Strony: [1]

Historia polityczna Israela.

  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2364
  • Zobacz profil
Historia polityczna Israela.
« : Luty 02, 2010, 12:29:29 »

Historia na tle doktoratu; http://www.sbc.katowice.pl/Content/7015/doktorat2732.pdf

Nie wiem na ile prawdziwa?
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2364
  • Zobacz profil
Odp: Historia polityczna Israela.
« Odpowiedz #1 : Kwiecień 12, 2012, 11:20:02 »

Ariel Szaron.

Ariel Scheinerman , syn Wiery.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Ariel_Szaron
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2364
  • Zobacz profil
Odp: Historia polityczna Israela.
« Odpowiedz #2 : Marzec 30, 2015, 07:34:32 »
« Ostatnia zmiana: Marzec 30, 2015, 07:39:34 wysłane przez Kiara »
Zapisane
  • Kiara
  • Administrator
  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2364
  • Zobacz profil
Odp: Historia polityczna Israela.
« Odpowiedz #3 : Maj 21, 2015, 13:13:51 »

Dawne historie Żydów z przed wojny...



Cadyk pierze po pysku

„Tandeta i sztampa” – podsumował VIII Festiwal Singera czytelnik „Gazety Wyborczej”. TVP transmitowała z placu Grzybowskiego zamykające Festiwal widowisko „Dwór Cadyka”. „Takie przedsięwzięcia – pisała GW – utrwalają najgorsze stereotypy: Żydzi to faceci w długich chałatach, którzy tańczą majufesa (żeby jeszcze majufesa!), pogryzając czosnek”. Wiadomo, że każda podróbka jest gorsza od oryginału. A o tym, jak chasydzi z Grzybowa „tańczyli majufesa”, przedwojenni mieszkańcy Warszawy wiedzieli akurat niemało. Polska prasa do połowy lat trzydziestych obszernie informowała o życiu społeczności żydowskiej. Wielokrotnie pisano o córce tego bądź innego cadyka, która porzuciła wiarę ojców i przyjęła chrzest. W sensacyjnym tonie utrzymane były relacje z dworów cadyków, a także doniesienia o kulisach „dworskiej” polityki. Ciekawe, czy czytelnicy – Polacy – orientowali się w zależnościach między różnymi dworami chasydzkimi tak dobrze, jak w powiązaniach rodzinnych koronowanych głów.


Zawierucha w brodatym społeczeństwie

W styczniu 1933 roku w gazecie uwagę przykuwał tytuł: Zdradzona lista szpiegów. Popłoch i zgroza panują na dworach cadyków. Czytelnicy z zapartym tchem śledzili sprawę kradzieży „aktów politycznych” z otwockiej ekspozytury cadyka kozienickiego. Jej sprawcą był Mordka Cygenbok. Kiedy Cygenbok, sekretarz kozienickiego cadyka, po czterech dniach nieobecności nie pojawił się przy szabesowym stole, rozpoczęto poszukiwania. Podczas przetrząsania otwockiej willi cadyka dokonano dramatycznego odkrycia: przepadło całe archiwum. Wówczas okazało się, że cadyk został zdradzony. Cygenbok uciekł.

Przy okazji wyszło na jaw, że na dworach cadyków w dawnej Galicji Zachodniej działał swoisty kontrwywiad, a uciekając, Cygenbok zabrał ze sobą listę szpiegów pozostających na usługach cadyka kozienickiego i rebe reb Altera z Góry Kalwarii. „Wskutek tego na tamtych dworach odbywają się rugi polityczne i wszyscy ukryci zausznicy cadyka Altera otrzymują dymisje”.

W efekcie doszło do trzech nadzwyczajnych zjazdów cadyków z dawnej Kongresówki. Po sześciogodzinnej naradzie na jednym ze zjazdów zadecydowano o wysłaniu pościgu za zbiegiem. Na czele pogoni stanął dowódca kozienickiej „żandarmerii sobotniej” Icie Majer Powidło, który udał się do Krakowa. Informacji oczekiwano także od Izaaksona, szefa dworskiej „komórki wywiadowczej”. O współudział w aferze Cygenboka podejrzewano cadyka Borucha Heidekorna  z Kiernozi, który „ulotnił się” z Warszawy.

„Żandarmeria sobotnia” aresztowała tylko jego bratanka, mieszkającego w stolicy, którego „[...] przesłuchano w ciągu dwóch godzin. W czasie przesłuchania rozbito mu okulary i dotkliwie poturbowano”. Podejrzeń wobec cadyka z Kiernozi nabrano po skojarzeniu jego zniknięcia z faktem, że Heidekorn od dawna podejmował nieudane próby arbitrażu pomiędzy dwiema zwaśnionymi stronami: dworami małopolskimi, na czele z cadykiem z Bełza, a dworami z Polski centralnej – i zapewne chciał się odegrać. Potem potwierdziła się ta wersja, gdyż Heidekorn stał się klientem jednego z małopolskich dworów.

W tym samym czasie cadyk z Bobowej wysłał do cadyka „górskiego” depeszę, będącą tak naprawdę listem dyplomatycznym. Przesyłał błogosławieństwo wszystkim Żydom skupionym przy rabinach z dawnej Kongresówki i – co najważniejsze – „[...] wyrazy najgłębszego współczucia z powodu dokonania zuchwałej kradzieży” w rezydencji cadyka kozienickiego.

Żydowska Warszawa odczytała to jako sygnał, że akcję Cygenboka koordynowali bezpośrednio stronnicy... cadyka bobowskiego. Wobec dekonspiracji informatorów wysłanych na dwory małopolskie przez Abrahama Mordechaja Altera z Góry Kalwarii cadykowie i rabini, przybyli na jego specjalne wezwanie do Warszawy, postanowili rzucić klątwę na Cygenboka. „Klątwa zostanie rzucona przy czarnych świecach w bóżnicy w Otwocku. Na ponury ten obrzęd zjedzie kilkudziesięciu duchownych żydowskich”. Świątobliwi Żydzi rozważali także zwrócenie się o pomoc do policji, gdyż „czyn Cygenboka posiada wszelkie cechy kradzieży”.

„Aferę Cygenboka” rozpatrywać należy w szerszym kontekście. Otóż, dwa obozy starły się w walce o „rząd dusz”. Po jednej stronie stała Góra Kalwaria, reprezentantka Kongresówki, po drugiej zaś Bełz, za którym opowiadała się dawna Galicja Zachodnia. Języczkiem u wagi byli zwolennicy cadyka z Aleksandrowa [Łódzkiego], o których zabiegały obie skonfliktowane strony. Szczególnie ostro spierano się o wpływy w gminach wyznaniowych. Jak pisał jeden z korespondentów, w takich sporach „[...] klątwy rzucane są za klątwami. Przekleństwa sypią się jak z rogu obfitości”.

W 1932 roku strona ofensywna i bardziej agresywna, na czele z cadykiem z Góry Kalwarii, chciała osłabić bełzkie wpływy w małopolskich gminach żydowskich, próbując opóźnić termin ogłoszenia wyborów. Zakusy te spotkały się z protestem cadyka bełzkiego, który zapowiedział, że będzie wraz ze swoimi stronnikami „okupować” gminy, nie dopuszczając do zmian układu sił. Rozpoczęły się więc pertraktacje. Do Warszawy przyjechał wysłannik dworu bełzkiego, który spotkał się z rabinem i posłem na Sejm RP Icie Majerem Lewinem, szwagrem cadyka z Góry Kalwarii. Ostatecznie bełzka „okupacja” nie doszła do skutku, ponieważ przywódcy chasydzcy z dawnej Kongresówki w zakulisowych rozmowach zyskali poparcie sanacyjnych sił politycznych. Za chasydami małopolskimi opowiadali się głównie sanatorzy pochodzący ze Lwowa i poseł Zdzisław Stroński (BBWR), który znalazł się w parlamencie dzięki głosom żydowskim.

Warszawa w tym starciu zwyciężyła.

Jakże jednak bolesnym ciosem dla Góry Kalwarii trzy lata później było opuszczenie partii ortodoksów Agudat Israel przez brata „górskiego” cadyka Mendla Altera z Pabianic. Założył on niezależną od Agudy organizację partyjną. Miała ona pozostawać pod wpływem Bełza, któremu udało się zbudować konkurującą z Agudą partię „Machzykej Daas”. Za Pabianicami poszli również cadycy z Parysowa, Piaseczna oraz... Aleksandrowa.

Minjan z ulicy Twardej

Możemy sobie wyobrazić, że „afera Cygenboka” była szeroko komentowana na Grzybowie, gdzie znajdowały się modlitewnie związane z różnymi dynastiami chasydzkimi. Podczas I wojny światowej wielu cadyków przeniosło się do Warszawy, lokalizując tu swoje siedziby wraz z jeszywami i domami modlitwy. Od połowy XIX wieku rezydował w Warszawie Icie Majer Alter, założyciel chasydzkiej dynastii z Góry Kalwarii. Jego siedziba, u zbiegu ulic Twardej i Żelaznej (Żelazna 57), stanowiła ośrodek ortodoksyjnego żydostwa; oddalona od gwarnego i ludnego Grzybowa, niczym prawdziwa twierdza strzegła tradycji.

Wkrótce znacznie wzrosły szeregi proletariatu żydowskiego, a modlitewnie przy ul. Twardej stały się miejscem agitacji partyjnej. W burzliwych latach 1904–1905 sławę zyskał pewien syjonistyczny retor, który w sobotę między modlitwami poranną i dodatkową wygłaszał płomienne mowy, wzywając Żydów do narodowego przebudzenia. Jak wspominał Abraham Teitelbojm (Warszewer hejf), młodzież chasydzka modląca się w innych sztiblach wykradała się podczas czytania Tory, by „z bijącym sercem przyjąć do wiedzy płomienne wezwania do starego–nowego kraju, do wolnego, samodzielnego życia”. Dostawało się za to od ojca w twarz i „szabat był nieudany”.

Na Grzybowie mieszkał też „król żelaza” Izajasz Prywes, który córkę ożenił z wywodzącym się ze wspaniałej dynastii chasydzkiej pisarzem J.J. Trunkiem. Ten opisywał „starożytną” atmosferę w modlitewni chasydów aleksandrowskich przy ul. Twardej. Pod numerem 2 mieściła się modlitewnia chasydów radzyńskich, którzy – jak wspomina  – modlili się pod przewodnictwem reb Iciele. „Reb Iciele mieszkał nad sztiblem, na pierwszym piętrze. Największy pokój, «salon», służył za babiniec, gdzie kobiety modliły się pod przewodnictwem samej rabinowej. Powyżej miejsca, gdzie stał pulpit, obok aron ha-kodesz, w suficie wycięty czworokątny otwór do mieszkania rabina, tak że było tam słychać modlitwę z dołu. I dokładnie ponad miejscem, gdzie na dole modlił się rabin, na babińcu rabinowa przewodziła modlitwom kobiet. W ten sposób męskie głosy mieszały się z powtarzanymi przez kobiety modlitwami i z ich łkaniem”.

Pod numerem 4 mieściła się chasydzka modlitewnia Sardynerów. Podczas I wojny światowej stała tam szafa, do której przez otwór wrzucano pieczywo, komu co zostało. Między modlitwą popołudniową i wieczorną Icchak Dowid Margules z pomocnikami rozdzielał zgromadzoną żywność wśród głodujących mieszkańców Grzybowa. Margules utrzymywał się z wyrobu papierowych torebek, a że był człowiekiem niegłupim, w jego mieszkaniu (Pańska Cool gromadzili się rzemieślnicy, by wspólnie studiować.

Rabin Szymon Huberband, współpracownik Archiwum Ringelbluma, wspomina jego działalność w getcie: „Margolis wystąpił ostatnio z projektem, by każdy Żyd od każdego kupowanego kilograma odjął 10 groszy od białego chleba, 5 groszy od czarnego chleba, 25 groszy od kilograma mięsa – i tak stale od wszystkich produktów; pieniądze niech schowa w oddzielnej torebce i rozdziela wśród biedaków. W każdy poniedziałek i czwartek”.




http://www.jewish.org.pl/index.php/historia-mainmenu-66/4570-cadyk-pierze-po-pysku.html
Zapisane
Strony: [1]
Skocz do:  

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

legendarylions 1sdh psychologia virtual-life nanashin