctwa

Każdy rytuał mag zaczynał od wypowiedzenia tekstu magicznej formuły - inwokacji, w którym prosił bogów o przychylność dla swych zamiarów. Kiedy już dokonał wszystkich przygotowań, hipnotyzował pomocnika w następujący sposób:

Czarownik zapalał lampę w ciemnym pomieszczeniu i sadzał chłopca naprzeciw niej tak, aby jego zamknięte oczy były zwrócone ku płomykowi lampy. Potem stawał przed nim, skłonił się i wymawiał odpowiednie zaklęcie i pukał palcem w głowę chłopca. Następnie go pytał, czy widzi światło. Jak chłopiec potwierdzał, to pytał go o wszystko, co go interesowało.

Inny sposób polegał na tym, że chłopiec kładł się na brzuchu przed miską pełną oliwy tak, by jego głowa znajdowała się nad jej powierzchnią. Potem chłopiec zamykał oczy, zaś czarodziej schylony ku jego głowie wymawiał po siedemkroć zaklęcie, a potem wzywał chłopca do otwarcia oczu. Hipnotyzujące działanie światła lampy lub świetlistej powierzchni oliwy wzmagał ciężki aromat palonego kadzidła a także spojrzenie w krąg wschodzącego słońca lub księżycowej pełni. Kiedy pomocnik odpowiedział na wszystkie pytania, które zajmowały jego mistrza, czarodziej wybudzał go ze stanu hipnozy zaklęciami i czynnościami, które doprowadzały go do normalnego stanu umysłu. Kiedy mag sam na sam porozmawiać z bogami, czy innymi istotami z zaświatów bez użycia medium, wykonywał wyżej opisane czynności sam na sobie.

Taka metoda była używana w czasie wróżenia na potrzeby życia codziennego. Przy stawianiu długookresowych proroctw istniały bardziej złożone procedury, o których jednak współcześnie niewiele wiadomo. Niekiedy te proroctwa ogarniały nieprawdopodobnie daleki horyzont czasowy, jeżeli - oczywiście - wyłączymy możliwość antydatowania tych wyroczni. Typowym przykładem takiego dalekosiężnego w czasie proroctwa jest przepowiednia przypisywana jasnowidzowi Nefertiemu, który żył u końca XXVII w. p.n.e. - a dotycząca władzy założyciela XII dynastii faraona Amenemheta I (2000-1970 r. p.n.Chr.):

Faraon nazywany Ameni, syn kobiety z Południa, przybędzie do Górnego Egiptu... Radujcie się wy, którzy będziecie żyli w jego czasach! Syn szlachetnego męża uczyni swe imię nieśmiertelnym. Ci, którzy wywołują swary i niepokoje, stracą swe sandały ze strachu przed nim... I dobro przybędzie do kraju, a zło będzie pognębione.

Dziwne możliwości Cherihebów

Jak osoba mająca przeprowadzać operacje czarodziejskie, takoż i miejsce powinno być nienagannie czyste. Procedurę oczyszczenia powinny przejść wszystkie osoby i przedmioty w niej uczestniczące. Zaklęcia i rysunki ochronnych znaków powinny być wyrysowane świeżym atramentem na nowych kartach papirusu. Ze względu na ryzyko, że glina mogła być wyrabiana przez człowieka nieczystego czy dotknięta przez nieczyste zwierzę, magowie używali do sporządzania swych magicznych figurek tylko i wyłącznie „czystego” wosku pszczelego.

Co zaś się tyczy samego miejsca operacji magicznych, to przywoływanie bogów miało się odbywać w czystym i ciemnym miejscu, najlepiej jakimś skrytym pomieszczeniu umytym lodowatą wodą, którego drzwi znajdują się na wschodniej ścianie. Zwracając się do Słońca (symbolizującego boga Ra [Re]) mag winien stać na wolnej przestrzeni, by mógł patrzeć na wschodzący okrąg słoneczny, zaś zwracając się do Księżyca (bogowie Chonsu i Thot [Tot]), powinien stać na dachu domu.

Zaklęcia mające za zadanie przywołanie nadprzyrodzonych istot i mocy miało być wypowiadane głosem cichym, syczącym, ale zrozumiale. W starszych czasach wypowiadano je normalnie, głośno, czterokrotnie - zaś w czasach panowania Ptolmeuszy aż siedemkroć, albo - niezmiernie rzadko - trzykrotnie bądź aż dziewięciokrotnie!

Należy do tego jeszcze dodać to, że bogów przywoływało się wonią kadzidła, która odganiała demony i „martwych” - tj. dusze zmarłych niesprawiedliwych: zbrodniarzy, świętokradców, itd. Woń aromatycznych kadzideł przywoływała bogów, zaś fetor i smród ich odganiał. I tak, kiedy czarownik (albo po prostu lekarz) chciał wygonić demony z ciała chorego wraz z bogami, spalał kadzidło - ewentualnie kiedy chciał demony z ciała pacjenta wyciągnąć, wtedy spalał nie kadzidło, ale małpie ekskrementy...

Magia była samodzielną dziedziną egipskiej wiedzy już w Starym Państwie, jak to można odczytać z napisów na grobie ówczesnego wielmoży Herchufa, który żył za panowania faraonów VI dynastii: Piopeusza I i Merenrea I w latach 2390-2370 begin_of_the_skype_highlighting              2390-2370      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              2390-2370      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              2390-2370 begin_of_the_skype_highlighting              2390-2370      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting p.n.Chr. W tych tekstach magowie są określani jako mędrcy uprawiający magiczne obrzędy: Jestem cherichebem, znanym ze swych zaklęć, jak to dosłownie czytamy.

Poważanie, jakim cieszyli się cherichebowie ilustrują teksty na hieratycznym papirusie, który darowała pani Westcar w 1839 roku niemieckiemu egiptologowi Richardowi Lepsi, a potem stał się on jednym z zabytkowych papirusów z berlińskiego Pergamon Museum. Cherichebowie potrafili ożywiać posągi, zaczarować wodę by się rozstępowała, okiełznać lwy, czy ożywić ściętego mieczem człowieka poprzez przyłożenie głowy do ciała...

 

W poszukiwaniu zwoju Thota


Jeden z najznamienitszych tekstów o możliwościach staroegipskich czarnoksiężników znajduje się w demotycznym rękopisie z III wieku przed Chrystusem, a który znaleziono w grobie w Tebach, zaś w 1865 roku zakupił go August Mariette dla Muzeum Egipskiego w Kairze. Mówi on o Wielkim Księciu Memfisu Setnie Chamusie, który usiłuje uzyskać wiadomosci od swego zmarłego poprzednika - słynnego maga Neferkeptaha. Wreszcie dowiaduje się, że w grobie Neferkeptaha znajduje się czarodziejski rulon pergaminu, który został napisany przez samego egipskiego boga mądrości i patrona czarnoksiężników - Thota (Thovt, Tot). Książę wraz ze swym bratem Jenhorurem weszli do grobowca, gdzie ostrzegły ich duchy osób zabitych przez Thota w trakcie poszukiwań czarodziejskiego zwoju za to, że ukradli ten dokument z trumny ukrytej na dnie morza. Setna jednak nie rezygnuje - przy użyciu amuletów i zaklęć pokonuje wszelkie złe zaklęcia Thota i uzyskuje bezcenny papirus. W zakończeniu jego przygód pod ziemią czytamy:

Kiedy Setna wychodził z grobowca, to światło szło przed nim, a ciemność szła za nim.

To jeszcze nie wszystko, bo nasz bohater w pustyni natknął się na nieznajomą piękność, która przedstawiła mu się imieniem Tabubu. I oczywiście Setna zakochał się w niej bez pamięci, ale ona powiedziała mu, ze nie będzie jego, zanim nie zabije on swej żony i dzieci, a jej odda cały majątek. Setna w zaćmieniu umysłu zgodził się to zrobić, jednakże po chwili, kiedy wziął tajemniczą kobietę w ramiona, ocknął się nagi i opuszczony na jakiejś drodze.

Po powrocie do domu jednak Setna znalazł swych bliskich żywych i zdrowych. Nieznajoma pięknotka była tylko duchem, a on postanowił zwrócić zwój Thota, by nie narażać się na straszliwy gniew bogów.

 

Jak się wydaje, opowiadanie to nie jest tylko legendą. Ów książę jest znany w historii jako syn faraona Ramzesa II, który pełnił funkcję arcykapłana boga Ptaha. Z tytułu swego urzędu mógł on zwiedzać i penetrować piramidy oraz nekropolie przy Gizie. Czarodziejska „Księga Thota” pojawia się w staroegipskich tekstach tak często, że z całą pewnością nie może ona być li tylko legendą. Według jednej z wersji, była ona przechowywana w pewnej świątynnej bibliotece, zaś według innej - została ona wrzucona na dno Morza Czerwonego i jest strzeżona przez zastępy skorpionów i jadowitych gadów. Jedna z najstarszych wzmianek o niej można znaleźć w papirusie pani Westcar, gdzie faraon Chufu (Cheops) rozmawia o tej księdze z czarodziejem Zedim, którego przyprowadził doń jego syn - książę Hardedeph.

W ślady swego ojca poszedł syn Setny - Siusireph, którego urodziła mu jego małżonka Mehveschet (Mehvesket). O jego losach dowiadujemy się z demotycznego tekstu, napisanego na dwóch zwojach greckiego papirusu, na których znajduje się notatka urzędowa z siódmego roku panowania cezara Klaudiusza (Tiberius Claudius Nero Germanikus), tj. z lat 46-47 n.e. Syn Setniego przed swoim zniknięciem oświadcza, że jest wcieleniem Hora syna Panehsiego, który za zezwoleniem boga Ozyrysa, władcy państwa umarłych, powrócił znowu na świat po to, by zniszczyć wielkiego maga, z którym już był walczył w swym pierwszym wcieleniu.

Ocknąłem się znów [w świecie żywych] i stałem się zarodkiem po to, bym znalazł Setniego, syna faraona, na pustyni przy On czy Memfisie. Wrosłem w pęd melona, abym mógł znów powrócić do świata i swego ciała, odrodzić się na Ziemi i czarować przeciwko temu egipskiemu nieprzyjacielowi - czytamy w tej staroegipskiej wariacji na temat reinkarnacji.


Magiczna walka dobra ze złem



Z tego papirusu dalej dowiadujemy się, jak to nubijski wódz poprosił faraona, by w swej krainie znalazł człowieka, który przeczytałby ten list, bez jego otwierania. Syn Setniego podjął wyzwanie i zgodził się na próbę głośnego odczytania listu. Kiedyś, dawno temu, nubijski czarnoksiężnik Hor (syn Murzynki) ożywił cztery woskowe figury, które porwały egipskiego faraona, a zanim przyniosły go do jego pałacu - wymierzyły mu pięćset kijów na gołe plecy. W ramach rewanżu dokładnie to samo zrobił egipski mag władcy Nubii, następnie pokonał nubijskiego maga i wygnał go na 1500 lat z Egiptu. Teraz, jak to przeczytał Susireph, wódz Nubijczyków przedstawił się jako ten sam czarodziej, który po stuleciach wrócił do Egiptu by się zemścić. I wybuchła magiczna wojna z wzmożoną siłą:

Hor, syn Panehsiego powiedział: <<Jakoż że żyje Atum, pan Onu, bogowie egipscy cię tutaj przywiedli, bym cię pokarał w swej władzy. Bój się - idę do ciebie!>>

Kiedy to Hor, syn Panehsiego, powiedział - Hor, syn Murzynki, takoż mu odrzekł: <<To jest zatem ten, który czarował przeciwko mnie, a którego nauczę mowy szakali!>> - i zaczął czarować, i posłał ogień na pałac przeciwnika.

Faraon i książęta widząc co się dzieje, wielkimi głosami zawołali, by szybko przybył Hor syn Panehsiego.

Hor, syn Panehsiego, szybko przeczytał stronę księgi i spowodował to, że spadł deszcz i ogień ugasił w jednej chwili.

Tymczasem w odpowiedzi na to Nubijczyk spowodował, że powstała wielka chmura nad pałacem, tak że nikt nie mógł widzieć ani swego brata czy przyjaciela.

Hor, syn Panehsiego, przeczytał znów czarnoksięskie zaklęcia i oczyścił niebo z chmury i złego powietrza, którym było nasycone.

Zakończenie magicznego pojedynku wedle egipskiego papirusu wyglądało tak:

Hor, syn Panehsiego, mający postać Siusira odprawił czary przeciwko etiopskiemu władcy i otoczył go ogniem, który go strawił przed pałacem. Faraon patrzył na to i książęta i egipskie wojsko, a potem znikł sprzed oczu faraona i swego ojca tak, że go już nigdy nie widzieli.

Bogowie, magowie i uczeni.


Reasumując, można stwierdzić, że staroegipskie teksty o czarownikach i czarowaniu dają nam wiedzę o egipskiej magii, a dzisiaj są traktowane jako utwory stricte beletrystyczne.

Czarodziej Bata, którego czyny opiewane są w „papirusie pani d’Orbiney” z British Museum, rozumie mowę zwierząt. Aby uniemożliwić swemu bratu zbliżenie się do rzeki, wytworzył pomiędzy nim a rzeką stado groźnych krokodyli i rozkazywał żywiołom przyrody tak, jak mag Zezemonech, który według „papirusu Westcar” kazał rozstąpić się wodom jeziora tysiąc lat wcześniej. Podobnej rzeczy dokonał także Neferkaptach, który zstąpił na dno morza, by wydobyć tajemniczy, czarodziejski „papirus Thota”. Tak samo chwalili się nubijscy czarownicy, że mogą zesłać na Egipt nieurodzaj i jasny dzień przemienić w noc - jednakże te czary ich egipscy przeciwnicy byli w stanie powstrzymać, jak to wiemy z poprzedniego ustępu.

Nieprawdopodobne możliwości magów staroegipskich udowadniają dalsze przykłady: Kiedy Neferkaptach był otoczony przez węże i skorpiony, zamroził je swym wzrokiem i dowiódł, że na odległość jest w stanie zabić gada, który strzegł „Księgi Thota”. Siusirev poraził nieprzyjaciela tym, że zesłał na niego ogień, którego płomienie strawiły go na oczach faraona i jego ludu. Czarnoksiężnik czy mag doskonały był bardzo rzadko widywany. Hor syn Panehsiego, narodził się ponownie po 1500 latach, aby dać wycisk wrogowi zagrażającemu Egiptowi. Póki czaromistrz mógł wskrzesić sam siebie, póty mógł przywracać do życia i innych. Chericheb Zedi przywrócił życie gęsi i bykowi, którym ucięto głowy, Neferkaptach wyciągnął swą magiczną siłą swą utopioną żonę i syna z dna Nilu na pokład statku po to, by się dowiedzieć, dlaczego zmarli.

W późniejszym okresie magia była powszechnie uważana za naukę stosowaną, którą uprawiała tylko wąska garstka specjalistów. Czarodziejskie obrzędy odbywały się w Domach Życia, w świątynnych szkołach, i w prywatnej bibliotece faraona można było znaleźć poza traktatami z zakresu historii, matematyki, fizyki czy astronomii także dzieła z zakresu magii i czarodziejstwa.

W starożytnym Egipcie magia była najbardziej jednak związana z medycyną i farmacją. Podzielałem ten pogląd w czasie, kiedy zajmowałem się profesjonalnie historią medycyny. W swoich referatach i w publicznych wystąpieniach ilustrowałem swe słowa życiorysem staroegipskiego lekarza Thessalosa, który szukał drogi ku staroegipskiej medycynie wśród bogów egipskich świątyń.

Tenże to Thessalos stał się z biegiem wieku osobą mi bliską, a ja starałem się śledzić jego kroki w historii. Człowiek ten żył w okresie panowania cezara Oktawiana Augusta (27 r. p.Chr. - 14 r. n.e.) stał mi się bliskim nie tylko przez usiłowania rozszerzenia swego poznania, ale także dzięki mojej słabości do wszelkich tajemnic historii i to tym bardziej, że w historii starożytnej medycyny nie znalazło się dlań miejsce obok Hipokratesa, Galena, Awicenny czy Gebera...

A teraz pozwólmy wypowiedzieć się samemu Thessalosowi, który odwiedził Egipt w czasie, kiedy był on rzymską prowincją:

cd....
1300  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:56:26
cd....

Kult Voodoo w krainie piramid


Szczególną kategorię czarodziejskich praktyk tworzyła kreacja zastępczego ciała, która służyła zwłaszcza w praktykach czarnej magii. Starożytni Egipcjanie sądzili, że jak czarownik stworzy woskową podobiznę człowieka, to na zasadzie pars pro toto jest w stanie przenosić swe oddziaływanie poprzez woskową podobiznę na konkretnego człowieka.

Jedna z najstarszych z dotychczas odkrytych wzmianek o magicznych rytuałach z woskowymi laleczkami, mających na celu uśmiercenie ofiary, pochodzi z inskrypcji na trumnach z okresu Średniego Państwa. Charakterystyczne przykłady pochodzą także z okresu Nowego Państwa, oraz epoki króla Aleksandra II (323-310 p. Chr.).

Zabrał się do czarowania, aby wywołać i sprowadzić nieszczęście - czytamy w papirusie Rollina - Sporządził kilka figurek bogów i ludzi z wosku, aby potem tych ludzi przyprawić o zeschnięcie członków i dał je Rabbekameowi, którego boski Re nie dopuścił do ustanowienia naczelnikiem domu.

Ten cytat jest niezmiernie ważnym dla naszych dalszych rozważań, bowiem należy do grupy zabytków piśmiennych informujących nas o haremowym spisku wymierzonym przeciwko Ramzesowi III (1188-1157 p.n.e.), ostatniemu wspaniałemu władcy Nowego państwa. Przeciwko niemu wystąpili wtedy niektórzy magowie, którzy zwrócili przeciwko niemu i jego pretorianom swą czarnomagiczną sztukę.

Pentiboon, który był zarządcą majątku, tak mu powiedział: <<Przynieś mi księgę, która dodałaby mi czarodziejskiej siły i władzy>> - czytamy w Papirusie Lee - I on przyniósł mu czarodziejską księgę z biblioteki faraona Vesermaat-Re-meri-Amona, wielkiego boga, swego pana, i poszedł on zastosować boską siłę dla ludu swego. Urzędnik El-rem wykonał ludzkie figurki z wosku i odprawiał nad nimi różne czary i zaklęcia. I spuścili obaj na ludzi chorobę i mór i inne nieszczęścia.

Magowie przeciwko faraonowi

Jak to wiadomo z sądowego Papirusu Turyńskiego, sprzysiężenie to zostało ujawnione i śledztwo zostało przeprowadzone przez sąd. Jednego czarownika stracono w okrutny sposób, zaś drugiego zmuszono do popełnienia samobójstwa:

Prawdą było to, że zamierzał on wykonać te wszystkie zbrodnie i inne niegodziwości, o które go posądzano. Prawdą było to, co zamierzał dokonać wraz z innymi winowajcami, wzbudzając gniew i odrazę wszystkich bogów i wszystkich bogiń. Wykonano na nim najcięższą karę śmierci, o którym zadecydowali bogowie.

Były to ciężkie śmiertelne grzechy i zbrodnie na cały świat, których on się dopuścił - to było na temat drugiego maga - kiedy zaś mu udowodniono, że to on się ich dopuścił, sam podniósł na siebie rękę i się uśmiercił.

Sprawa ma jeszcze drugie dno, bo jak można było panującemu czarami zaszkodzić, czy nawet go czarami uśmiercić, to z drugiej strony czarami można go było także chronić.

Zrobiono z wosku figurki wszystkich żywych lub nieżywych przeciwników i wrogów faraona i ich imiona wypisano na nich zieloną farbą - pisze o tym w księdze poświęconej demonowi Apopowi - potem wkłada się je do skrzynki, pluje na nie, a następnie depce lewą „nieczystą” nogą, kłuje nożem, a potem wrzuca do płonącej słomy, którą potem gasi się moczem dojrzałej kobiety. A potem napisane imiona demona Apopa i wszystkich nieprzyjaciół faraona - oby żył wiecznie! - czy to żywych czy to martwych rzuć na ziemię i depcz po nich lewą nogą!

Amulety i rytuały

Do następnej grupy czarodziejskich środków należały amulety - które noszone były po to, by chroniły swego właściciela przed nieprzyjaznymi i szkodliwymi wpływami. Użycie amuletów w starożytnym Egipcie było dość rzadkie do Drugiego Okresu Przejściowego (1790-1580 begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580 begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580 begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580 begin_of_the_skype_highlighting              1790-1580      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting r. p. Chr.), a znane były w tym sensie, jako środek ochronny, o czym czytamy u Pliniusza (z łac. amuletum = ochronny lub leczniczy przedmiot), w okresie Nowego Państwa staje się powszechne i amulety pojawiają się w niewiarygodnym bogactwie form i kształtów oraz przeznaczeń. Staja się one wszechobecne w czasie rozkładu tradycyjnej egipskiej religii i kultury. Można je podzielić według formy na amulety wieczne - drobne przedmioty wykonane z ceramiki, kamienia, metalu czy szkła; pisane - kawałki papirusu lub płótna z tekstami zaklęć, lub rysunkami ochronnych symboli oraz amulety węzłowe - pasy tkaniny z węzłami, czasami dodatkowo wyposażonymi w drobne przedmioty umieszczonymi w węzłach.

Jak dotąd mówiliśmy o magicznych przedmiotach, a teraz powiemy o tym, w jaki sposób je wykorzystywano w magicznych obrzędach. Sam proces użycia tych magicznych środków można - według współczesnych poglądów - porównać do algorytmu, w tym sensie, że przepisuje konkretne procedury i operacje, które muszą być wykonane, by zaklinanie odniosło swój skutek. Zazwyczaj nie było przy tym ważnym to, kto wypowiadał zaklęcie - przy zamawianiu choroby wypowiadał je sam pacjent, albo jego lekarz, zaś przy skomplikowanych operacjach nekromantycznych był to sam mag czy jego pomocnik, który spełniał określone warunki.

Ten, który czarował, musiał przejść określoną procedurę oczyszczenia - jak to robił doktor Sinuhe z powieści Miki Valtari’ego - [Zaklęcie] ma być wypowiedziane przez oczyszczonego człowieka - czytamy w czarodziejskiej księdze demona Apopa. Medialnym pośrednikiem - medium - przy przywoływaniu bogów miała być młoda osoba płci męskiej, jak to ujmuje czarodziejska Księga Londyńska i Leideńska: Przywiedź czystego chłopca, który jeszcze nie był z kobietą.

Młodzieniec musiał wedle księgi wykazywać zdolności medialne, bowiem nie każdy był dostatecznie podatny na sugestię i hipnozę, które - jak sądzę - grały kluczową rolę przy wywoływaniu bogów, świetlistych duchów, demonów i nekromancji. (NB, doskonale przedstawił właśnie taką operację wielokrotnie już tu wspomniany Bolesław Prus, który w „Faraonie”, [tom 2, rozdz. XXIII], pokazuje nam, jak to babilońsko-cheldejski mag i kapłan Beroes ukazuje konającemu Ramzesowi XII człowieka - właśnie nieletniego chłopca, którego modły docierają do uszu Przedwiecznego Amona...) Jeżeli przeszedł on przez ten egzamin, otrzymywał od swego mistrza magiczną ochronę, która mu miała zapewnić bezpieczeństwo w czasie nekromantycznych operacji magicznych.

Amulet sporządzano z pasków z czterech białych, czerwonych, zielonych i niebieskich nici powiązanych w węzły, skropionych krwią dudka. Na ten pasek, dostatecznie długi, by można nim opasać ciało chłopca, nawlekało się mały woreczek ze skarabeuszem utopionym w mleku od czarnej krowy. Poza amuletami, które w różnych kombinacjach służyły magowi do obrony przed złymi duchami i zapewniały powodzenie, przeciwko złym duchom i demonom służyła także magiczna różdżka, która w okresie Starego i Średniego Państwa miała kształt bumerangu z wyrzeźbionymi nań hieroglifami, które zapewniały jej magiczną siłę.

http://www.sm.fki.pl/Lesniakiewicz/Lesniakiewicz.php?nr=Z_Archiwum_H_X



****************

Traktując zupełnie poważnie zakres powyższych informacji poniższego filmiku wcale bym nie lekceważyła i nie traktowała jako fotomontaż.

http://www.youtube.com/watch?v=tnWo1kbu5QE&feature=player_embedded

Zwyczajnie ktoś przypadkowo uchwycił moment materializacji się demona z energii tłumu.
Naprawdę nikt albo mało osób wie co jest pod tym placem i jakie ma to połączenie z Wielką Piramidą.
Jednak nie lekceważyła bym info o podziemnych tunelach , których jest tam mnóstwo.
1301  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:54:10


„Faraon”, tom 1, rozdz. XX

 

Ta księga, to jedna wielka tajemnica. Nie dopuść do tego, by widziało ją oko człowieka , ponieważ to jest szkodliwe dla niej, kiedy przeczyta ja ktoś obcy. Ukrywaj tę księgę! - czytamy w siódmym ustępie XII rozdziału „Księgi zmarłych”. W jej tekstach są opisane wszystkie efekty, które można osiągnąć stosując jej zaklęcia, mówi się o pochodzeniu i znalezieniu czarodziejskich papirusów - jak to ukazuje np. fragment z Papirusu Londyńskiego z przełomu XIII/XII wieku p.n.e.:

Księgę tę objawiono w sali świątyni w Chebjete, a dostała się ona tajemną mocą bogini do rąk bibliotekarza świątynnego. Ziemia była pogrążona w ciemnościach, a Księżyc świecił na tą księgę, gdziekolwiek by ona nie była.

Imperatywny charakter zaklęcia wzmagał się wraz z upływem czasu. Wydaje się być czymś naturalnym, że faraon będący zastępcą jedynego Boga na ziemi, nakazuje pomniejszym bogom w czasie rytuału pogrzebowego, by odstąpili część swej mocy duchowi jego zmarłego ojca - co Bolesław Prus opisał bardzo dokładnie w trzecim tomie „Faraona”, w rozdziałach IV i V, jednakże o znacznym upadku religijności świadczy fakt, że czarodzieje z czasów rzymskich zwracał się do bogów już tylko w sprawach dotyczących marnego żywota ziemskiego. Przyczyny tego stanu rzeczy możemy jednak widzieć w procesach, które zgubnie wpłynęły na egipskie życie religijne: obce kulty, rywalizacja pomiędzy faraonami a kapłanami, napływ mniejszości narodowych, zakulisowe walki o władzę i niezrozumiałe dla prostego ludu rytuały religijne. Do tego należałoby dodać jeszcze rozwój czarodziejskich i nekromantycznych praktyk, czarnej magii i negatywistycznych kultów bogini Amemait - postrachu wszystkich zmarłych, demona Apopa, wroga Słońca w kształcie ogromnego węża Sutecha (Seta, Setha) znanego jako „ucieleśnienie wszelkiego zła”, „złoczyńcy pomiędzy bogami”, Kuka - boga ciemności „którego władza już się skończyła”, itd.

Powstanie kultu Seta

Kult Seta istniał rzeczywiście, nie tylko na papirusach. Jeden z przyczynków do jego powstania opisuje Bolesław Prus w roku 1895, który w „Faraonie” tak opisuje dramatyczny przełom w życiu kapłana Samentu, który spowodowany był znalezionym przezeń szkieletem prawiekowego gada w podziemnych jaskiniach półwyspu Synaj:

Kiedy miałem dwadzieścia pięć lat, byłem kapłanem Ozyrysa...

- Ty?... - zdziwił się Ramzes.

- Ja, i zaraz powiem, dlaczego wstąpiłem do służby Seta. Wyprawiono mnie na półwysep Synaj, aby tam wybudować małą kaplicę dla górników. Budowa ciągnęła się sześć lat, a ja zaś mając dużo wolnego czasu włóczyłem się między górami i zwiedzałem tamtejsze pieczary.

Czego ja tam nie widziałem! ... Korytarze długie na kilka godzin; ciasne wejścia, przez które trzeba było pełzać na brzuchu; izby tak ogromne, że w każdej zmieściłaby się świątynia. Oglądałem podziemne rzeki i jeziora, gmachy z kryształów, jaskinie zupełnie ciemne, w których nie było widać własnej ręki, albo znowu tak widne, jakby w nich świeciło drugie słońce...

Ile razy zbłąkałem się w niezliczonych przejściach, ile razy zgasła mi pochodnia, ile razy stoczyłem się w niewidzialną przepaść!... Bywało, żem po kilka dni spędzał w podziemiach żywiąc się prażonym jęczmieniem, liżąc wilgoć z mokrych skał, niepewny, czy wrócę na świat.

Za to nabrałem doświadczenia, wzrok zaostrzył mi się i polubiłem te piekielne krainy. [...] Gmachy ludzkie są kretowiskami wobec niezmiernych budowli wzniesionych przez ciche i niewidzialne duchy ziemi.

Raz jednak spotkałem rzecz straszną, która wpłynęła na zmianę mojego stanowiska.

Na zachód od kopalni Synaj leży węzeł wąwozów i gór, wśród których często odzywają się podziemne grzmoty, ziemia drży, a niekiedy widać płomienie. Zaciekawiony wybrałem się tam na czas dłuższy, szukałem i dzięki niepozornej szczelinie odkryłem cały łańcuch olbrzymich pieczar, pod których sklepieniami mogłaby się pomieścić najwyższa piramida.

Kiedy się tam błąkałem, doleciał do mnie silny zapach zgnilizny, tak przykry, że chciałem uciec. Przemógłszy się jednak wszedłem do pieczary, skąd pochodził, i zobaczyłem...

Racz wyobrazić sobie, panie, człowieka, który ma nogi i ręce o połowę krótsze niż my, ale grube, niezgrabne i zakończone pazurami. Dodaj temu kształtowi szeroki, z boków spłaszczony ogon, na wierzchu powycinany jak grzebień koguci; dodaj do tego bardzo długą szyję, a na niej - ptasią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję pokrytą na grzbiecie zagiętymi kolcami...

Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...

- To coś bardzo brzydkiego - wtrącił faraon - Zaraz bym to zabił...

- To nie było brzydkie - mówił kapłan wstrząsając się. - Bo pomyśl panie, że ten potwór był wysoki jak obelisk...

Ramzes XIII zrobił gest niezadowolenia.

- Samentu - rzekł - zdaje mi się, żeś swoje pieczary zwiedzał we śnie...

- Przysięgam ci, panie, że mówię prawdę. - Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go sobie najuważniej...

 

---oooOooo---

Wybacz mi Czytelniku tę dygresję, ale muszę tutaj dodać coś od siebie, a mianowicie - Bolesław Prus z niesamowitą intuicją przewidział to (a może miał po temu jakieś konkretne dane - kto wie? - to kolejna tajemnica XIX wieku), iż zostanie udowodniony w XX wieku fakt kontaktów ludów z basenu Morza Śródziemnego z dinozaurami. Prof. dr Bernard Huevelmans w swej biblii kryptozoologów pt. „Na tropie nieznanych zwierząt” (Warszawa 1963) w pełni potwierdza istnienie niektórych dinozaurów w czasach rozkwitu Egiptu, Babilonu czy Asyrii.

NB, słynny fiński pisarz Mika Valtari w swej kultowej powieści „Egipcjanin Sinuhe” także opisuje spotkanie głównego bohatera z tajemniczym gadem morskim, w podziemiach minojskiej Krety, którą to scenę literalnie zerżnął z „Faraona”. Za Bolesławem Prusem poszedł cały legion autorów powieści, nowel i opowiadań grozy, że wspomnę tylko H. Ph. Lovecrafta czy jego następcę R. E. Howarda oraz E. A. Poë, a na japońskich twórcach potworów z filmów Inoshiro Hondy i Takao Okawary skończywszy. Powróćmy jednak do opowieści Samentu o Godzilli z Synaju:

---oooOooo---

- Więc on żył?

- Nie. To był już trup, bardzo dawny, ale tak zachowany, jak nasze mumie. Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może i nieznane sole ziemi.

Było to moje ostatnie odkrycie - ciągnął Samentu. Nie wchodziłem już do jaskiń, alem dużo rozmyślał. Ozyrys - mówiłem - tworzy wielkie istoty: lwy, słonie, konie... - zaś Set rodzi węża, nietoperza, krokodyla... Potwór, którego spotkałem, jest na pewno tworem Seta, a ponieważ przerasta wszystko, co znamy pod słońcem, więc Set jest mocniejszym bogiem, niż Ozyrys...


„Faraon” tom 3, rozdz. VIII

Tak więc wygląda na to, że właśnie wtedy Ozyrys przegrał swoją walkę z Setem...

cd.....
1302  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:52:49


Sprawa 001/X - MAGIA W STAROŻYTNYM EGIPCIE


 

Wielu klasycznych pisarzy uważało Egipt za źródło powstania wiedzy magicznej. Starożytność jego cywilizacji, ogrom świątyń i piramid, tajemniczy bogowie ze zwierzęcymi głowami, zagadkowe hieroglify, rytuały przeznaczone dla zmarłych i boska aura faraonów, stworzyły mamiącą i cudowną atmosferę Egiptu, która dla wyznawców okultyzmu nigdy nie znikła w pomroce zapomnienia.

Richard Cavendish - „Historia magii”

---oooOooo---

Termin magia pochodzi najprawdopodobniej od perskiego słowa oznaczającego siłę, władzę albo wielkość - co wedle innych zbliżonych definicji można pojmować także jako aktywność zmierzającą do osiągnięcia celów, a które to czynności nie są wyjaśnialne na zasadzie związku przyczynowo-skutkowego - zaś innymi słowami mówiąc w znaczeniu praktycznym - jest to działalność człowieka na poza-fizycznym poziomie. Taką też definicję będziemy mieli w pamięci, kiedy będziemy mówić o magii praktykowanej w starożytnym Egipcie od czasów najdawniejszych, ginących w pomroce dziejów, aż do czasów hellenistycznych, tj. od roku 3000 do roku 30 p. n. Chrystusa.

Sam przedmiot badań możemy analizować, wedle prac Františka Lexy, w trzech zasadniczych grupach:

v Magia na potrzeby życia codziennego;

v Magia na potrzeby życia pozagrobowego;

v Magia na potrzeby łączności naszego świata ze światem sił pozagrobowych, w którego realność antyczni Egipcjanie święcie wierzyli.

Szczególnie interesującą dla nas jest ten ostatni rodzaj magii, w której różne zaklęcia i wersety z „Księgi Zmarłych” uznawane jako pomoce nawigacyjne w podróży duszy ludzkiej poprzez świat umarłych, nie dadzą się nijak porównać z praktykami staroegipskiej nekromancji, w czasie których wedle tradycji, były wywoływane duchy zmarłych ożywiane mumie i uruchamiane były najstraszliwsze pozagrobowe siły i moce, a co straszy teraz naiwnych z ekranów kin i telewizorów w kiczowatej szmirze made in Hollywood...

 

Przesłanie z państwa Ozyrysa

O, sędziowie i uczeni, urodzeni i sławni i wszyscy ostatni ludzie, którzy wstąpicie kiedykolwiek do tego grobu, podejdźcie bliżej i słuchajcie mojej opowieści! - czytamy z napisu na grobowcu żony Taimhotepa w Aleksandrii. 30-letnia małżonka Wielkiego Księcia Memfisu, która w 42 r. p.n.e. odeszła na tamten świat, mówi o cierpieniu w ciemnym państwie wiecznego zapomnienia i smutek emanujący z jej słów dobiega do nas nawet po tylu stuleciach:

Na co zdają się lata, przez które nie żyjemy na Ziemi? Kraj Zachodu jest krainą snu i ciemność ciężko spoczywa na tych, którzy się tam dostali. Cienie ich cierpią i nie mogą liczyć na to, by ujrzeli swych braci. Nie widzą swych ojców, ani swych matek, daremnie rozglądają się za swymi małżonkami i dziećmi.

Woda życia, która jest na ziemi, należy się każdemu, ale moim udziałem tutaj jest pragnienie. Woda sama przypływa do tego, który jest na ziemi, ja jestem spragniona, choć woda jest tuż obok mnie, dlatego nie wiem, gdzie ona jest, odkąd przybyłam do tego smutnego ustronia. Daj mi cieknącą wodę, albo wskaż drogę wiodącą ku wodzie, nadstaw ma twarz ku północnemu wiewowi wiatru nad brzegiem rzeki, proszę, abyś wybawił moje serce od tego utrapienia.

Śmierć woła każdego. „Chodź do mnie” - to imię śmierci. Wszyscy, których do siebie woła, idą ku niej, choć serca ich pełne są strachu. Nie ma ani boga, ani człowieka, który odważyłby się na nią spojrzeć. Ma ona w swych rękach to co wzniosłe i proste, a nikt jej nie może się oprzeć. Jej ręka spocznie na każdym, na kim zechce: odbiera dzieci matce, na próżno chce uciec jej starzec. Wszyscy proszą ją o litość, ale ona nikomu nie odpuści - nie przychodzi do tego, który ją wzywa, nie słucha tego, kto się do niej modli, ani tego, który ją wielbi.

„Pieśń harfiarza”, która powstała na dwadzieścia stuleci przed napisem na grobie Taimhotepa, mówi nam jeszcze, że: Z tamtego świata jeszcze nikt nie wrócił. Nikt nie może powiedzieć, jak martwi wyglądają i czego im trzeba. Pamiętaj, że nikomu nie jest dane zabrać ze sobą swój majątek. A z tych, którzy tam odeszli - nikt już nie powraca.

Te słowa wydają się szczególnie dziwne w porównaniu z kultem zmarłych, który rozwinął się w starożytnym Egipcie. W kulturze, w której dobro osób zmarłych było stawiane na pierwszym miejscu, o przemijającym ziemskim życiu musimy poszukać prawdy w magicznych tekstach, a nie w zapisanych pieśniach żałobników.

Egipt starożytny - tabela chronologiczna

Państwo Dynastia Lata

Egipt pod panowaniem Cesarstwa Bizantyjskiego 395-641

Okres Rzymski 30-395

Okres Ptolemejski 332-30

Drugie panowanie perskie 341-332

EPOKA PÓŹNA XXX 378-341

XXIX 398-379

XXVIII 404-399

XXVII 525-404 [Pierwsze panowanie perskie]

XXVI 663-525

XXV 715-663

XXIV 720-715

XXII-XXIII 950-720

XXI 1085-990

NOWE PAŃSTWO XX 1200-1085 begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085 begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085 begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085 begin_of_the_skype_highlighting              1200-1085      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

XIX 1345-1200 begin_of_the_skype_highlighting              1345-1200      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1345-1200 begin_of_the_skype_highlighting              1345-1200      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

XVIII 1570-1345 begin_of_the_skype_highlighting              1570-1345      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1570-1345 begin_of_the_skype_highlighting              1570-1345      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

ŚREDNIE PAŃSTWO XVII 1610-1570 begin_of_the_skype_highlighting              1610-1570      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1610-1570 begin_of_the_skype_highlighting              1610-1570      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

XV-XVI 1670-1570 begin_of_the_skype_highlighting              1670-1570      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1670-1570 begin_of_the_skype_highlighting              1670-1570      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting [Panowanie Hyksosów]

XIII-XIV 1778-1670 begin_of_the_skype_highlighting              1778-1670      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1778-1670 begin_of_the_skype_highlighting              1778-1670      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

XII 1991-1792

XI 2052-1991

STARE PAŃSTWO IX-X 2190-2052

VI-VIII 2350-2190 begin_of_the_skype_highlighting              2350-2190      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              2350-2190 begin_of_the_skype_highlighting              2350-2190      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

V 2480-2350 begin_of_the_skype_highlighting              2480-2350      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              2480-2350 begin_of_the_skype_highlighting              2480-2350      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting

IV 2600-2480

III 2650-2600

I-II 2850-2650

Źródło: „Encyklopedia popularna PWN”, tom 3, Warszawa 1997

Powrót z tamtego świata

Jak to wynika z różnych cytatów ze staroegipskich magicznych papirusów, dusze osób zmarłych nie tylko wracały z zaświatów, ale istniały konkretne wyobrażenia o ich wyglądzie. Sprawiedliwy i szlachetny człowiek stawał się po swej śmierci Promieniującym duchem przebywającym w towarzystwie bogów i zapewniał on ich pomoc i opiekę nad swymi żyjącymi bliskimi, a także tym, którzy odpowiednimi rytuałami zyskali jego przychylność. Duch złego człowieka nazywany martwym duchem był wykluczony z obiegu pośmiertnego życia i przebywał na skraju pustyni, gdzie jako złowroga istota wkraczał do ludzkich siedzib i tam się na ludziach srodze mścił - wchodząc w ciała żywych powodował padaczkę, szaleństwo czy choroby zakaźne.

O możliwości spontanicznego powrotu zmarłych bogów i duchów mówi znana historia o faraonie Tutmozisie IV władającym w latach 1413-1405 begin_of_the_skype_highlighting              1413-1405      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1413-1405 begin_of_the_skype_highlighting              1413-1405      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting p.n.e. Granitowa stela znaleziona między łapami Sfinksa mówi, że kiedy faraon zdrzemnął się w południe pod tą ogromną rzeźbą zmęczony polowaniem, objawił mu się we śnie bóg Haremachet, który rozkazał mu oczyszczenie Sfinksa z pokrywających go warstw piasku, co Tutmozis bez wahania rozkazał wykonać.

W opowiadaniu o cudownym uzdrowieniu księżniczki Bentreshe, faraon Ramzes II z XIX Dynastii zwany Ramzesem Wielkim (ok. 1290-1224 begin_of_the_skype_highlighting              1290-1224      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1290-1224 begin_of_the_skype_highlighting              1290-1224      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting r. p.n.e.) udał się ze swoją prośbą do posągu tebańskiego boga Księżyca Chonsa, który odpowiedział mu skinieniami głowy i słowami. W staroegipskich hieroglificznych inskrypcjach bardzo często pojawia się tematyka kontaktów faraonów z bogami, co najlepiej udowadnia opowiadanie o narodzinach, młodości i koronacji królowej Hatshepsut z XVIII Dynastii (1490-1468 begin_of_the_skype_highlighting              1490-1468      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              1490-1468 begin_of_the_skype_highlighting              1490-1468      end_of_the_skype_highlighting      end_of_the_skype_highlighting r. p.n. Chr.) z rozbudowanej przestrzennie świątyni w Der el-Bahr.

 

Tajemnice nekromancji

Wywoływanie duchów zmarłych, ściślej zwane nekromancją, jest dokładnie opisane w demotycznych, magicznych księgach z muzeów Londynu, Leidy i Luwru. Znajdziemy tam całe przepisy, w jaki sposób przywoływać nie tylko bogów i świetliste duchy, ale także złe i demoniczne istoty, dusze zatracone. Nekromancja powstała dzięki chęci poznania rzeczy ukrytych, teraźniejszych, przeszłych i przyszłych - co wynika z samej jej nazwy. Nekromancja pozwala na przyjmowanie rozkazów z innego świata i wydawanie rozkazów istotom w nim przebywającym. Wszystkie te czynności, oczywiście, były głęboko zrytualizowane.

Wiedza starożytnych Egipcjan o istnieniu, wyglądzie i działalności demonów była o wiele bardziej złożoną, niż wiedza europejskich magów na przełomie Średniowiecza i Odrodzenia. Z pisemnych i rzeczowych źródeł wiemy, że było ich ponad 200. Imion wielu z nich zapomniano, bowiem ich imion nie można było zapisywać i wymawiać, na zasadzie „nie wywołuj wilka z lasu”...

Wszystkie demoniczne istoty były obdarzone nadprzyrodzoną siłą i poza czarodziejskimi różdżkami, amuletami i inną magiczną bronią, można je było przegonić przy pomocy ognia. Z pomiędzy tych, które złowrogich stworów można wspomnieć te, których imiona związane są z ich fizycznymi właściwościami: Czerwonooki, Ślepogłowy, Białozęby, Dalekokroczący, Czaszkogłowy, itp. Osobną podgrupę stanowią demony towarzyszące bogini wojny Sachmet, którzy w każdym roku rozsiewali w Egipcie mór. Jednak najwięcej informacji zostało na temat podziemnych demonów opisanych w tekstach „Księgi zmarłych”. Niektóre z nich strzegły bram podziemnego królestwa przed „nieczystymi”, inne zaś krążyły po podziemnym państwie Ozyrysa i w tej ciemnej krainie jedzeniem ich były ciała zmarłych, zaś napojem - ich krew.

Ze złymi duchami zazwyczaj egipski mag się nie zadawał, a kiedy się zbliżyły, to używał zwierciadła by je odegnać, zaś kiedy weszły do ciała jakiejś osoby, wypędzał je - co nie było prostą i łatwą czynnością.

Magiczne teksty i zaklęcia

Podstawową czynnością w magicznej działalności (i to nie tylko w Egipcie) było zaklinanie służące przywołaniu, opanowaniu i odwołaniu z powrotem na plan astralny istot z zaświatów. Najstarszym i najprostszym czarodziejskim środkiem, który zrodził się wraz z językiem mówionym, było zaklęcie. Wygłaszanie jego tekstu, już to z pamięci, już to z zapisu miało zawsze brzmienie rozkazujące, wzmacniane jeszcze dodatkowo odpowiednią wokalizacją i gestykulacją. I tak najstarsze zaklęcia występowały tylko w formie rozkazu - nakazu czy zakazu - później łączono je z innymi tekstami i używano także do innych celów. Czarodziejskie zaklęcia były często ściśle utajniane i tak poza ich właścicielem nikt nie mógł ich używać, czy nawet przeczytać, inaczej traciły moc.

Bolesław Prus w swej powieści, niejednokrotnie podaje przykłady takich magicznych formuł:

Ojcze niebieski, łaskawy i miłosierny, oczyść duszę moją... Ześlij na niegodnego sługę swoje błogosławieństwa i wyciągnij wszechmocne ramię na duchy buntownicze, abym mógł okazać moc Twoją...

Oto znak, którego dotykam w waszej obecności. Otom jest - ja - oparty na pomocy bożej, przewidujący i nieustraszony... Otom jest potężny i wywołuję was i zaklinam... Przyjdźcie tu, posłuszne w imię Aye Saraye, Aye Saraye...[...]

W imię wszechmocnego i wiekuistego Boga... Amorul, Tanecha, Rabur, Latisten... […]

 imię prawdziwego I wiecznie żyjącego Eloy, Archima, Rabur, zaklinam was i wzywam... Przez imię gwiazdy, która jest słońcem, przez ten jej znak, przez chwalebne i straszne imię Boga żywego...

cd...
1303  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:49:19
Woda na Saharze.

Woda na Saharze

 

Kto chce znaleźć wodę na Saharze, musi dotrzeć pod ziemię. Płynie tam ocembrowanymi kanałami skrytymi kilkanaście metrów pod piaskiem pustyni. Są one obudowane blokami piaskowca i ciągną się setki kilometrów. Ich początek znajduje się prawdopodobnie w górach Atlas w północno-zachodniej części Sahary, nie odkryto jednak, dokąd one biegną. W każdym razie woda w nich jest krystalicznie czysta.

Fakt zbudowania podziemnych strumieni świadczy o wysokim poziomie wiedzy i techniki twórców tego wodociągu. Co prawda, nie wiadomo, kto go zbudował, nie jest jednak wykluczone, iż mogli tego dokonać kolonizatorzy z Atlantydy jeszcze przed jej zatopieniem. Nie dziwmy się, że na miejsce osiedlenia wybrali Saharę - dziś niegościnna pustynia, kilkanaście tysięcy lat temu była tętniącą życiem sawanną. Zachowały się rysunki naskalne przedstawiające stada zwierząt i polujących na nie myśliwych. Wodociągi służyły nawodnieniu żyznej krainy.

Również na innych terenach Afryki znaleziono ślady działalności jakiejś niezwykłej cywilizacji. W Nigerii, niedaleko osady Wamba, tamtejsze karawany wielbłądów, a ostatnio i samochody, mogą wygodnie poruszać się tunelem o szerokości 400 metrów i długości kilkuset metrów, o półkolistym

sklepieniu. Został on wykopany pod dnem rzeki wypływającej z jeziora Tanganika. W Kenii, w Afryce Wschodniej, już dawno temu znaleziono dziwne, wysokie na kilkanaście metrów budowle wykonane z palonej cegły, podobne do przysadzistych wież, ale bez jakichkolwiek drzwi czy okien. Mogły one spełniać rolę wentylatorów, dostarczających powietrze do podziemnych tuneli. Konstrukcje o podobnym przeznaczeniu buduje się teraz na przykład przy metrze.


http://www.dzikimietek.com/twopiteracka-mainmenu-61/53-spostrzeienia/288-dziwny-swiat-podziemny.html
1304  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:47:33
Greta na innym forum.

No to cos jeszcze na temat tablic z ksiazki "Pradawna tajemnica Kwiatu Zycia"Melchizedeka,tom II strona.354:
  "Otoz w listopadzie 1996 roku skontaktowal sie ze mna pewien czlowiek z Egiptu,ktory oswiadczyl,ze dokonano tam niezwyklego odkrycia.Podobno na powierzchni ziemi miedzy lapami Sfinksa pojawila sie kamienna tablica.Byl na niej napis informujacy o Archiwum i pomieszczeniu znajdujacym sie pod Sfinksem.

Egipski rzad natychmiast usunal znalezisko,aby nikt nie mogl odczytac napisu.Nastepnie zaczeto kopac miedzy lapami Sfinksa i odkryto w ten sposob pomieszczenie,ktore znalezli Japonczycy w roku 1989.Lezal tam zwoj lin oraz gliniane naczynie.Moj rozmowca twierdzil,ze przedstawiciele rzadu odnalezli rowniez tunel prowadzacy z tego pokoju do innego okraglego pomieszczenia,z ktorego wychodzily trzy kolejne tunele.W jednym z nich,biegnacym w kierunku Wielkiej Piramidy,odnaleziono [rzedmioty,jakich nigdy dotad nie widziano.Na poczatku badacze natrafili na pole swiatla,ktore blokowalo przejscie.Stosowano rozne sposoby,ale nic nie zdolalo przez nie przeniknac,nawet kula z pistoletu.Kiedy jeden z czlonkow ekipy probowal zblizyc sie do swiatla,natychmiast zle sie poczul i zaczal wymiotowac.Mimo to probowal dalej,ale wkrotce zaniechal,bowiem mial wrazenie,ze to go zabije.O ile wiem,nikt dotad nie dotknal swietlistej tarczy.

Takze i nad polem,pod powierzchnia ziemi,rzad egipski natrafil na niezwykle zjawisko.Znaleziono tam dwunastopietrowy budynek ukryty pod ziemia!"

Podsumowujac,pozniej udalo sie zdezaktywowac to pole swiatla a dokonal tego ktos ,kto nie chce aby podawac publicznie jego nazwisko.W Australii pokazywal film wideo z nagraniem wejscia,a przyjaciele Melchizedeka go widzieli i potwierdzili jego prawdziwosc.

Tak wiec tych zagadek,ktore zostaly rozwiazane jest multum a Pan Mubarak o tym wszystkim wie i trzyma sie a raczej trzyma w szachu innych,ktorzy chcieliby byc moze,ale niestety.
A my ,maluczcy ,jestesmy niestety bardzo z tylu tych wiadomosci i sadze,ze nigdy sie niczego sensownego nie dowiemy,no chyba ze przejdziemy w inna gestosc i bedzie po wszystkim.
1305  KOD PESZEROWY / Stary Testament / Odp: CIEKAWOSTKI O EGIPCIE. : Luty 10, 2011, 15:43:03
Wojny Bogów...

Temat niezwykle ciekawy , przeniosłam część info z innego forum zapoczątkowane przez Kronos.


Temat utworzony po podziale innego wątku.


Trochę odbiegnę od tematu,ale to przy końcu może Was zaciekawić.Fragment z książki Josepha f.Farella Wojna nuklearna sprzed 5000 tyś lat
  W książce przedstawiono argumenty na rzecz hipotezy,że w naszym Układzie Słonecznym w paleostarożytności rozegrała się wojna kosmiczna.Niektóre argumenty są oparte na osiągnięciach współczesnej nauki,na starożytnych tekstach oraz na osobliwym styku między tymi dwoma dziedzinami,który umożliwia rekonstrukcję paleostarożytnej fizyki z fragmentów tych tekstów.
Do ustalenia chronologicznych ram tej wojny przyjęto hipotezę Toma Van Flanderna,zgodnie z którą 65 000 000 begin_of_the_skype_highlighting              65 000 000      end_of_the_skype_highlighting begin_of_the_skype_highlighting              65 000 000      end_of_the_skype_highlighting i 3 200 000 lat temu nastąpiły dwie eksplozje planet.W tych ramach czasowych osadzono wojnę w panteonie bogów,o której wspominają tu analizowane teksty mezopotamskie.Jak pokazano także,data 3 200 000 lat temu jest zgodna z zarówno z tekstami jak i mitami tradycji wedyjskiej (wielkie YUGA) jak i z sumeryjską Listą królów.
  Jako podstawy fizyczne umożliwiające dokonania poważnego zniszczenia powierzchni planety wskazano fizykę plazmy Alfevna i Peratta.Dodatkowym potwierdzeniem są zgromadzone przez Peratta na temat petroglifów,które wskazują że ludzie obserwowali ogromne wyładowania i niestabilności plazmy bardzo,bardzo dawno temu (aczkolwiek nie w granicach  czasowych jakie wynikały by z hipotezy van Flandernaczy to w wersji pierwotnej ,czy poprawianej).Co więcej,wskazano,że zjawiska te dostatecznie dobrze wyjaśniają podobieństwo Marsa do mitycznego motywu "zranionego wojownika",gdyż bardzo wyraźny obiekt terenowy na Marsie Valles Marineris ma cechy wskazujące na jego powstanie w wyniku ogromnego wyładowania elektrostatycznego.Prawie prostolinijny kstalt Valles Marineris wskazuje także ,że wyładowanie było sterowane w sposób inteligentny wzdłóz powierzchni planety.może lepszym określeniem było by wycelowanie
  Jak pokazano fizyka plazmy niepokojąco wiąże się z hitlerowskim projektem "Dzwon" z okresu II wojny światowej,a także fizyka skalarną.Zjawiska oparte na tej fizyce - zgodnie z na nieświetleniem zagadnienia pulsarów Paula La Violette'a mogą posłużyć do utworzenia galaktycznej sieci telekomunikacyjnej,a także są dostatecznie potężne by doprowadzić do eksplozji planety w ramach celowych działań wojennych,na co wskazują enuma elisz i inne teksty mezopotamskie.
  Starożytne teksty wyraźnie wskazują,że wojna toczyła się o technologię zwaną tablicami przeznaczenia,która zapewniała hegemonię i która posłużyła jako narzędzie tej wojny.Wyraźnie rysują się związki miedzy tą technologią a wzmiankami niektórych legend egipskich takich jak te dotyczące budowy edfu,Księga Umarłych oraz legendy dotyczące zniknięcia szmaragdowych i szafirowych tablic boga Totha.Tablice te miały związek "kamieniami mocy",które zostały zinwentaryzowane przez Ninurtę,zanim część została zniszczona,część zachowana,a część ukryta w bezpiecznym miejscu.Taka inwentaryzacja kamieni ogromnie przypomina postępowanie Aliantów po II wojnie św. w pokonanych Niemczech.Podobieństwo to nadaje starożytnym mitom charakter autentycznych,choć już słabo pamiętanych wydarzeń historycznych.
 Tablice przeznaczenia jak sie spekuluje na podstawie starannej analizy skomplikowanej,mitologicznej symboliki z nimi związanej,były indeksami siatek interferometrycznych oprogramowaniem bądź innego rodzaju informacją niezbędną do kierowania bronią.Należało je podłączyć do urządzeń bądź systemów broni o ogromnej mocy niszczącej,opartej na fizyce skalarnej,chociaż charakter tej broni nie jest jeszcze nam znany.
  Tradycje i symbole przekazane w omówionych tu tekstach wskazują także na niektórych uczestników tej wojny kosmicznej - są nim brakująca obecnie planeta (Nibiru) która uległa eksplozji,Mars,Saturn,Księżyc Ziemi oraz sama Ziemia.W Tej książce przedstawiono materiały dowodowe potwierdzające istnienie obiektów zaprojektowanych przez istoty inteligentne: od anomalnych cech naszego księżyca przez dobrze (i słabiej ) znane anomalie na powierzchni Marsa,po śmiałą hipotezę Richarda C. Hoaglanda,że  księżyc Saturna Iapetus sam jest wielkim sztucznym satelitą.
  Hipoteza wojny kosmicznej wymaga przyjęcia,że istnieli inteligentni obserwatorzy opisywanych wydarzeń to nie tylko na tamtych planetach,ale także na Ziemi.W związku z tym zaprezentowana materiały dowodowe pochodzące z obszernej pracy Crema i Thompsona,dotyczącej blokowania publikacji odkryć archeologicznych sugerujących,ze współczesny człowiek istnieje znacznie dłużej,niz wynikało by to ze standardowych modeli biologicznych,paleontologicznych i antropologicznych opartych na teorii ewolucji.Przedstawiono ślady świadczące o tym,że ktoś inteligentny,mający cechy podobne do ludzkich,istniał na Ziemi wiele milionów lat temu i to w granicach czasowych pasujących do granic wytyczonych przez hipotezę van Flanderna o eksplozji planety.
Jak jasno wynika z powyższego,uważam,że hipoteza wojny kosmicznej jest oparta na dostatecznie przekonujących argumentach,a może jest najlepszą hipotezą,jaką można było wysunąć dla wyjaśnienia tych materiałów dowodowych.
  Z hipotezą tą wiążą się róże niepokojące możliwości.Niektóre z nich zostały już wspomniane w tej książce.Ale jest ich więcej i mają charakter spekulacji typu ,,a co jeśli ...."
tablice przeznaczenia i ich odpowiedniki,tablice boga Thota są nierozerwalnie związane z Mezopotamią i Egiptem,zaś przez symboliczne zależności miedzy górami,ciałami niebieskimi,bogami i piramidami,a także nierozerwalnie budowanymi w tych krajach sztucznymi górami czyli piramidami i zikkuratami.Spekulowano zatem w tej książce,że może niektóre pozostałości tych tablic leża gdzieś w tamtych miejscach ukryte pod piaskiem i mułem nagromadzonym przez tysiąclecia.
  Z tym właśnie punktem związane są te niepokojące możliwości - mianowicie,że ktoś gdzieś może ich tam poszukiwać.Wskazałem na te możliwości w sposób zawałowany w książce :Gwiazda śmierci z Gizy: w następującym akapicie:
"Od XIX wieku aż do początku II wojny światowej w XX wieku amerykańscy i niemieccy uczeni przekopywali stanowiska na Bliskim Wschodzie,mając na względzie tylko jeden cel: wskazanie swego pochodzenia od tych starożytnych społeczeństw lub choćby związków miedzy nimi.Było to pierwsze nasilenie "wojny kulturowej" wyrażającej się w swego rodzaju imperializmie społecznym,gdy dominująca kultura anglo-amerykańska oraz rywalizująca z nią kultura niemiecka zgłaszały pretensje do szczytnego starożytnego pochodzenia.Według Anglo-Amerykanów ich rodowód miał się wywodzić od Egiptu przez Grecję i ostatecznie do Ameryki.Według Niemców ich rodowód miał się wywodzić od Atlantydy przez Sumer i Indie do Niemiec
  Poszukiwania te skazane były jednak na niepowodzenie,opierały,opierały się bowiem na idei znlezienia "prawdziwych" począdków w Egipcie albo Sumerze tak jakby te dwie kultury były przeciw wstawne i niezwiązane ze sobą.W rzeczywistości jak pokazano jest całkiem inaczej,gdyż istnieją dowody świadczące o tym,że obie te kultury przechowały,każda na swój sposób we własnych miastach,starsze opowieści o wojnie kosmicznej i technologiach jakie były w niej użyte.
Niemniej poszukiwania były prowadzone,a najbardziej wytrwale przez Niemców gdyż w Niemczech żyli najwybitniejsi i najbardziej znani ówcześni archeolodzy - specjaliści od dziejów Sumeru i Asyrii.Zainteresowanie Niemców starożytnym Wschodem wyrażało się między innymi popularnością tłumaczeń mitów mezopotamskich na język niemiecki.Jest więc możliwe,że podczas oszalałych lat międzywojennych w okresie Republiki Weimarskiej,gdy istniały liczne tajne stowarzyszenia gloryfikujące starożytną superrasę,od której rzekomo wywodziły się Niemcy,ten prąd kulturowy zmaterializował się w postaci zorganizowanego przedsięwzięcia mającego na celu odnalezienie i odzyskanie owych starożytnych technologi.Zaś w warunkach Trzeciej Rzeszy gdy pod komedą Reichsfuihrera SS Heinricha Himmlera działał osławiony Ahnenerbediendst (urząd ds. okultystycznych i rodowodowych),z pewnością istnial klimat sprzyjający takiej paleofizycznej interpretacji starożytnych tekstów jaką przedstawiono w tej książce.
To doprowadziło do intensywnych ,ale bardzo tajnych działań Niemców na obszarze dzisiejszego Iraku (więc wszystko na to się składa,że ta cała wojna o ropę to także przykrywka,większość osób,która się z też zetknęła to to potwierdza).
Zainteresowanie nazistów tym krajem,który wówczas znajdował się pod silnymi wpływami brytyjskimi sięga lat 20' XX wieku,gdy partia narodowo-socjalistyczna dopiero powstawała.Nie powinno być więc zaskoczenie,że w Tebrizie,w sąsiadującej z Irakiem Persji osiedlił się w Detlef Schumude,czołowy działacz słynnego Thule Gesellschaft (tajnego stowarzyszenia,które sponsorowało NSDAP długo po wojnie),redaktor czasopisma "Ostara" tegoż stowarzyszenia,a przy tym kawaler Orderu Nowych Templariuszy(ONT) von Liebenfela.Schumude prowadził z stamtąd poszukiwania "Ukrytych panów".Udział o takim znaczeniu i pozycji jak Shumude wskazuje,że to on był koordynatorem zbierania faktów i informacji na zlecenie tego środowiska.
W 1939 roku kierowany przez admirała Wilchelma Canarisa Abwehrabeteilung,czyli niemiecki wywiad wojskowy,wysłał na Bliski Wschód doktora Paula Levekhuna z zadaniem poszukiwania sojuszników w społecznoścach muzełmańskich żyjacych pod panowaniem i wpływami brytyhjskimi.Baza jego działań był również Tebriz w Persji.Co najbardziej interesujące,w śród zwerbowanych przez niego sojjuszników był sam Rashid Ali,pronazistowski premier Iraku,obalony dwa lata później w wynik inwazji brytyjczyków w tym regionie.
  Siatkę irackich agentów Abwehy Canarisa przejął Himmler w 1944r. gdy okazało się,że Canaris był zamieszany w spisek mający zabicie Hitlera w zamachu bombowym tego samego roku.Rzecz ciekawa,z rozkazu Himmlera kierownictwo nad tymi agentami objął baron Rudolf von Sebottendorf,jeden z głównych założycieli Thule Gesellschaft (podobnie jak Shmmude) kawaler Orderu Nowych Templariuszy!Można z tego wywnioskować,że rzeczywista sieć agentów niemieckich w iraku była oparta na sieci owego tajnego stowarzyszena w tym regionie,prawdopodobnie utworzonej przez Shmmudego.
Należy także wspomnieć o jeszcze jednym związku Karl Maria Willigut alias Weihstorzwany razputinem Himmlera,dokonał w 1940 roku wielu odkryć archeologicznych,które wskazywały na obecność człowieka w irackiej prowincji Irbil w okresie aż 10.000 lat przed naszą erą.
Nie wiadomo co się stało z siecią irackich agentów Thule i SS po 1945 roku,ale interesujące jest,że wkrótce po zakończeniu wojny znaleziono zwłoki von Sebottendorffa pływające w cieśninie Bosfor,koło Stambułu
Jeśli dodać do tego fakt ,że zarówno Niemcy jak i Francja udzieliły ogromnej pomocy reżimowi Saddama Husajna przy badaniach archeologicznych,a także fakt dzisiejszej działalności wojskowej Amerykanów i Brytyjczyków w tym kraju,wszystko może wskazywać na istniene innych ,tajnych celów wojny Irackiej,poza uniemożliwieniem Husajnowi pozyskania broni masowego rażenia i powstrzymaniem terroryzmu.W Istocie wygląda na to,że wszyscy poszukują broni masowego rażenia,ale całkiem innego rodzaju i bardzo, badziej starożytnej!
Do tego dochodzi dziwne zachowanie rządu Egipskiego,który buduje mur wokół Gizy...chyba wado przed czym projektem Cheops - misji "ratowania" ziemi.Jeszcze do nie dawna,a dokładnej w 2007 jeszcze w miarę to wszystko się kręciło dopiero późniejsze lata pozwoliły zdemaskować "Przemawiającego".Dzisiaj nie ma wątpliwości,że chciano pozyskać ...resztę tych tablic i tego wszystkiego co się znajdowało i uniemożliwić ludzkości przejście do innego wymiaru i obronę tego co w trójwymiarze,bądź też zagarniecie sprzętu jak się tam znajduje.Jaki to sprzęt,kto go tam pozostawił i gdzie?

Dodać wypada;
http://docs4.chomikuj.pl/321562828,0,0,Joseph-P-Farrell---wojna-nuklearna-sprzed-5-tysiecy-lat.doc


Strony: 1 ... 85 86 [87] 88 89 ... 149

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

modygtasa horsesgame bialogrod mocy forumhumorystyczne